Unia Europejska
Szwedzkie propozycje nie odpowiadają Polsce
Szef UKIE Mikołaj Dowgielewicz skrytykował najnowszy projekt wniosków końcowych rozpoczętego w Brukseli szczytu UE, w którym brak postulowanych przez Polskę konkretnych rozwiązań w sprawie podziału obciążeń finansowych
- Będzie bardzo trudno osiągnąć kompromis, jeśli najbogatsze kraje nie wykażą elementarnego poczucia przyzwoitości – powiedział na marginesie szczytu Dowgielewicz.
Polscy dyplomaci ujawnili, że chodzi o Niemcy, Francję, Wielką Brytanię, Danię i Holandię. Szef UKIE zapowiedział, że w przypadku fiaska szczytu Polska jest gotowa złożyć jednostronną ofertę wsparcia finansowego dla krajów rozwijających się na konferencji klimatycznej w Kopenhadze.
"Udziały UE i jej krajów członkowskich w międzynarodowym wsparciu publicznym powinny być oparte na całościowym kluczu globalnym. Jeśli jego zastosowanie doprowadzi do nieproporcjonalnego obciążenia mniej zamożnych krajów członkowskich, będą miały miejsce dostosowania biorące pod uwagę zdolność do ponoszenia kosztów tych krajów członkowskich" - głosi projekt szwedzkiego przewodnictwa.
Szwedzkie przewodnictwo proponuje zapis, by "klucz globalny", według którego koszty wsparcia będą dzielone na poziomie światowym, zakładał "znaczący udział" emisji CO2. Takie rozwiązanie jest korzystne dla bogatszych krajów UE, ale nie dla Polski, której energetyka oparta jest na węglu.
Skupione w koalicji pod wodzą Polski biedniejsze kraje UE zapowiadają, że nie poprą mandatu na grudniową konferencję klimatyczną w Kopenhadze, jeśli nie będzie w precyzyjny sposób ustalone, jakie obciążenia mają ponosić poszczególni członkowie UE w ramach walki ze zmianami klimatycznymi. Polska proponuje, by podstawą był udział w pomocy rozwojowej i zewnętrznych działaniach UE albo dochód narodowy brutto.
Polscy dyplomaci przedstawili wyliczenia: zakładając, że UE zgodzi się na 8 mld euro wsparcia rocznie, przy podziale według DNB Polska miałaby płacić 230 mln euro, a według emisji CO2 - 500-600 mln. Jednak według obliczeń KE, w przypadku Polski te różnice są nieznaczne.
Dowgielewicz odrzucił także szwedzkie próby wywierania presji przez włączenie do wniosków końcowych kwestii nadwyżek uprawnień do emisji pozostałych po obecnym okresie zobowiązań z Kioto. Polska chce utrzymać prawo do sprzedaży tych nadwyżek po roku 2012, bo stawka jest niebagatelna: chodzi o zezwolenia na ok. 500 mln ton CO2, które rząd w Warszawie mógłby za 2,5-3,5 mld euro sprzedać krajom przekraczającym swoje limity z Kioto. W sprawie tej nie zdołali się porozumieć przed szczytem ministrowie środowiska "27".















