Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Wojciech Popiołek: Uratowały mnie katowickie podwórka

Jak zostałem prawnikiem... - rozmowa z prof. Wojciechem Popiołkiem, kierownikiem Katedry Prawa Cywilnego i Prawa Prywatnego Międzynarodowego Uniwersytetu Œlšskiego, radcš prawnym
Rz: Zaczynał pan studia w trudnym 1968 roku. Jak pan wspomina ten czas? Prof. Wojciech Popiołek: Miałem takie poglšdy jak protestujšcy – tak byłem wychowany. Właœnie kończyłem liceum. Razem z kolegami trochę biegaliœmy po ulicach Katowic, ganialiœmy się z milicjš... Nie przeszkodziło to panu w dostaniu się na studia?
Nie, bo nikt nas nie złapał. Znaliœmy różne katowickie zakamarki, bramy, przejœcia między podwórkami. Zdawałem na Uniwersytet Œlšski. W 1968 roku rozpoczynał działalnoœć ?po przekształceniu filii Uniwersytetu Jagiellońskiego. ?W założeniu władz miał być prawdziwie socjalistycznym uniwersytetem, w kontrze do UJ. Ale się nie udało. Czemu wybrał pan właœnie prawo? Może trochę z przekory – mój ojciec był historykiem, nie chciałem tak zupełnie iœć w jego œlady. Poza tym dla mnie istotne było, że na prawie nie ma matematyki. To chyba musiała pana zaskoczyć logika... Wykłady prowadził œwietny logik, ale z bardzo matematycznym podejœciem. Kiedy zaczšł rysować na tablicy skomplikowane wzory, byliœmy przerażeni... Na szczęœcie ćwiczenia prowadził nieco zwariowany adiunkt, który wkładał nam skutecznie logikę do głów. Mieliœmy zresztš szczęœcie do wykładowców. Uniwersytet właœnie się tworzył i przyjechało do nas wielu wybitnych profesorów z całego kraju, m.in. z Krakowa. O niektórych wiedzieliœmy, ?że sš blisko z władzš. Zachowywaliœmy wobec nich dystans. Nasz oœrodek nie był duży, ale panowała w nim przyjazna atmosfera. Chodziliœmy z dumš po mieœcie w czapkach akademickich. Często też wycišgaliœmy asystentów na kawę, żeby nie spędzać zbyt dużo czasu na uczelni. Pierwsze dwa lata właœciwie przebalowaliœmy... Trzeci rok już nie? Na trzecim było poważniej. ?Ja zaczšłem się przykładać do nauki, zwłaszcza prawa cywilnego. Chociaż i przez pierwsze dwa nie oblewałem egzaminów. Mój ojciec był rektorem UŒ. Nie mogłem sobie pozwolić na to, by ktoœ myœlał, że mam fory. Na czwartym roku zetknšłem się z prawem prywatnym międzynarodowym. Wykłady prowadził prof. Mieczysław Soœniak, cywilista z UJ. Postanowiłem się w nim specjalizować. W tym czasie chyba nie miało ono wiele wspólnego z praktykš... To prawda. I to było w nim piękne. Podczas gdy moi koledzy musieli się zajmować np. myœlami Lenina, prawo prywatne międzynarodowe było absolutnie wolne od takich wpływów. Pozwalało żyć w œwiecie kompletnej abstrakcji. Mieliœmy też trochę kontaktów międzynarodowych. Dawało to szansę na wyjazdy zagraniczne? Wtedy jeszcze nie. Ale po doktoracie wyjechałem na staż do Francji. Zetknšłem się z zupełnie innym sposobem nauczania – podczas ćwiczeń rzeczywiœcie dyskutowano. Jedno z moich pierwszych spostrzeżeń dotyczšcych życia codziennego było takie, że Francuzi przechodzš przez pasy na czerwonym œwietle. Oczywiœcie sprawdzali najpierw, czy nic nie jedzie. W Polsce w tamtych czasach takie zachowanie było nie do pomyœlenia. Zakaz to zakaz. Zaczšłem się zastanawiać, czy jeœli zakaz niczemu nie służy, można go kwestionować. ?W domach dla polskich naukowców w Paryżu było z kolei mnóstwo esbeków, od sprzštaczek poczšwszy... ?Szybko postarałem się o inne lokum. Wrócił pan do Polski w 1980 roku. Też nie był łatwy. Zaczęła się „Solidarnoœć". ?Na uniwersytecie zajmowaliœmy się głównie tym, co działo się w kraju. Naukowo był to czas stagnacji. PóŸniej był stan wojenny, a potem, przez lata 80.,  czas „wielkiej smuty". Zastanawialiœmy się, co będzie dalej. Zaczšłem wtedy trochę pracować dla firm tzw. polonijnych, które korzystajšc z prawnej furtki, zaczęły produkować i sprzedawać na małš skalę różne rzeczy – od palet po domki kempingowe. Zaczšłem zdobywać doœwiadczenie w stosowaniu prawa. A w latach 90. mogłem się już zajmować profesjonalnie doradztwem prawnym. Dziœ nasza kancelaria jest największa na Œlšsku. Prawo prywatne międzynarodowe nie jest sposobem na życie ?w œwiecie abstrakcji... Czasy sš inne, bardzo dużo się dzieje. Moja przygoda z tym prawem zaczęła się od teorii, ?a dziœ rzeczywiœcie ma bardzo praktyczny wymiar. Oprócz pracy w kancelarii kieruję też Katedrš Prawa Cywilnego i Prawa Prywatnego Międzynarodowego na Uniwersytecie Œlšskim, jestem także arbitrem. Moim studentom mogę przedstawiać szczegółowe praktyczne kwestie zwišzane z tym prawem. Nie tylko czystš abstrakcję. —rozmawiała ?Katarzyna Borowska
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL