Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

W sieci opinii

Nigdzie kolęd nie mają tak pięknych

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
Bez tych najdroższych fraz każdej pasterce odbytej za granicą wiele brakuje do polskiego ideału.
Wydawało się, że zasypia, ale niepodziewanie otworzył oczka : - Jednak Mikołaj do mnie nie przyszedł...- wyszeptał. Po dniu pełnym atrakcji i prezentów. Wbrew temu, że już tyle dzieci w przedszkolu twierdziło, że Mikołaj nie istnieje. - To nie był prawdziwy Mikołaj. Tylko Maciek... – patrzył mi w oczy z druzgocącą powagą. A przecież, z sobie wiadomych, rozumnych względów, do uświadamiania mu nagiej prawdy dorwali się także co poniektórzy dorośli. Myśleli, że im wierzy.
Ja się do tego nie nadawałam. Cóż począć wobec dziecięcego zawodu. Wobec wypędzania z raju. Ksiądz Twardowski jeszcze jako stareńki poeta w nastroszonej peruce tęsknił za takim wigilijnym opłatkiem, po jaki wyciągał rękę z wiarą dziecka z pierwszej klasy. Z pragnieniem świata dobrej baśni utkwionym w głowie i w sercu do końca życia. Kiedy dzieci przywołują przez okno Mikołaja, który przedziera się w ciemności wigilijnego wieczoru między krzakami ogrodu i mnie oblatuje dreszcz, choć ja też już wiem, że to tylko przebrany Maciek. W te święta każdy jest dzieckiem. Bożym dzieckiem, jak On sam. Niezmiernie żal mi ludzi zranionych, którym nie udzielono w dzieciństwie cudu Bożego Narodzenia. Pozbawieni go nie potrafią nas zrozumieć. Fizjologii tego smaku do końca przecież nie wytłumaczysz, nie nauczysz go z żadnej książki. To wyrafinowanie musisz przenieść od swojego początku, z domu, od dziecka. Odebrać od dziadów i rodziców. Wykształcić za pośrednictwem czułych receptorów serca i języka, które prowadzą wprost do najsubtelniejszych analizatorów mózgu. Nic to, że spada na nas tyle razów zrodzonych z woli zepsucia nam świąt Bożego Narodzenia, odarcia z wiary w ich świętość i eschatologiczny, proroczy sens. Z ich aury i obyczajowości. Nawet karpia - symbol polskiej Wigilii - oczernia się niesławą rzekomych, morderczych tradycji. „ Wyobraźcie sobie, jak czuje się ktoś, (...), kto wie, że kiedy przyjdzie grudzień..." – tymi słowy blondynka III RP pochyliła się otóż właśnie w radiu Zet nad uczuciami osobodrobiu eksterminowanego przez fanatyków świątecznego obżarstwa. W krainie leminga śluby z osoboindykami, znającymi się tak świetnie na kalendarzu chrześcijańskiej tradycji i przesądach polskiej kultury muszą być już pewnie kwestią bliskiej przyszłości. Dla nas udział w Wigilii jest wewnętrznym musem. W kręgu naszej kultury o korzeniach śródziemnomorskich nie sposób, by ktoś na niej się nie zameldował. W ostateczności, choćby sam jeden, przy najmniejszym, symbolicznym stole. Na Wigilii nigdy nie samotnej, bo w towarzystwie Świętego Ducha. Po dotknięcie Absolutu. Po dotknięcie tajemnicy bytu pokoleń. Przepowiedzenie, ujrzenie choć raz w roku tego łańcucha. Pradziadek w oficerkach. Babcia kolędująca pod choinką. Dziadek pod krawatem i w fartuszku smażący karpie. Wujek Marek, który od progu wołał: - A gdzie zrobimy scenę? - i wniebogłosy wyśpiewywał śmieszne pastorałki. Ciocia o dziwnym imieniu Gwiazdka, która jeszcze dziwniej skończyła. Ciocia Basia zawsze najhojniej obładowana prezentami dla wszystkich, ale ostatni raz dawno temu, o wiele za wcześnie. I roczny Maciek w śpioszkach zachwycony pierwszymi w życiu choinkowymi bombkami. W czasach, gdy od wysokich świerków ogrodzenia przez niegdysiejsze śniegi brodził w stroju Mikołaja jeszcze jego dziadek Edward. Po kolędę jako nutę boskiej czci i przypomnienie cudu. Bez tych najdroższych fraz każdej pasterce odbytej za granicą tak wiele brakuje do polskiego ideału. „Żadne żaby nie grają tak pięknie jak polskie" – utrzymywał Adam Mickiewicz. To samo myślę o naszych kolędach - narodowym legacie ponad czasem i historią. Śpiewali je królowie. Polskie mniszki z klasztoru w Trzebnicy założonego przez świętą Jadwigę kilkaset lat temu. Nuciła je pod choinką moja babcia nawet wtedy, gdy inni już wymiękli. Także tę ulubioną, która powraca w „Scherzu h-moll" jako rzewny motyw pozostałych w domu bliskich w wigilijny wieczór. Młody Chopin skomponował „Scherzo h-moll" w rozterkach i burzach życia na emigracji, u progu swej europejskiej Odysei. Jest ono niezwykłym pomnikiem polskiej kolędy.„ Lulajże Jezuniu, moja perełko"... I Maciek grał ją pod choinką na maleńkich skrzypeczkach. Od kiedy nie ma na tym świecie Edwarda już nigdy nie zaśpiewamy jej na głosy. Pachnie wigilijnie grzybami, makiem, suszonymi śliwkami, wanilią i cynamonem. Pora smażyć karpie. Słucham nostalgicznej, krakowskiej pastorałki: „A nadzieja znów wstąpi w nas. Nieobecnych pojawią się cienie. Uwierzymy kolejny raz, W jeszcze jedno Boże Narodzenie. I choć przygasł świąteczny gwar, Bo zabrakło znów czyjegoś głosu, Przyjdź tu do nas i z nami trwaj, Wbrew tak zwanej ironii losu. (...) Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat, Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole. Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas, I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole." ( Kolęda dla nieobecnych, tekst: Szymon Mucha, muzyka: Zbigniew Preisner ) Nigdzie kolęd nie mają tak pięknych jak w Polsce. Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!
Źródło: W Sieci Opinii

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL