REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Sport

Lekkoatletyka

Sudoł bez szansy na medal

jen 03-09-2011, ostatnia aktualizacja 03-09-2011 11:14

Grzegorz Sudoł miał dziś Daegu pójść po medal mistrzostw świata w chodzie na 50 km. Plany pokrzyżowała kontuzja

- Czułem się znakomicie, szedłem w czołówce i wiedziałem, że może być nieźle. Tętno było pod kontrolą, odpowiednia prędkość, ale niestety, odnowiła się kontuzja mięśnia przywodziciela. Nie chciałem ryzykować pogorszenia stanu, musiałem zejść, bo nie mogłem zgiąć nogi - mówił rozgoryczony podopieczny Ilji Markowa.

Urazu Sudoł nabawił się w marcu. Diagnozę zdołano postawić dopiero w czerwcu. Za późno, by przerwać przygotowania do mistrzostw świata. Podano czynnik wzrostu, który miał przyspieszyć leczenie i poczekano tydzień. O dwa za krótko.

- Niby wówczas udało się dolegliwość na tyle umiejętnie zaleczyć, że były możliwe normalne treningi. Do 28. km zupełnie nic nie czułem. Potem zaczęła się walka z bólem. Po 32 km nie dało rady już praktycznie iść, tak by normalnie zginać nogi i pracować. Gdyby to się stało na siedem, osiem kilometrów do mety, walczyłbym. Nie poddałbym się tak łatwo, ale było osiemnaście i wiedziałem, że nie dam rady - tłumaczył.

Kontuzja wzięła się prawdopodobnie z przeciążenia. 33-letni Sudoł w lutym wykonał ogromną pracę. Tygodniowo pokonywał ponad 200 km.

- Okazało się, że na długości czterech milimetrów mięsień oderwany jest od kości. Dostałem trzy zastrzyki z czynnikiem wzrostu, by pobudzić leczenie. Wystarczyło na ciężką pracę, którą potem wykonałem jeszcze w górach na Słowacji i w Chorwacji; w Spale byłem dobrej myśli, że uda się na tej nodze przejść dystans 50 km. Wiedziałem, że ona może zacząć boleć, bo na treningach też się odzywała, ale dopiero gdzieś przed 40. kilometrem. Spodziewałem się, że adrenalina w czasie rywalizacji zadziała jak znieczulacz. Tak się jednak nie stało - powiedział.

Wicemistrz Europy z Barcelony nie ukrywał, że czuje się bardzo zawiedziony i rozgoryczony. - Jest to dla mnie ogromny zawód, tym bardziej, że to pierwsza pięćdziesiątka, której nie ukończyłem z własnych przyczyn. Do tej pory dwukrotnie byłem zdyskwalifikowany, a od 2008 roku każdy start wyglądał bardzo dobrze - mówił.

Żal tym bardziej, że wszystko wydawało się wręcz idealne. Pogoda, samopoczucie i potem przebieg rywalizacji. Nic nie wskazywało na to, że Sudoł będzie musiał zejść z trasy.

- Pogoda była taka jaką zamawiałem. Nie było ogromnego upału, wszystko się zgrało. Świetnie się czułem na ostatnim treningu, zaryzykowaliśmy z aklimatyzacją, przyjechałem tu bardzo późno i to też był strzał w dziesiątkę. Tętno było cały czas pod kontrolą, prędkość odpowiednia. Myślałem, że będę walczył o medal i wszystko na to wskazywało. Tym bardziej, że ci zawodnicy, którzy szli z przodu zostali albo zdyskwalifikowani, albo sami zeszli z trasy - wspomniał.

Mimo wszystko czwarty zawodnik mistrzostw świata w Berlinie nie zamierza się poddawać i za rok w igrzyskach w Londynie chce wykorzystać pracę, którą wykonał przed obecnym sezonem.

Rywalizację na 50 km w chodzie sportowym wygrał Rosjanin Siergiej Bakulin w czasie 3:41.24. Za nim uplasowali się jego rodak Denis Niżegorodow - 3:42.45 i Australijczyk Jared Tallent - 3:43.36. Jedyny z trójki Polaków do mety doszedł tylko Rafał Sikora (AZS AWF Kraków) zajmując 13. miejsce wynikiem 3:50.24.

Korzeniowski: jestem dumny

- Jestem bardzo zadowolony z postawy Grześka. Poszedł mądrze taktycznie, pokazał, że potrafi zachować się odpowiednio w peletonie, odpowiadać na to, co się dzieje na trasie. Niestety, zdrowie mu nie pozwoliło na to, by walczyć tu o wysokie lokaty. Teraz powinien przede wszystkim wypocząć i dobrze wyleczyć kontuzję - ocenił trzykrotny mistrz świata Robert Korzeniowski.

Korzeniowski, po tym co zobaczył w Daegu, jest spokojny o przyszłoroczną rywalizację w igrzyskach olimpijskich w Londynie.

- Jeżeli będzie tak realizował założenia taktyczne i zdrowie mu pozwoli, to może nas czekać coś dobrego. Nawet jeśli będzie piąty czy szósty, ale podobnie będzie się zachowywał na trasie, to też będę z niego równie dumny - zaznaczył.

Zdaniem Korzeniowskiego, przyczyną kontuzji Sudoła jest zbyt krótki okres odpoczynku po zeszłorocznych mistrzostwach Europy.

- Grzesiu musi brać pod uwagę, że nie ma jednak 25, a 33 lata. Teraz trzeba lepiej grać pomiędzy wypoczynkiem a treningiem. Ostatnie dwa miesiące były kapitalne. Wydawało się, że kontuzja została wyleczona, realizował w stu procentach plan, ale niestety, w Daegu się nie udało - wspomniał.

Przeczytaj więcej o:  Daegu, Grzegorz Sudoł, lekkoatletyka, medal, mistrzostwa świata

PAP
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Zamknij

Przeczytaj też: >>

David Villa nie jedzie na Euro

David Villa, król strzelców poprzednich mistrzostw Europy w 2008 roku, nie zagra na Euro 2012 - ogłosiła wieczorem Hiszpańska Federacja Piłkarska >>
reklama