W sieci opinii

Stanisław Remuszko: Jak przejść do historii

Stanisław Remuszko
Fotorzepa
To proste. Wystarczy nazywać się Wildstein, Kozakiewicz albo Dąbrowski oraz ujawnić listę, wykonać gest albo pomaszerować do Polski.

Takie historyczne przejścia są poniekąd najcenniejsze z punktu widzenia uhonorowanych autorów, ponieważ zostają frazeologicznie utrwalone w języku, którym na co dzień posługuje się kilkadziesiąt milionów ludzi. Jak długo tkwią te frazy w ojczystej mowie? Marsz generała od ponad dwustu lat, gest lekkoatlety od lat trzydziestu pięciu, a lista redaktora już lat dziesięć.

A co z listą PRL?

Żeby badać i opisywać najnowsze dzieje państwa polskiego – co jest prymarnym ustawowym zadaniem Instytutu Pamięci Narodowej – trzeba naprzód wydać państwowy elementarz (słownik, atlas, tabliczkę mnożenia). Na przykładzie oryginalnej listy Wildsteina łatwo się przekonać, że spis nazwisk kojarzonych z komunistyczną agenturą do dziś wywołuje zasadnicze kontrowersje (kto, co, kiedy, jak, interpretacje, kompletność, wiarygodność, miarodajność etc., etc.). Żadnych takich zastrzeżeń nie powinna natomiast budzić sporządzona przez IPN oficjalna lista kierowniczej kadry PRL, czyli czołowych funkcjonariuszy państwa i samorządu oraz organizacji politycznych Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Te dane wciąż pozostają jawne, są łatwo dostępne, były drukowane urzędowo i medialnie oraz standardowo archiwizowane. Nigdy ich nie ukrywano ani nie niszczono.

Otóż takiej syntetycznej listy nie ma. Nie istnieje!

Prawie ćwierć wieku temu pan Tadeusz Mołdawa w ciągu kilku miesięcy opracował i wydał fundamentalną książkę „Ludzie władzy 1944-1991. Władze państwowe i polityczne Polski według stanu na 28 lutego 1991". Jednak wtedy praktycznie nie działał jeszcze internet i to źródłowe kompendium do dziś ma jedynie formę papierową.

Owszem, na internetowej stronie IPN znajduje się „katalog kierowniczych stanowisk partyjnych i państwowych byłej PRL" z danymi personalnymi prawie dziewiętnastu tysięcy osób, lecz są one tam umieszczone nie wiadomo dlaczego i na jakich zasadach. Równie dobrze mogłoby tego katalogu nie być. „Nie da się wyodrębnić żadnej politycznej kategorii (np. wójtów, ministrów, posłów). Katalogowy status sekretarza ds. rolnych Komitetu Gminnego PZPR w Pipidówku niczym nie różni się od katalogowego statusu I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR. Nie ma możliwości selekcjonowania zbioru wedle kryteriów terytorialno-administracyjnych. Ten stan rzeczy bardzo utrudnia (eufemizm) pracę z katalogiem. Jako fizyk z wykształcenia, uważam, że skonstruowanie takich funkcjonalnych filtrów nie nastręcza żadnych trudności informatycznych" – pisałem do IPN równiutkie trzy lata temu.

– Stworzona przez firmę zewnętrzną aplikacja portalowa pozwala w pełni realizować ustawowe zadania IPN. Biuro Lustracyjne nie planuje poszerzenia informatycznej funkcjonalności tej aplikacji – odpisał uprzejmie i urzędowo w żywe oczy Naczelnik Wydziału Przygotowania i Publikowania Katalogów (pieczęć i podpis).

Przykro rzec, ale widzę to diametralnie inaczej. Uważam że finansowany z naszych kieszeni IPN przez siedemnaście lat nie wykonał swego podstawowego zadania: nie przygotował dla obywateli RP personalnego elementarza PRL. Wstyd!

Masz pytanie do autora? remuszko@gmail.com

Źródło: W Sieci Opinii

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL