Wyrok, który wstrząsnął sportem - Hubert Radke o wyroku ws Claudii Pechstein

aktualizacja: 15.02.2015, 08:55
Foto: Bjarte Hetland – Wikipedia

Czy orzeczenie w sprawie Pechstein oznacza istotne podważenie monopolu organizacji sportowych
i koniec sądownictwa arbitrażowego w obecnej formie? – zastanawia się prawnik.

Hubert Radke

Oczy całego świata 15 stycznia zwrócone były na Szwajcarię ze względu na brzemienną w skutki decyzję o uwolnieniu kursu franka. Tego dnia szwajcarską ziemią, która ze względu na korzystne prawo dotyczące stowarzyszeń i arbitrażu daje schronienie znakomitej większości międzynarodowych organizacji sportowych, wstrząsnęło jeszcze jedno wydarzenie. Mianowicie wyrokiem sądu okręgowego w Monachium (Oberlandsgericht) w sprawie niemieckiej łyżwiarki Claudii Pechstein podważone zostały fundamenty działania mającego swoją siedzibę w Lozannie Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS), uznawanego za „sąd najwyższy" w strukturze organizacyjnej światowego sportu.

Slalom między sądami

Batalia prawna Pechstein, multimedalistki olimpijskiej i mistrzostw świata w łyżwiarstwie szybkim, rozpoczęła się w 2009 r. Stwierdzono wówczas na podstawie badania profilu krwi, że stosuje doping. To badanie wprowadzono do procedur antydopingowych Międzynarodowej Federacji Łyżwiarskiej (ISU), bo konieczne się stało dostosowanie do postanowień światowego kodeksu antydopingowego uchwalanego przez koordynującą walkę z dopingiem Światową Agencję Antydopingową.

Na podstawie tego dowodu poszlakowego łyżwiarka ukarana została przez organy dyscyplinarne ISU dwuletnią dyskwalifikacją (1 lipca 2009 r.). Odwołała się do CAS, na podstawie obligatoryjnej klauzuli arbitrażowej zamieszczonej w licencji uprawniającej do uczestniczenia we współzawodnictwie organizowanym zarówno przez niemiecki związek łyżwiarski, jak i ISU.

Pechstein twierdziła m.in., że nieprawidłowości w jej profilu krwi nie wynikają ze stosowania dopingu, lecz są cechą odziedziczoną po ojcu. CAS oddalił odwołanie Pechstein i utrzymał dyskwalifikację w mocy (25 listopada 2009 r.). W konsekwencji łyżwiarka zaskarżyła (dwukrotnie) werdykt CAS do Szwajcarskiego Trybunału Federalnego (SFT), posiadającego uprawnienie do badania zgodności orzeczeń arbitrażowych wydawanych w Szwajcarii z obowiązującym tam porządkiem prawnym. Jednakże SFT dwa razy (10 lutego 2010, 28 września 2010 r.) nie dopatrzył się w orzeczeniu CAS nieprawidłowości ani proceduralnych, ani też materialnych, które mogłyby stanowić podstawę uchylenia werdyktu.

W konsekwencji Pechstein złożyła skargę przeciwko Szwajcarii do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (11 listopada 2010 r., oczekuje na rozpatrzenie), wskazując m.in. na niedopuszczalny jej zdaniem w świetle gwarancji europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności standard oceny dowodów w postępowaniu antydopingowym.

Warto wskazać, że w wewnętrznym postępowaniu dyscyplinarnym prowadzonym przeciwko Pechstein w niemieckiej policji, której łyżwiarka jest funkcjonariuszem, stwierdzono, że nie można udowodnić ponad wszelką wątpliwość, iż stosowała ona doping.

Jednocześnie Pechstein złożyła pozew odszkodowawczy (opiewający na niemalże 5 mln euro) przeciwko ISU przed sądem rejonowym (Landesgericht) w Monachium. Pełnomocnicy Pechstein argumentowali, iż sąd monachijski posiada jurysdykcję w sprawie, zważywszy na hierarchiczną strukturę światowego sportu – choć ISU ma siedzibę w Szwajcarii, działa także w Niemczech poprzez krajowy związek łyżwiarski, nad którym sprawuje zwierzchnictwo. Landesgericht przyjął sprawę do rozpoznania i stwierdził nieważność klauzuli arbitrażowej w dyskutowanej sprawie, aczkolwiek uznał, iż decyzja CAS posiada moc res iudicata, ponieważ Pechstein nie zakwestionowała kompetencji CAS, decydując się wcześniej na złożenie odwołania od orzeczenia dyscyplinarnego ISU (26 lutego 2014).

Ostatecznie Pechstein złożyła apelację do Oberlandsgericht, który podzielił jej stanowisko, uznając klauzulę arbitrażową pomiędzy ISU i Pechstein za niezgodną z obowiązującym w Niemczech prawem konkurencji (15 stycznia 2015 r.). W związku z tym na podstawie konwencji nowojorskiej z 1958 r. dotyczącej uznawania i wykonywania zagranicznych orzeczeń arbitrażowych, werdykt CAS jako sprzeczny z niemieckim porządkiem publicznym musiał zostać uznany za nieważny.

Orzeczenie to, stanowiące tzw. wyrok wstępny, otwiera drogę do  zasądzenia właściwego roszczenia odszkodowawczego. ISU zapewne odwoła się do Niemieckiego Sądu Najwyższego (Bundesgerichsthof), któremu przyjdzie ocenić argumenty Oberlandsgericht.

Sportowiec musi się poddać

Najistotniejszy w całej sprawie, podkreślony w wyroku Oberlandsgericht, często zaś niewystarczająco eksponowanym w kontekście międzynarodowych organizacji sportowych jest fakt, iż są one monopolistami. Kontrolują rynek rywalizacji sportowej, posługując się zbiorem ustanowionych przez siebie uniwersalnych praw, dążą do rządzenia sportem niezależnie od miejsca  rozgrywek, zarówno na płaszczyźnie krajowej, jak i międzynarodowej. Profesjonalny sportowiec pragnący utrzymywać się z uprawiania sportu nie ma wyboru – zmuszony jest poddać się z góry narzuconym regulacjom albo w ogóle zrezygnować z uczestnictwa w poważnej rywalizacji sportowej.

Jednocześnie należy pamiętać, że rywalizacja sportowa nie jest enklawą w obszarze obowiązującego wszystkich porządku prawnego. Jej aktorzy posiadają w związku z tym określone uprawnienia i obowiązki, które ze względu na specyfikę sportu mogą być modyfikowane, ale nigdy tak, by zaprzeczać ich istocie. Innymi słowy, wszelkie ograniczenia w tym względzie powinny być proporcjonalne do zakładanych, słusznych i właściwych celów. W świetle powszechnie obowiązujących unormowań prawa konkurencji zabronione jest także stosowanie przez organizacje sportowe klauzul umożliwiających nadużywanie dominującej pozycji. Jak uznał Oberlandsgericht, klauzula arbitrażowa nakazująca poddawanie wszelkich sporów pomiędzy organizacjami sportowymi a sportowcami jurysdykcji CAS nie stanowi naruszenia prawa konkurencji per se. Co więcej, stwierdzono, iż CAS spełnia niezwykle istotną rolę w świecie sportu. Z jednej strony stoi na straży uczciwości współzawodnictwa sportowego, zapewniając harmonijne i sprawiedliwe stosowanie regulacji sportowych, np. w kwestii dopingu, z drugiej jest instytucją zapewniającą rozstrzyganie zazwyczaj skomplikowanych sporów przy wykorzystaniu fachowej wiedzy, stosunkowo szybko i tanio. Krótko mówiąc, efektywniej aniżeli państwowy wymiar sprawiedliwości. Niemniej jednak w opinii niemieckiego sądu problemem pozostaje instytucjonalne umocowanie CAS, a dokładniej, sposób wyboru arbitrów, w którym decydujący głos mają organizacje sportowe, uzasadniający zarzut braku niezależności panelu arbitrażowego orzekającego w dyskutowanej sprawie. W efekcie w świetle monopolu ISU oraz braku niezależności CAS, narzucenie klauzuli arbitrażowej stanowi zarówno pogwałcenie niemieckiego prawa konkurencji, jak i niemieckiej konstytucji, pozbawiając Pechstein prawa do rozstrzygnięcia sprawy przez niezawisłego sędziego.

Dyktat – to bardzo niesportowe

Czy orzeczenie Oberlandsgericht oznacza istotne podważenie monopolu organizacji sportowych i koniec sądownictwa arbitrażowego w formie obecnie znanej? Należy podkreślić, że decydujący głos w sprawie zabierze zapewne Bundesgerichsthof. Ponadto wciąż nie jest znane pełne uzasadnienie wyroku, nie wiemy, czy sąd zakwestionował klauzulę arbitrażową wyłącznie na podstawie niemieckiego czy także europejskiego prawa konkurencji. Gdyby w grę wchodziło także to drugie, arbitraż sportowy na terenie całej Unii Europejskiej, zarówno ten w wykonaniu CAS, jak i wielu innych instytucji działających na mocy narzucanych przez organizacje sportowe klauzul, musiałby zostać przewartościowany. Innymi słowy, nierówności w strukturze sądownictwa arbitrażowego musiałyby zostać wyeliminowane, tak by uwzględnione zostały interesy sportowców. Jedynie wtedy obligatoryjny arbitraż sportowy mógłby zostać uznany za wiarygodny i sprawiedliwy.

Idąc krok dalej, można powiedzieć, iż orzeczenie ma znaczenie symboliczne w odniesieniu do wszelkich kwestii prawnych sportu. W końcu niezwykle czytelnie powiedziane zostało, iż organizacje sportowe nie mogą nadużywać swojej dominującej pozycji, marginalizować praw sportowców przysługujących im na podstawie powszechnie obowiązujących unormowań. Tym samym dyktat organizacji sportowych w wielu kwestiach powinien zostać inaczej oceniony przez państwa, które mają w pierwszej kolejności chronić prawa swoich obywateli, nie zaś sankcjonować ich nieuzasadnione ograniczanie.

Autor jest konsultantem prawa sportowego w Teresa i Artur Radke Kancelaria Adwokacka

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE