REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Unia Europejska

Publicystyka

Pełzający nacjonalizm

Tomasz Wróblewski 11-02-2009, ostatnia aktualizacja 11-02-2009 00:22
Wielkość tekstu: A A A
źródło: Rzeczpospolita

Komisja Europejska popiera protekcjonizm, świat kopie fosy i wznosi zapory handlowe. Gospodarczy nacjonalizm jest dziś większym zagrożeniem od samego kryzysu – pisze publicysta

Z rzadka ktoś głośno wymówi to słowo. Krążą, szukają zastępczych terminów – ochrona, solidaryzm, strategia propaństwowa, ale gospodarczy nacjonalizm jest już w głowach wszystkich. Nawet polskie jastrzębie wolnego rynku domagają się protekcji państwa.

Polska na krawędzi

Zbigniew Jakubas, szef Polskiej Rady Biznesu, uważa, że rząd powinien zmusić banki do zerwania opcji walutowych. W zeszłym tygodniu odwiedził wszystkie studia telewizyjne i gabinety polityków. Wicepremier Waldemar Pawlak zaczął nawet mówić jego głosem, sugerując, że państwo powinno szukać sposobów na zrywanie umów handlowych, które przy obecnym kursie złotego są nie na rękę biznesmenom.

Henryka Bochniarz, ikona walki o swobody gospodarcze, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” zaapelowała do rządu, żeby pieniądze podatników rozdawał firmom. – Dajmy pieniądze tylko na określony czas, a firma ma przygotować program naprawczy – zachęcała. Z podobnymi pomysłami noszą się już działacze koalicyjnego PSL. Prezes Konfederacji Pracodawców Polskich Andrzej Malinowski chce, żeby państwo kontrolowało zasady, na jakich banki przyznają, czy raczej nie przyznają, kredyty.

To naturalne, że w czasach kryzysu ludzie spodziewają się od państwa pomocy. Programów stymulacyjnych, planów ratunkowych. Zrywanie umów handlowych, arbitralne rozdawanie publicznych pieniędzy wybranym przedsiębiorcom czy podsypywanie gotówki dla uciszenia związków zawodowych, to już nie jest opieka państwa. To miejsce, w którym kryzys gospodarczy przeistacza się w kryzys polityczny. Świat zdaje się powoli przekraczać tę cienką granicę, a Polska? Polska wciąż jeszcze balansuje na krawędzi.

Jak długo rząd będzie opierał się naciskom? Gdyby kierował się opinią lewicowych publicystów i wielu wpływowych biznesmenów, to pewnie mielibyśmy już szereg rozporządzeń i ustaw na podobieństwo Ameryki i Europy.

Kupuj amerykańskie

Klauzula „Buy American” (Kupuj amerykańskie), dopisana do pakietu stymulacyjnego prezydenta Obamy, nie jest wymysłem grupki szowinistów.

46 proc. Amerykanów z wyższym wykształceniem opowiada się dziś za restrykcjami w handlu zagranicznym i wspieraniem rodzimych przedsiębiorców. To największy odsetek od 1999 roku, kiedy to „Wall Street Journal” zaczął swoje badania nad protekcjonizmem. Ale czy jest jeszcze na świecie choć jeden kraj, gdzie globalizacja wygrałaby w powszechnych wyborach?

„Buy American” ni mniej, ni więcej oznacza, że firmy korzystające z pomocy rządowej mają kupować surowce i półprodukty w Ameryce. Koncerny samochodowe amerykańską stal, uczelnie amerykańskie komputery, firmy budowlane ubrania robocze szyte przez amerykańskie szwaczki.

Protekcjonizm nie tworzy nowych miejsc pracy, ale za to szybko rodzi nowy protekcjonizm. Indie i Meksyk zdążyły wprowadzić już własne kontrtaryfy na import obcej stali. O nowym pakiecie ochronnym mówi Rosja. Brazylia rozszerzyła listę produktów objętych specjalną „antykryzysową ochroną”, czyli do 3 tysięcy produktów. Chiński pakiet ma objąć 3800 produktów.

Miliardy wpompowane w koncerny samochodowe w Detroit natychmiast spotkały się z miliardową odpowiedzią francuskich i włoskich rządów, które nie pozwolą, żeby fordy i chevrolety zdominowały rynek. Teraz prezydent Sarkozy idzie dalej i mówi producentom, że skoro wzięli 9 mld euro pomocy, nie mogą teraz budować fabryk samochodów w Czechach. A co z fabrykami czy montowniami, które już są? Łatwo sobie dopowiedzieć.

Amerykański minister skarbu zapowiedział już największym bankom, że pomoc, jaką uzyskują od państwa, nie tylko musi zaowocować kredytami, ale kredytami dla amerykańskich firm. Brytyjski rząd żadnych oficjalnych zakazów i nakazów nie wydał. Nie zmienia to faktu, że Bank of England gwałtownie zredukował portfel kredytów dla obcokrajowców.

Nie przybywa nowych kredytobiorców, a starzy są natychmiast redukowani, zmuszani do szybszych spłat. Holenderski ING Bank w zamian za rządową pomoc złożył już deklaracje zwiększenia linii kredytowej dla obywateli Holandii. „Economist”, powołując się na Bank for International Settlements, twierdzi, że europejskie banki za przykładem Stanów Zjednoczonych, które na gwałt zaczęły przerzucać depozyty ze swoich oddziałów w Chinach, podobnie postępują w Europie Środkowej.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Sikorski: nie ma mowy o hegemonii Niemiec

W Monachium rozpoczyna się najważniejsza konferencja w sprawie bezpieczeństwa na świecie. Nazywana „wojskowym Davos” >>