Uchylmy gazową kurtynę

aktualizacja: 04.11.2014, 10:51

Otwiera się okno negocjacyjne cen gazu z Gazpromem. Trzeba do Rosji wysłać jasny sygnał: Polska jest częścią Zachodu, rynku wolnego i konkurencyjnego – pisze były minister skarbu.

Gra toczy się o duże pieniądze, a Polska ma mocne argumenty. Sprzyja nam sytuacja na europejskich giełdach gazowych i nadpodaż surowca w Europie. Dzisiaj nasz kraj i kraje zachodniej Europy dzieli przepaść cenowa.
Średni koszt zakupu gazu w 2014 r. na niemieckiej giełdzie Gaspool i holenderskiej TTF wynosi 284 dol. za 1000 m sześc. W latach 2010–2014 średnia cena na giełdach wynosiła 94 zł za megawatogodzinę, czyli 310 dol. za 1000 m sześc. gazu. Niewiarygodne mało, patrząc na średnio o 100 dol. wyższe ceny paliwa dla Polski. I tu, i tu jest ten sam gaz – z Gazpromu.
Oczywiście trudno porównywać ceny spotowe (RDB) do kontraktów długoterminowych. Ale przepaść cenowa jest zbyt duża, aby uzasadniać ją względami pozornego bezpieczeństwa dostaw. Na giełdzie też można kupić gaz w kontraktach rocznych i tu ceny są dużo niższe.
Sprzyjające warunki do negocjacji ukształtowała Komisja Europejska prowadząca postępowanie antymonopolowe wobec Gazpromu. Umowa gazowa musi uwzględniać działanie spółki w reżimie prawnym UE. Być może warto zaangażować Komisję Europejską w negocjacje zapisów kontraktu. Podobny manewr został zastosowany w 2010 r., co polskim negocjatorom pomogło.

O co walczymy

Celem jest zniesienie wszystkich klauzul i zapisów ograniczających swobodny handel gazem. Wszyscy w Polsce chcą płacić sprawiedliwą cenę – cenę rynkową, podobnie jak za ropę. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) nie powinno dopłacać do importowanego kontraktu, nie będzie też do niego dopłacało ani 42 tys. naszych przedsiębiorców, ani 6,5 mln gospodarstw domowych.
Warunkiem sprawiedliwej ceny jest zniesienie klauzuli take or pay nakładającej obowiązek odbioru konkretnych ilości gazu. W razie niewywiązania się z umowy odbiorca musi płacić karę. To klauzula dla Polski niekorzystna i niebezpieczna. Jest całkowicie zbędna, bo w razie kryzysu geopolitycznego na Wschodzie i tak grozi nam ograniczenie dostaw.
Zasada ta również budzi wątpliwości prawne i zastrzeżenia Komisji Europejskiej. Dzisiaj PGNiG musi odbierać 85 proc. zakontraktowanego gazu. Total wynegocjował całkowite zniesienie take or pay, podobnie jak ostatnio Ukraina. Z kolei RWE Transgas zaskarżył klauzulę i w 2012 r. wygrał przed sądem arbitrażowym.

Mechanizm cenowy

Kluczowe jest stworzenie mechanizmu odniesienia do ceny giełdowej. W ostatnich latach obserwujemy rozwój giełd gazowych w Europie Zachodniej, głównie w Niemczech (NCG i GASPOOL), Holandii (TTF) oraz w Wielkiej Brytanii (NBP). Wyznacznikiem ceny surowca w Polsce mogłyby być premia za przesył i notowania na Polskiej Giełdzie Gazu, która działa od grudnia 2012 r. W ostatnich miesiącach wolumen obrotu na niej był rekordowo wysoki. Umocowana jest w prawie unijnym i staje się platformą do handlu surowcem z największymi graczami na rynku europejskim.
Efektem takiego zabiegu będzie zwiększenie płynności gazu w Polsce. To rewolucyjne, zgodne ze standardami podejście. W czasie poprzednich negocjacji na przełomie lat 2011/2012 giełdy gazu w Polsce jeszcze nie było, stąd ceny odnoszone były do jednej z giełd Europy Zachodniej.

Alternatywa: ?do sądu z Gazpromem

W razie braku porozumienia trzeba będzie uruchomić przewidzianą w kontrakcie klauzulę arbitrażową w Sztokholmie. Procedura ta jest jednak czasochłonna i zakończyć się może dopiero w 2016 r. Tańsze dla obu stron byłyby negocjacje, ale trzeba być gotowym także na taką ewentualność. Kontrakt jamalski zapewnia nam tylko pozorne poczucie bezpieczeństwa, a realnie zwiększa koszt energii w Polsce. Najlepszym rozwiązaniem jest całkowita zmiana lub odejście od niego. Nadchodzące renegocjacje są kolejnym krokiem w tym kierunku.

POLECAMY

KOMENTARZE