REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Sport » Lekkoatletyka

Lekkoatletyka

Polski związek beztroski

Paweł Wilkowicz 23-04-2008, ostatnia aktualizacja 23-04-2008 15:13
Prezes PZLA Irena Szewińska
autor: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Prezes PZLA Irena Szewińska

PZLA ma nie tylko deficyt w budżecie, ale także zaległości wobec urzędu skarbowego. Chodzi o VAT od umów sponsorskich z lat 2004 – 2006 – dowiedziała się „Rz”

O sięgającym 1,7 mln złotych deficycie w budżecie związku pisaliśmy już w ubiegłym tygodniu, ale cały czas pojawiają się nowe problemy. Najnowszy dotyczy zaległego podatku.

Jeśli urząd skarbowy upomni się o VAT za lata 2004 – 2006, PZLA będzie musiał zapłacić około 500 tysięcy złotych, czyli więcej, niż dostaje rocznie np. z umowy sponsorskiej z firmą Samsung.

Wiceprezes Lipiec

Dług wziął się właśnie z nieprawidłowego rozliczania kontraktów sponsorskich. Zgodnie z prawem związek powinien od nich odprowadzać 22-procentowy VAT, ale zrobił to tylko za 2007 rok. Wcześniej działacze PZLA byli przekonani, że nie ma takiego obowiązku.

Nie wyprowadziła ich z tego błędu ani księgowa, ani działająca od dziesięcioleci w związkach sportowych sekretarz generalna Jadwiga Ślawska-Szalewicz, ani prezes Irena Szewińska, choć w rubryce wykształcenie ma wpisane: magister ekonomii. Odpowiadający za finanse wiceprezes Tomasz Lipiec – absolwent Szkoły Głównej Handlowej – ostatnio nie mógł przypominać o zobowiązaniu, bo od 25 października jest w areszcie. CBA zatrzymało go pod zarzutem korupcji, ale stanowiska w PZLA na razie nie stracił. Jak każdy członek zarządu Lipiec pełni tę funkcję społecznie.

– Nie pobieramy wynagrodzenia, ale zgodnie z prawem możemy być pociągnięci do odpowiedzialności finansowej za nieprawidłowości – mówi Sebastian Chmara, również członek zarządu.

Solidna firma

To dlatego w związku trwa teraz gorączkowe poszukiwanie winnych bałaganu.– VAT za ostatni rok jest zapłacony. Ja jestem solidna firma – mówi „Rz” dotychczasowa sekretarz generalna PZLA Jadwiga Ślawska-Szalewicz. Na inne pytania odpowiadać nie chce. Od pół roku jest na zwolnieniu lekarskim, właśnie kończy jej się okres wypowiedzenia. – Od polityki jest w związku prezes Szewińska, proszę ją pytać – mówi.

Nieoficjalnie wiadomo, że od kiedy wiadomości o problemach PZLA wyszły na jaw, w związkowych biurach trwa stan wyjątkowy, a działacze starają się przede wszystkim przerzucić odpowiedzialność na kogoś innego: prezes na księgową, księgowa na sekretarz generalną itd.

– Pani Szalewicz teraz mówi, że to dzięki niej VAT został zapłacony, ale pamiętam, jak wcześniej przekonywała, że nie trzeba go odprowadzać – mówi jeden z członków zarządu. – Pani Jadzia rozpłakała się na ostatnim naszym spotkaniu. Jest przekonana, że chcemy ją obciążyć winą za obecny bałagan – mówi wiceprezes ds. szkolenia Jerzy Sudoł.

– Przecież pani Szalewicz właśnie po to się w związku zatrudniła, żeby pilnować finansów. Choć akurat teoria na temat braku obowiązku odprowadzania VAT obowiązywała już za poprzedniego sekretarza generalnego, urzędującego do 2005 roku Bartłomieja Głowackiego – opowiada Sudoł, który znalazł się w pięcioosobowej komisji powołanej przez PZLA tydzień temu dla ratowania finansów związku.

– Pierwsze spotkanie zaplanowaliśmy na przyszły wtorek, wtedy przyjrzymy się sprawie, przeanalizujemy wydatki, wybierzemy firmę, która ma u nas zrobić audyt. Temat niezapłaconego VAT pojawił się podczas ostatniego spotkania zarządu, gdy sprawozdanie przedstawiała księgowa. Przyznam, że ja zaczynam się w tym wszystkim gubić. Nie potrafię nawet powiedzieć, czy ten dług jest wliczony w 1,7 mln deficytu, czy jeszcze nie. Jeśli nie, to jest naprawdę niewesoło – mówi Sudoł.

Prezes Szewińska przekonuje, że deficyt wynosi na razie 1,2 mln, więc 1,7 to zapewne kwota uwzględniająca już zaległy VAT.

Trzeba płacić

Związek ma trzy opinie prawne i z każdej wynika, że VAT będzie musiał zapłacić. Chce więc ubiec urząd skarbowy (w PZLA nie było ostatnio kontroli fiskusa i dlatego formalnie o długu jeszcze mówić nie można), powiadomić o zaległościach i poprosić o rozłożenie ich na raty.

Urząd skarbowy zapewne się zgodzi, ale to rozwiąże tylko część kłopotów PZLA. Z naszych informacji wynika, że związek już dziś część zobowiązań wobec np. ZUS musi pokrywać z ministerialnej dotacji, choć ona jest wypłacana na szkolenie.

Ministerstwo Sportu nie zgodzi się na spłacanie długów z dotacji, więc związek i tak będzie musiał przed końcem roku znaleźć brakujące pieniądze. – Zadaniem komisji, w której się znalazłem (jest w niej również m.in. prezes Szewińska i Sebastian Chmara – przyp. red.), będzie też szukanie oszczędności w wydatkach na administrację. Natomiast jeśli chodzi o sprawy szkoleniowe, wszystko na szczęście idzie zgodnie z planem. Od początku sezonu było już kilkadziesiąt zgrupowań, wszystkie zostały opłacone, program przygotowań olimpijskich nie jest w żaden sposób zagrożony – uspokaja Sudoł.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Jelena wybrała Bydgoszcz

Dziś mityng „Pedro's Cup", zimowa parada mistrzyń i mistrzów skoku o tyczce oraz pchnięcia kulą >>
reklama