W sieci opinii

Kloszardzi w Pałacu Kultury, czyli warto marzyć

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
Późną nocą, w paradnych dekoracjach studia wyborczego TVP, smętnie dogorywał scenariusz, który miał być balem salonowców Polski racjonalnej, a okazał się Festynem Duda Day.

Zatrzymywanie własną piersią fali nienawiści i agresji na drodze do zgody to nie kąpiele w płatkach róż, zatem oświecone desygnaty Polski racjonalnej prezentowały w niedzielny wieczór wyraz twarzy, jaki maluje się zazwyczaj na obliczach jednostek unurzanych w odmętach nocnego naczynia. Szoł ten był dużo lepszy od najśmieszniejszych, mazurskich nocy kabaretowych.

Niewiarygodne, ale w studiu wyborczym śmiesznie było wcale nie z racji nieśmiertelnych haseł, które na TVP- owskich widowniach wzbudzają huraganowe nawałnice serdecznej radości, czyli słów, takich jak: Jarosław, PIS, radio, co było tym dziwniejsze, że owe oklepane grepsy gęsto sypały się ze szpar oralnych sproszonych salonowców głównego koryta medialnego nurtu. W niedzielę wszystko bowiem – i Jarosław, i PIS, i radio wraz Polską radykalną - zwaliło się Polsce racjonalnej na łeb jak kupa kamieni.

U podstaw komizmu epizodów z balu salonowców, który się nie odbył, legł już sam widok uczestników nocnego dyskursu. Ściągnięte rysy wyciszonej Tadli Beaty, tak niedawno furiacko ćwiczącej niedoszłego prezydenta Dudę. Grymas niesmaku zastygły na podługowatym froncie zapiewajły Maleńczuka, istnej kopii oblicza kamiennej baby z Wysp Wielkanocnych, żywej repliki dzieł wczesnego reprezentanta teorii ewolucjonizmu dowcipnie opatrzonej w czarne oprawki optycznych okularów z epoki znającej słowo drukowane. Stylizacja topowego idola Polski racjonalnej, analogicznie do Maleńczuka, także absolwenta podstawówki, czyli Hołdysa Zbigniewa w kamuflażu z nie mniej pociesznych okularów, kolczyków i kapeluszowego zwieńczenia, nieodmiennie kierującego namolne domysły ku zagadce, jakież to tajemnicze zjawisko na jego czerepie domaga się tak konsekwentnego skrywania go pod korcem. Do kompletu - sól ziemi w osobach Poniedziałka i Legierskiego zwartych w klinczu wzajemnych wyrzutów o preferencje wyborcze, w którym argument przemocy i faszystowskiej homofobii strony przeciwnej leżał odłogiem, ponieważ był w tej sytuacji bezwartościowy, jak wyżuta guma.

Na widok takich, komicznych scen trudno nie dać się owładnąć typowo niemieckiej, jak sama nazwa wskazuje, Schadenfreude. Chichotowi niepięknemu, acz niestety, ludzkiemu. Uczciwie wszakże przyznaję, że ofiary zwabione do studia indywidualnie dostały szansę reprezentacji Polski racjonalnej o wiele mniej zręczną, niż cała, szczurza falanga przybiegła w nadziei do sztabu, który okazał się sceną przegranych, bo tam około północy plątali się już tylko ostatni maruderzy i ciecie. Gdy na racjonalny łeb zwalą się Jarosław, PIS i radykalna Polska, na których zgody nie ma i nie będzie, choćby nie wiadomo jaka była demokracja, to bal się kończy. Wtedy właśnie rodzą się najzabawniejsze, kocie mordy.

Nie minęło jednak parę godzin następnego poranka, podczas którego PKW mozolnie rozważała wynik wyborów, gdy z TVP Info ruszyła lawina standardów intelektualistów głównego koryta. „Wygrana Dudy. Czas na realizację obietnic" – ogłosił tytuł materiału TVP Info, choć kadencja Prezydenta - Elekta Dudy zaczyna się dopiero 6 sierpnia, a w Belwederze wciąż rządzi Prezydent Komorowski. Ten kod jest klasyką. O ile sobie przypominam, już w pierwszym tygodniu premierostwa Jarosława Kaczyńskiego główne koryto upominało się o trzysta tysięcy, czy może trzy miliony – co za różnica – obiecanych mieszkań. Jednocześnie, reporterski narybek zerwany o świcie do medialnej obsługi ulicznego poczęstunku dla wyborców niezmordowanego, aktualnego Prezydenta Elekta Dudy, za racjonalne uznał grubiańskie spoufalanie się z nim za pomocą zwrotu „Panie Andrzeju!".

Mimo wszystko, dostrzegam w głównym korycie światełko zgody. Jak wieść niesie, Polska racjonalna sięgnęła otóż do obywatelskich rezerw warszawskich bezdomnych i zdopingowała ich do skorzystania z prawa do wyboru prezydenta. Kloszardom rozmaitego autoramentu wydano karty do głosowania. Doczepiono ich do stołecznych list wyborców, w rubryce „adres zamieszkania" wpisując oświadczenie: „Komisja Obwodowa". Źródła podają, że około setki włóczęgów ulokowano w ten sposób w Pałacu Kultury i Nauki, do niedawna im. Józefa Stalina. I to jest mój przyczółek zgody.

Puryści prawni twierdzą, że legalizacja fałszywych oświadczeń jest poważnym przestępstwem, ja jednak apeluję: Uratujmy choć ideę tego trendu Polski racjonalnej! Poprzyjmy ją! Idea uczynienia z Pałacu przystani dla rzeczonego rodzaju lokatorów, niechby i darzonego przez Polskę racjonalną zaufaniem do mądrych preferencji, jest przecież porywająca! Od pierwszych lat stalinizmu po wiek XXI najbardziej wytworne kwartały miast i majątków ziemskich, zabytkowe, najpiękniejsze, przedwojenne kamienice w najściślejszych centrach miast i prestiżowych rejonach, magnackie, patrycjuszowskie pałace - setki tysięcy najcenniejszych nieruchomości z zasady obsadzono w akcie sprawiedliwości dziejowej elektoratem meneli, obszczymurków i sztajfów, a przecież dziś ze świecą szukać ratunku, gdy walą się dachy na ich leża, chwieją się poręcze ich schodów, psują się spłuczki w ich wucetach. Pałac Kultury i Nauki nie jest chyba gorszy od rezydencji kamieniczników i innych krwiopijców II RP? To jego widokiem znów codziennie, jak za PRL- u, raczy się amatorów występów Kraśki. Jego azjatycką sylwetą Polska racjonalna reklamowała się nawet podczas Festiwalu Eurowizji. Dlaczego PKiN miałby więc nie wypełnić misji godnej swojego patrona? Skupienie w PKiN wszystkich kloszardów stolicy, bezcennego elektoratu Polski racjonalnej, byłoby kolejnym, wielkim dziełem HGW. Rychło Pałac stałby się jeszcze wyrazistszym symbolem i jakże racjonalnym wyrazem szacunku dla jej antenatów. Osobiście, wzbogaciłabym ten projekt o zainstalowanie w nim pospołu z nowymi lokatorami PKiN siedziby „Krytyki politycznej", gdyż cała „trojka", towarzysze, nowi lokatorzy i Pałac, konweniuje ze sobą jak ulał.

Nie sposób krótko ująć zalet osadniczej inicjatywy komisji wyborczej z PKiN. A warto było na własne oczy ujrzeć szeroki uśmiech na jego widok na surowym obliczu milkliwego gościa - tawariszcza profesora, którego przydzielono mi w latach minionych do przeholowania przez stolicę. Przekonałam się wówczas, jak swojsko czuł się on nad Wisłą dzięki kopii własnego uniwersytetu. PKiN nazywał, po prostu, „Łomonosowem".

Lokatorzy zamieszkali w dzień wyborów prezydenckich w PKiN są więc dla mnie kolejnym, spełnionym po latach marzeniem, ideą pieszczoną od dawna. Kibicujmy, proszę, temu projektowi! Kolejna szansa trafia się nam już w październiku.

Źródło: W Sieci Opinii

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL