Dyplomacja
Patrioty na dobry początek
-W 2018 roku Polska powinna posiadać pełen system antyrakietowy - mówi minister obrony narodowej, Bogdan Klich, w rozmowie z Jackiem Przybylskim
Rz: Jak by pan określił ostatnią wojnę na Kaukazie?
Bogdan Klich: To była rosyjska interwencja na terytorium suwerennego państwa. Mogliśmy więc przećwiczyć kolejny scenariusz, który w przyszłości może się powtórzyć także w innej części świata. Rosjanie wciąż traktują terytoria niektórych sąsiadów jako swoją strefę wpływów. To myślenie, które dawno powinno być schowane do archiwów zimnej wojny.Gruzja miała i ma pełne prawo bronić swojej integralności terytorialnej. Wspólnota międzynarodowa powinna była ją poprzeć i niektóre kraje – w tym Polska – to zrobiły. W obronę integralności terytorialnej Gruzji zaangażowały się też UE i NATO. Dowodem na to są wypowiedzi sekretarza generalnego sojuszu i prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, którego kraj przewodzi Unii.
Sarkozy mówił w Moskwie, że Rosja miała prawo do obrony swych obywateli. Wiceszef niemieckiej dyplomacji winą za wybuch konfliktu obarczył Gruzinów. Nie niepokoją pana te wypowiedzi?
Propozycja Francji w sprawie Gruzji jest wypadkową – w uproszczeniu – stanowiska Polski, która jednoznacznie popiera Gruzję, i Włoch, które raczej solidaryzowały się z Rosją. Oświadczenie Sarkozy’ego było takie, jakie można było osiągnąć w ostatnich dniach.
Istnieje ryzyko, że w przyszłości Unia będzie usprawiedliwiać atak Moskwy ze względu na obronę zasobów energetycznych i interesów gospodarczych.
Takiemu rozumowaniu zdecydowanie się sprzeciwiamy. Polska polityka zagraniczna musi wspierać takie kraje jak Gruzja czy Ukraina, które wciąż są w swoistym rozkroku. Zgłaszają aspiracje europejskie i atlantyckie, ale pozostają poza tymi strukturami. Aby przeciwdziałać traktowaniu ich jako rosyjskiej strefy wpływów, powinny jak najszybciej się znaleźć w organizacjach, które zapewnią im bezpieczeństwo. Zwłaszcza chodzi o NATO, ale i UE. W tym zakresie Warszawa, Kijów i Tbilisi mówią jednym głosem.
Wciąż zupełnie inne głosy słychać w Paryżu i Berlinie...
Wynika to zarówno z różnych doświadczeń historycznych jak i aktualnych ambicji politycznych. Siłą rzeczy, my Polacy jesteśmy znacznie bardziej wrażliwi na to, co dzieje się w Europie Wschodniej, a mniej zainteresowani na przykład państwami Maghrebu. Podczas gdy Francuzi patrzą głównie na tamten obszar, a mniej w kierunku Europy Wschodniej. Jako poseł do Parlamentu Europejskiego doświadczałem tego niemal codziennie. Mogłem bez trudu przewidzieć, co powie Brytyjczyk, Francuz, a co Polak. Tak silny był wpływ historii na politykę. I dlatego w dniach wojny gruzińsko-rosyjskiej rząd premiera Tuska podjął rozmaite inicjatywy, by zmobilizować i Unię. i NATO. Udało się to w obu przypadkach.
Sądzę, że bez naszego nacisku nie byłoby takiego planu pokojowego, który w Moskwie i w Tbilisi zaprezentował prezydent Sarkozy. I choć tak naprawdę jest to bardziej plan rozjemczy niż pokojowy, bo do pokoju na Kaukazie jeszcze długo droga, to Polska może mieć tutaj poczucie sukcesu.
Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili przekonuje, że gdyby na szczycie w Bukareszcie przyznano Gruzji i Ukrainie plan członkostwa w NATO (MAP), to Rosjanie nie odważyliby się na agresję na Gruzję.
Podzielam tę opinię. Obecnie Gruzja nie ma gwarancji bezpieczeństwa wynikających z artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego. Gdyby MAP został przyznany Gruzji i Ukrainie, to te gwarancje Gruzini mieliby na wyciągnięcie dłoni. A żaden kraj ościenny nie zdecydowałby się na konfrontację, gdyby groziło mu solidarne wystąpienie całej społeczności atlantyckiej. Morał jest prosty: NATO powinno jak najszybciej przyznać Gruzji i Ukrainie plan na rzecz członkostwa w sojuszu.
Czy to jeszcze bardziej nie rozdrażni Rosji? I czy teraz będzie to w ogóle możliwe, skoro nie udało się tego zrobić, gdy na Kaukazie było spokojniej?
Nie będzie to łatwe. Ale zasadniczym argumentem, którym będziemy się posługiwać, jest obraz płaczących kobiet i przerażonych mężczyzn, którzy doświadczyli rosyjskiego ataku. Te obrazy to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod nimi kryje się wielki obszar rywalizacji międzynarodowej o wpływy w basenie Morza Czarnego i na Kaukazie.















