Rzecz o prawie

Wojciech Popiołek: Uratowały mnie katowickie podwórka

Jak zostałem prawnikiem... - rozmowa z prof. Wojciechem Popiołkiem, kierownikiem Katedry Prawa Cywilnego i Prawa Prywatnego Międzynarodowego Uniwersytetu Śląskiego, radcą prawnym
Rz: Zaczynał pan studia w trudnym 1968 roku. Jak pan wspomina ten czas?
Prof. Wojciech Popiołek: Miałem takie poglądy jak protestujący – tak byłem wychowany. Właśnie kończyłem liceum. Razem z kolegami trochę biegaliśmy po ulicach Katowic, ganialiśmy się z milicją... Nie przeszkodziło to panu w dostaniu się na studia?
Nie, bo nikt nas nie złapał. Znaliśmy różne katowickie zakamarki, bramy, przejścia między podwórkami. Zdawałem na Uniwersytet Śląski. W 1968 roku rozpoczynał działalność ?po przekształceniu filii Uniwersytetu Jagiellońskiego. ?W założeniu władz miał być prawdziwie socjalistycznym uniwersytetem, w kontrze do UJ. Ale się nie udało. Czemu wybrał pan właśnie prawo? Może trochę z przekory – mój ojciec był historykiem, nie chciałem tak zupełnie iść w jego ślady. Poza tym dla mnie istotne było, że na prawie nie ma matematyki. To chyba musiała pana zaskoczyć logika... Wykłady prowadził świetny logik, ale z bardzo matematycznym podejściem. Kiedy zaczął rysować na tablicy skomplikowane wzory, byliśmy przerażeni... Na szczęście ćwiczenia prowadził nieco zwariowany adiunkt, który wkładał nam skutecznie logikę do głów. Mieliśmy zresztą szczęście do wykładowców. Uniwersytet właśnie się tworzył i przyjechało do nas wielu wybitnych profesorów z całego kraju, m.in. z Krakowa. O niektórych wiedzieliśmy, ?że są blisko z władzą. Zachowywaliśmy wobec nich dystans. Nasz ośrodek nie był duży, ale panowała w nim przyjazna atmosfera. Chodziliśmy z dumą po mieście w czapkach akademickich. Często też wyciągaliśmy asystentów na kawę, żeby nie spędzać zbyt dużo czasu na uczelni. Pierwsze dwa lata właściwie przebalowaliśmy... Trzeci rok już nie? Na trzecim było poważniej. ?Ja zacząłem się przykładać do nauki, zwłaszcza prawa cywilnego. Chociaż i przez pierwsze dwa nie oblewałem egzaminów. Mój ojciec był rektorem UŚ. Nie mogłem sobie pozwolić na to, by ktoś myślał, że mam fory. Na czwartym roku zetknąłem się z prawem prywatnym międzynarodowym. Wykłady prowadził prof. Mieczysław Sośniak, cywilista z UJ. Postanowiłem się w nim specjalizować. W tym czasie chyba nie miało ono wiele wspólnego z praktyką... To prawda. I to było w nim piękne. Podczas gdy moi koledzy musieli się zajmować np. myślami Lenina, prawo prywatne międzynarodowe było absolutnie wolne od takich wpływów. Pozwalało żyć w świecie kompletnej abstrakcji. Mieliśmy też trochę kontaktów międzynarodowych. Dawało to szansę na wyjazdy zagraniczne? Wtedy jeszcze nie. Ale po doktoracie wyjechałem na staż do Francji. Zetknąłem się z zupełnie innym sposobem nauczania – podczas ćwiczeń rzeczywiście dyskutowano. Jedno z moich pierwszych spostrzeżeń dotyczących życia codziennego było takie, że Francuzi przechodzą przez pasy na czerwonym świetle. Oczywiście sprawdzali najpierw, czy nic nie jedzie. W Polsce w tamtych czasach takie zachowanie było nie do pomyślenia. Zakaz to zakaz. Zacząłem się zastanawiać, czy jeśli zakaz niczemu nie służy, można go kwestionować. ?W domach dla polskich naukowców w Paryżu było z kolei mnóstwo esbeków, od sprzątaczek począwszy... ?Szybko postarałem się o inne lokum. Wrócił pan do Polski w 1980 roku. Też nie był łatwy. Zaczęła się „Solidarność". ?Na uniwersytecie zajmowaliśmy się głównie tym, co działo się w kraju. Naukowo był to czas stagnacji. Później był stan wojenny, a potem, przez lata 80.,  czas „wielkiej smuty". Zastanawialiśmy się, co będzie dalej. Zacząłem wtedy trochę pracować dla firm tzw. polonijnych, które korzystając z prawnej furtki, zaczęły produkować i sprzedawać na małą skalę różne rzeczy – od palet po domki kempingowe. Zacząłem zdobywać doświadczenie w stosowaniu prawa. A w latach 90. mogłem się już zajmować profesjonalnie doradztwem prawnym. Dziś nasza kancelaria jest największa na Śląsku. Prawo prywatne międzynarodowe nie jest sposobem na życie ?w świecie abstrakcji... Czasy są inne, bardzo dużo się dzieje. Moja przygoda z tym prawem zaczęła się od teorii, ?a dziś rzeczywiście ma bardzo praktyczny wymiar. Oprócz pracy w kancelarii kieruję też Katedrą Prawa Cywilnego i Prawa Prywatnego Międzynarodowego na Uniwersytecie Śląskim, jestem także arbitrem. Moim studentom mogę przedstawiać szczegółowe praktyczne kwestie związane z tym prawem. Nie tylko czystą abstrakcję. —rozmawiała ?Katarzyna Borowska
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL