REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Sport

Boks

Albert Sosnowski mistrzem Europy

Janusz Pindera 19-12-2009, ostatnia aktualizacja 19-12-2009 03:58

Pokonam Paolo Vidoza, będę mistrzem Europy - obiecywał 30-letni Albert „Dragon" Sosnowski przed walką w Londynie i dotrzymał słowa. Pokonał Włocha zdecydowanie na punkty i zdobył wakujący pas w wadze ciężkiej.

Sędziowie punktowali: 117:111, 119:109, 120:108, wszyscy dla Sosnowskiego. 39. letni Vidoz, były mistrz Europy po stracie tytułu w 2006 roku (został znokautowany przez Władymira Wirczisa) próbował trzy razy go odzyskać (przegrał z Wirczisem raz jeszcze, pokonali go też Sinan Samil Sam i Matt Skelton). Teraz był bez szans w starciu z dziewięć lat młodszym Polakiem, który zaczynał od kickboxingu, a zawodowy kontrakt podpisał w 1998 roku w wieku 19 lat nie mając żadnego doświadczenia w amatorskim boksie.

Pojedynek w Londynie nie pozostawił nikomu najmniejszych złudzeń, kto jest lepszy. Sosnowski od początku narzucił swoje reguły gry, zepchnął Włocha do defensywy i niewiele brakowało, by w piątej lub szóstej rundzie zakończył walkę przed czasem. Vidoz, dwukrotny brązowy medalista mistrzostw świata amatorów, wicemistrz Europy i brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Sydney (2000) walczył ambitnie do końca, ale miał za mało atutów, by wygrać ten pojedynek. „Smok" z Warszawy był zbyt szybki, zbyt wytrzymały i zadawał za dużo ciosów jak na aktualne możliwości Vidoza. - Mam do Włocha duży szacunek za to czego dokonał i w karierze amatorskiej i zawodowej, ale w ringu nie ma miejsca na sentymenty. Wygram i przywiozę mistrzowski pas do Polski - mówił pewnym głosem przed tym pojedynkiem Sosnowski.

Kiedy zaczynał 11 lat temu zawodową karierę niewielu wierzyło, że zajdzie tak daleko. Trzy lata później przegrał przez nokaut z Kanadyjczykiem Arthurem Cookiem i znalazł się na zakręcie. A gdy rok temu pokonał go w Nowym Jorku przeciętny Amerykanin Zuri Lawrence wydawało się, że z tego poślizgu może już nie wyjść. A jednak dał sobie radę. Trzy miesiące później poleciał do Anglii i wygrał przez techniczny nokaut ze znacznie wyżej notowanym Dannym Williamsem. Tym zwycięstwem uchylił sobie drzwi do wielkiego świata. Teraz, gdy wygrał z Vidozem te drzwi są już szeroko otwarte.

On sam twierdzi, że chętnie zmierzy się z Tomaszem Adamkiem. A jego menedżer Krzysztof Zbarski gotów jest przyjmować zakłady, że to Sosnowski byłby górą w takiej konfrontacji. Kto wie, może doczekamy się takiego pojedynku? Na Wyspach Brytyjskich mówi się jednak, że kolejnym rywalem świeżo upieczonego mistrza Europy wagi ciężkiej będzie mistrz olimpijski z Sydney, Anglik Audley Harrison. Jeśli dojdzie do takiej konfrontacji Polak powinien dać sobie radę. Harrison to już trochę zgrana karta. A Sosnowski bilans ma imponujący - 45 zwycięstw, w tym 27 przed czasem, tylko dwie porażki i remis w walce z Włochem Francesco Pianetą, w kwietniu tego roku, gdy stawką było mistrzostwo Unii Europejskiej. I co ważniejsze, z walki na walkę jest coraz lepszy.

Rzeczpospolita OnLine
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Afrykańskie kibicowanie to nie tylko tańce i śpiewy

Bitwy kibiców, ranni błagający o pomoc, ciała zmarłych układane w szatni, policja przyzwyczajona, że strzelać można zawsze. Taka jest codzienność futbolu w Afryce >>
reklama