Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Bezpłatna pomoc prawna

Prawnik pro bono: pomaganie dodaje prawnikom skrzydeł - Sylwia Zarzycka

Sylwia Zarzycka, Prawnik Pro Bono 2014, i od lewej minister sprawiedliwoœci Borys Budka, prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński i wyróżnieni: Robert Krasnodębski oraz Jacek Œwieca
Rzeczpospolita, Borys Skrzyński
O tym, jak prawnicy, gotujšc i rozmawiajšc o sensie życia, pomagajš rodzinom wychowujšcym nieuleczalnie chore dzieci, opowiada Prawnik Pro Bono 2014 w rozmowie z Renatš Krupš-Dšbrowskš.

Rz: Od wielu osób, które pomagajš innym, słyszę, że robiš to przede wszystkim ?dla siebie.

Sylwia Zarzycka: To prawda, coœ w tym jest. Nie tak łatwo znaleŸć mi jednak odpowiednie słowa, by opisać, co daje człowiekowi wspieranie innych, żeby nie zabrzmiało to zbyt górnolotnie. Może właœciwe będš dwa okreœlenia: olbrzymia energia i nieporównywalna z niczym satysfakcja.

Co takiego wydarzyło się cztery lata temu, ?że zdecydowała się pani założyć fundację?

Zawsze pomaganie chodziło mi po głowie. Odkšd pamiętam, pracowałam gdzieœ społecznie. Byłam m.in. wolontariuszkš Fundacji Mam Marzenie. Do końca jednak nie wiedziałam, komu chcę pomagać i w jaki sposób. Aż zdecydował o tym przypadek. Będšc na wakacjach na Pomorzu, poznałam Elizę. Od słowa do słowa dowiedziałam się, że jest mamš bardzo chorego dziecka. Mnie wtedy ciężka choroba dziecka kojarzyła się z zapaleniem płuc. Tymczasem Ala, córka Elizy, nie mówiła, nie chodziła, nie siedziała, nie utrzymywała samodzielnie głowy. A do tego Eliza wychowywała jš sama. Dziewczynka urodziła się zdrowa. Po powrocie ze szpitala do domu jednak cišgle płakała. Gdy Eliza jechała z dziewczynkš do szpitala, lekarze uspokajali jš, że to tylko kolki niemowlęce. ?Aż Ala zrobiła się sina. Okazało się, że miała pęknięte jelita. Udało się jš uratować. Operacja w takim stanie spowodowała jednak, że do końca życia pozostanie niepełnosprawna.

Obecnie prowadzę sprawę o zadoœćuczynienie dla Ali. Moja znajomoœć ?z Elizš rozwijała się i któregoœ dnia odwiedziłam jš w domu. Mieszkała na 12. piętrze. W budynku była wprawdzie winda, ale dochodziła tylko do 11. piętra. Eliza, żeby wyjœć z córkš na spacer, musiała dŸwigać jš jedno piętro. Wtedy Ala miała 11 lat i ważyła 30 kilogramów. Zaczęła się walka ?o mieszkanie komunalne dla niej. W końcu udało się. Przy pomocy ludzi dobrej woli zostało też wyposażone.

W miarę jak rozwijała się znajomoœć z Elizš, coraz bardziej dojrzewała we mnie myœl, ?że chcę opiekować się takimi dziećmi jak Ala. Pomagać im. Założyłam Fundację Między Niebem a Ziemiš. I tak to się zaczęło.

W tej chwili opiekujemy się 50 rodzinami wychowujšcymi ciężko chore dzieci. Nie zawsze sš chore od urodzenia. Wœród podopiecznych fundacji sš i takie, które do czwartego–pištego roku życia rozwijały się wspaniale, a potem przyszła choroba. Za chorobš zawsze kryjš się ludzkie dramaty.

Nieprzypadkowo pani fundacja nazywa się Między Niebem a Ziemiš.

Ta nazwa œwietnie odzwierciedla, gdzie znajdujš się nasze fundacyjne dzieci. To jest przestrzeń między dwoma œwiatami: tym ziemskim i tym na górze. Nasze dzieci sš między: jeszcze tu na ziemi, ale trochę już tam – w niebie.

Gdy zakładała pani fundację, przyszła choroba.

Nigdy wczeœniej nie chorowałam. Wydawało mi się, że jestem niezniszczalna. ?A tu lekarz stawia diagnozę: rak, i to złoœliwy. To było jak grom z jasnego nieba. Ruszam ?z fundacjš, działam, mam pierwsze sukcesy, ?a tu choroba, która krzyżuje mi to, co sobie misternie zaplanowałam. Przeszłam operację, radioterapię, chemioterapię. Wielkim problemem dla mnie były włosy. Zaczęły wypadać, kiedy fundacja organizowała pierwsze aukcje dla naszych podopiecznych. Pierwszš chemioterapię przeszłam po aukcji we Wrocławiu. Pielęgniarka powiedziała mi wtedy, że włosy wypadnš mi po dwóch tygodniach od chemioterapii. A ja miałam kolejnš aukcję, ?w Krakowie. Nie pojechałam, nie miałam siły po chemii. Ale na następnej, w Warszawie, już byłam. Dziœ jestem zdrowa. Choroba jednak bardzo mnie zmieniła. Uwrażliwiła. Spowodowała, że staram się cieszyć każdym dniem i doceniać to, co mam. Teraz z perspektywy czasu widzę, że była jednš z lepszych rzeczy, które mi się w życiu trafiły.

Finansowe wsparcie 50 rodzin wymaga dużych œrodków. Skšd je pani bierze?

Jako prawnik nie miałam żadnych trudnoœci z załatwieniem formalnoœci zwišzanych z założeniem fundacji. Ale póŸniej pojawiło się pytanie: skšd brać pienišdze? Pomyœlałam, że skoro jestem radcš prawnym, to może uda mi się zaangażować polskich prawników i coœ fajnego z nimi zrobić. I tak pojawił się projekt Kobiety Prawa. Wymyœliłam, że wydam kalendarz na 2012 r., w którym będš portrety 12 prawniczek, i go sprzedam.

Łatwo było je namówić?

Na poczštku było trudno. Wiele pań odmówiło, co było zrozumiałe. Nikt mnie przecież wtedy nie znał. Fundacja działała tylko trzy miesišce. Nie zrażałam się jednak pierwszymi niepowodzeniami i próbowałam dalej. W końcu projekt powstał. Odbyły się też pierwsze aukcje charytatywne. Udało się zebrać pienišdze, które wystarczyły na cały kolejny rok działalnoœci fundacji.

Kalendarz był pierwszy. Jakie były następne projekty?

W 2013 r. wydaliœmy kalendarz oraz ksišżkę, w której partnerzy dużych kancelarii opowiadali o swoich pasjach i pomaganiu. Następnie nagraliœmy dwa audiobooki ?z bajkami dla dzieci czytane przez prawników. W ubiegłym roku fundacja zorganizowała warsztaty kulinarne, które prowadzili szefowie kuchni w kilkunastu restauracjach w Polsce. Efektem – oprócz wspólnie przygotowanych dań – była ksišżka kucharska. W tym roku organizujemy chyba najbardziej ambitnš akcję „ZnajdŸ sens" ?– o tym, jak zdrowo żyć i być szczęœliwym, spełnionym człowiekiem. W miastach, gdzie fundacja działa najprężniej – Trójmieœcie, Wrocławiu, Krakowie i Warszawie ?– organizujemy wykłady i warsztaty ?z ciekawymi ludŸmi.

Nie uważa pani, że pomaganie jest po prostu modne?

Rzeczywiœcie, jest dziœ moda na pomaganie, ale dla mnie nigdy nie liczyło się to, dlaczego ktoœ chce to robić. Najważniejszy jest przecież efekt, to, że chore dzieci dostanš pomoc. Pobudka ma tu drugorzędne znaczenie. Niektórzy pomagajš anonimowo, inni lubiš się tym pochwalić, ale czy to jest złe? Absolutnie nie. Jeœli w wyniku naszych działań dajemy komuœ szanse na godne życie, to tylko to się tak naprawdę liczy.

Pomoc naszej fundacji jest kompleksowa. Pomagamy we wszystkim. Jeżeli jest pełna rodzina, to sytuacja jest w miarę dobra. Jedno z rodziców rezygnuje z pracy ?i poœwięca się dziecku, a drugie pracuje. ?Nie zawsze niestety tak jest. 70 proc. rodzin, którym pomagamy, to samotne matki. One dostajš od państwa 1,2 tys. zł miesięcznie. Kupujemy wózki rehabilitacyjne, taki standardowy kosztuje 23 tys. zł. Najdroższy, który udało się nam nabyć, kosztował 84 tys. zł. Dostał go chłopiec całkowicie sparaliżowany.

Kupujemy łóżka rehabilitacyjne, pionizatory, a ostatnio schodołaz. Nie wiem, jak to wyglšda, ale mama Dawidka z Zielonej Góry powiedziała, że dzięki niemu będzie mógł schodzić po schodach. Kiedy pojadę ?do Zielonej Góry, sama zobaczę. Pokrywamy koszty wizyt u lekarzy, operacji, leków. Pomagamy także rodzicom nieuleczalnie chorych dzieci. Jest to najczęœciej pomoc psychologiczna. Czasami brakuje po prostu na jedzenie i opał. Staramy się również pamiętać o zdrowych dzieciach, które sš rodzeństwem tego chorego. One też cierpiš. Cała energia matki skupia się na chorym dziecku, a zdrowe nie dostaje za wiele, ?bo wszystkie pienišdze sš przeznaczane ?na leczenie siostry czy brata.

Raz do roku organizuję weekendowy wyjazd dla tych mam, żeby odpoczęły, oderwały się od swoich problemów. Nie jest to takie proste, bo nie chcš zostawić dziecka pod czyjšœ opiekš, ale te wyjazdy bardzo wiele im dajš.

Warto dodać, że fundacja obecnie działa tak prężnie dzięki wielu osobom, które nas wspierajš. Poczšwszy od prawników, którzy angażujš się w nasze akcje charytatywne, a skończywszy na dziennikarzach i artystach, którzy aukcje prowadzš i przekazujš na nie rzeczy. Tych ludzi jest naprawdę bardzo wielu.

Mówimy dużo o pomaganiu. A gdzie w tym wszystkim pani praca, rodzina, pasje?

Staram się tak kierować swoim życiem, żeby czas znalazł się na wszystko – na pracę, na rodzinę i pasje. Na co dzień prowadzę kancelarię prawnš. Specjalizuję się ?w obsłudze spółek handlowych. Mam dziesięcioletniego wspaniałego synka, ?z którym bardzo lubię spędzać czas. Lubię podróże i sport. To nie jest tak, że moja doba ma 30 godzin, po prostu wszystko planuję bardzo dokładnie, nie marnuję czasu. Organizacja akcji i aukcji charytatywnych ?w połšczeniu z pracš zawodowš wymaga ode mnie sporego zaangażowania, wyjazdów. ?To jest fizycznie wyczerpujšce i kosztuje mnie bardzo wiele, ale ja uwielbiam to robić. Praca w fundacji jest mojš pasjš i nie wyobrażam sobie, że mogłabym to zostawić. Ponadto jest mnóstwo osób zaangażowanych ?w działalnoœć fundacji. Wystarczy, że piszę e-maila: słuchajcie, tego i tego potrzebuję. Zawsze znajdzie się ktoœ, kto chce pomóc. Nie zamierzam też poœwięcić całego swojego życia pracy i pogoni za pieniędzmi. Wolę zarobić mniej i mieć czas dla bliskich, fundacji i tego, co sprawia mi radoœć.

Sylwia Zarzycka, radca prawny z Wrocławia, wspólnik ?w kancelarii Casus Zarzycka & Wspólnicy. Specjalizuje się w prawie spółek handlowych, prawie gospodarczym, ?a także prawie pracy i prawie procesowym.

W maju 2011 r. założyła i kieruje charytatywnš Fundacjš Między Niebem a Ziemiš, która pomaga nieuleczalnie chorym dzieciom i ich rodzinom. Była dwukrotnie wyróżniona w konkursie Prawnik Pro Bono

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL