W sieci opinii

Remuszko: Zbiór zastrzeżony

Stanisław Remuszko
Fotorzepa
Ludzie ze szczytów władzy PRL rzadko kiedy liczą dziś mniej niż osiemdziesiąt lat. Wkrótce odejdą na zawsze.

Wraz z nimi przepadnie ich osobista unikatowa wiedza o ważnych wydarzeniach tamtych czasów, w tym również o okolicznościach zmiany ustroju państwa. Zwracam się z uprzejmą obywatelską prośbą o znalezienie formuły, która pozwoliłaby Instytutowi przeprowadzić dokumentalne rozmowy z tymi naocznymi świadkami polskiej historii. Przypuszczam, że tylko IPN ma źródłowe informacje merytoryczne, posiada odpowiednią delegacje ustawową oraz dysponuje wyjątkową kadrą kompetentnych fachowców (zwłaszcza historyków, prawników i archiwistów), którzy takie obszerne rejestrowane wywiady mogliby tematycznie przygotować i technicznie zrealizować.

Uważam, że w ten sposób można by uzyskać materiał faktograficzny wprost bezcenny z patriotycznego punktu widzenia. Chętnie podzielę się konkretnymi pomysłami w tym zakresie. Pozwalam sobie jeszcze raz podkreślić wagę sprawy i jej „biologiczną pilność". Z respektem – SR.

Taki list wysłałem do IPN parę lat temu, Odpowiedź, choć pisemna i wysokoszczeblowa, była więcej niż mglista: owszem, „gromadzimy relacje różnych osób, w tym także przedstawicieli obozu rządzącego do 1989 roku". Kropka. A gdy spytałem o elementarne konkrety tych archiwizacyjnych dokonań Instytutu (ile takich głosów zarejestrowano i jak mogę poznać ich treść) – respons brzmiał: „nagrane relacje zostały zastrzeżone, więc do momentu śmierci osoby nagranej IPN nie może ich udostępnić". Próbowałem dowiedzieć się chociaż, kto (nazwisko, piastowane w PRL stanowisko) został nagrany, ale tego również mi odmówiono: „z woli nagrywanych osób, zastrzeżenie obejmuje również upublicznianie nazwisk i funkcji tychże osób".

W Instytucie Pamięci Narodowej znajduje się sławny i tajemniczy (a w niektórych budzący grozę) tzw. zbiór zastrzeżony. Kryje on te akta PRL, których najstaranniejszego schowania – ze względu na wciąż fundamentalny interes dzisiejszego państwa – zażądali szefowie dzisiejszych służb specjalnych. Odziedziczona (przejęta, odwrócona) wciąż czynna arcyważna agentura – rozumiem. Ale wspomnienia wicemarszałka Sejmu, członka Rady Państwa lub I sekretarza warszawskiego komitetu PZPR z czasów Gierka lub Jaruzelskiego? Top secret?

Nie piszę o tym wszystkim z płochej ciekawości, tylko w trosce o rzetelny zapis historii najnowszej mojej Ojczyzny dokonywany przez instytucję ustawowo do tego celu powołaną. Przygotowując niedawno książkę o stanie wojennym, próbowałem wydostać z Instytutu jawny, zużyty i sędziwy (2007) akt oskarżenia przeciwko wiadomym „członkom związku przestępczego o charakterze zbrojnym" – ale mi odmówiono! [Zgrzytając zębami, IPN wydał mi ten dokument dopiero wskutek nakazowego wyroku Warszawskiego Sądu Administracyjnego] Jakaś obsesja tajności?

Teraz wygląda to jeszcze gorzej: nie wiadomo nic zupełnie. Żadnej kontroli społecznej. Może archiwizuje się tylko relacje opozycjonistów, a nie ma relacji działaczy partyjnych i państwowych z poprzednich czterdziestu lat? Przecież to setki, jeśli nie tysiące ludzi! Może do nich nikt nie zwrócił się z prośbą o wypowiedź? Jak to zweryfikować? Na internetowej stronie IPN brak jakiejkolwiek oficjalnej informacji, czy z byłymi prominentami PRL w ogóle przeprowadza się i utrwala takie rozmowy...

Gdyby ktoś był zainteresowany konkretnymi szczegółami cytowanej korespondencji (adresaci, daty, sygnatury) – służę uprzejmie na priva, ale tych danych tu nie przytaczam, gdyż to nie one są sednem niniejszego blogowego wpisu.

Masz pytanie do autora? remuszko@gmail.com

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL