REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Ekonomia » Analizy i Opinie » Rozmowa

Sylwetki

To dobrze, że Polska nie uległa panice

Cezary Szymanek, Jakub Kurasz 12-10-2009, ostatnia aktualizacja 12-10-2009 03:41
autor: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa

Z Markiem Belką, dyrektorem Departamentu Europejskiego Międzynarodowego Funduszu Walutowego, rozmawiają Cezary Szymanek (Radio PiN) i Jakub Kurasz („Rz”)

Rz: Pan w Polsce, w rządzie zmiany. Plotkuje się o Włodzimierzu Cimoszewiczu… Może i pan dostał jakąś propozycję od premiera Donalda Tuska?

Nie. Akurat MFW publikuje raport dotyczący perspektyw ekonomicznych Europy Środkowo-Wschodniej, a że byłem w Stambule (było tam zgromadzenie Banku Światowego i MFW – red.), to miałem blisko…

Nie tęskni pan do polskiego politycznego zgiełku?

Nie tęsknię.

Zagraniczni inwestorzy tymi ostatnimi roszadami w rządzie się przejmą?

Z gospodarczego punktu widzenia to są żadne zmiany.

A politykę gospodarczą rządu jak pan ocenia?

Dobrze. Rząd Tuska odniósł trzy sukcesy. Po pierwsze podwyższył dla kilkuset tysięcy osób w Polsce wiek emerytalny, znacznie ograniczając wcześniejsze świadczenia. Chodzi o emerytury pomostowe. Mamy jeden z najniższych w Europie wskaźników aktywności zawodowej, z czym nikt wcześniej w Polsce nie potrafił sobie poradzić. Również ja. Po drugie – ugoda z Eureko, na chyba przyzwoitych warunkach, która zamyka okres uniemożliwiający rozwój PZU. Po trzecie – to dobre, spokojne rozegranie budżetu na 2009 r. Bardzo mi się podobało, że Jacek Rostowski nie panikował, aby gwałtownie ciąć czy zwiększać wydatki. Ale podsumowując te sukcesy – gospodarka jest teraz w nie najgorszej kondycji. Co oczywiście nie oznacza, że nie należy przeprowadzać dalszych reform.

Z budżetem na 2010 r. minister finansów też sobie poradzi?

Na tegoroczny budżet narzekano, że zamiata śmieci pod dywan. W przypadku przyszłego roku jest już inaczej. Ale i tak liczy się przede wszystkim deficyt całego sektora finansów publicznych. Ten rośnie, choć nie do gigantycznych rozmiarów.

I nie ma pan obaw o realizację budżetu?

Nie. Myślę, że już tegoroczna realizacja będzie lepsza niż założenia po nowelizacji. Patrzę na Polskę jako część regionu, gdzie inne kraje przeżywają znacznie poważniejsze trudności. My narzekamy na to czy owo, ale na tle innych państw nasza polityka wyróżnia się spokojem i nieuleganiem panice.

Ale groźba, że przekroczymy konstytucyjne progi ostrożnościowe dotyczące deficytu, jest realna…

Nie przesadzajmy. Wszystko zależy od tego, jaka będzie koniunktura gospodarcza. Jeśli będzie „w miarę”, to się wywiniemy. Jednak jeśli będzie gorsza, to niezależnie od tego, co byśmy robili, i tak 55-proc. próg relacji długu publicznego do PKB przekroczymy.

Pan mówi o konieczności reform, a rząd ma tylko plan prywatyzacyjny. I tłumaczy, że na nic innego nie pozwala polityka.

Polityka nigdy nie pozwala. To jest jakieś wyjaśnienie, ale słabe. Natomiast prywatyzacja to bardzo ważny proces. Plan jest ambitny i oby został zrealizowany w jak największym stopniu. To zależy oczywiście od koniunktury na rynku. Jeśli będzie zła, to ciężko jest rekomendować rządowi sprzedaż spółek za każdą cenę i na siłę. Ale prywatne firmy są stabilniejsze. Wystarczy popatrzeć na zarządy firm, w których decydujący głos ma Skarb Państwa. Tam władze zmieniają się częściej niż rządy.

A czy czają się gdzieś jeszcze zagrożenia dla polskiego systemu finansowego?

Sektor wygląda nieźle, banki są dokapitalizowane. Bardzo dobrą rolę odegrała rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, aby nie wypłacać dywidend z zysków za 2008 r., co zwiększyło kapitały. Dopóki nie widzimy gwałtownych oznak pogarszania się koniunktury gospodarczej, to nie ma podobnego spadku jakości portfela kredytowego. Nie ma też sygnałów, by spółki matki polskich banków chciały się wycofywać z Polski lub osłabiać pozycję nad Wisłą. Mamy natomiast sygnały, że rynek międzybankowy działa jeszcze bardzo słabo. To powoduje, że pojawiają się desperackie działania na rynku depozytów.

Czy nowe, restrykcyjne regulacje, zwłaszcza w sektorze finansowym, jakie w wyniku kryzysu przeforsują rządy na świecie, spowodują, że ożywienie będzie wolniejsze?

Jeśli zalecimy bankom gwałtowne zwiększenie kapitałów, to może być to o tyle niebezpieczne, że nie będą miały możliwości udzielania kredytów firmom. Ale z drugiej strony presja, by przez nowe regulacje spowodować zwiększenie kapitalizacji w sektorze bankowym jest uzasadniona, bo widzieliśmy, co się stało. Gdyby nie nowe miliardy kapitałów, nie uniknęlibyśmy katastrofy światowej gospodarki. Upadł jeden bank, po czym rządy najpoważniejszych krajów świata powiedziały: nie dopuścimy do upadku żadnej innej ważnej instytucji finansowej. To była niesłychana i historyczna deklaracja polityczna. Gdyby nie to, wiele banków by zbankrutowało jak Lehman Brothers. AIG, Citi czy Royal Bank of Scotland na pewno by nie przetrwały. A gdyby nastąpiła fala upadłości, tobyśmy się nie pozbierali i wrócili do epoki kamienia łupanego. To nie byłoby -5 proc. PKB, tylko -25 proc.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Polskie problemy rozwiąże gaz łupkowy

Emisje CO2 w Polsce w roku 2020 mogą wynosić połowę tego, co obecnie - mówi Wim Thomas, szef działu analiz Royal Dutch Shell odpowiedzialny za strategię koncernu >>