Publicystyka

Artur Bilski. NATO i Zachód to my

Artur Bilski
Fotorzepa, Dariusz Gorajski
Dla polskich generałów NATO stało się wygodnym chłopcem do bicia, który usprawiedliwia ich bezczynność – zauważa ekspert ds. wojskowości
Szczyt NATO w Newport to symboliczne zamknięcie pewnej epoki w historii sojuszu zapoczątkowanej przez atak terrorystyczny na World Trade Centre z 11 września 2001 r. Dla Zachodu to też koniec sporów o to, co dalej i przerwanie spirali narastającego braku zaufania co do sensu istnienia NATO. Dla Polski zaś powinien być to koniec udawania, że reformujemy armię, bo „ w razie czego" NATO i Zachód nas obronią. Przypomnijmy tym, którzy jeszcze mentalnie tkwią w przeszłości - NATO i Zachód to my. Dlatego też dbanie o wiarygodność Paktu Północnoatlantyckiego i Polski w NATO leży w naszym interesie, ponieważ sojusz mimo kryzysów buduje przestrzeń zaufania, w której może rozwijać się demokracja i wolność. Rosjanie nigdy u nikogo nie potrafili zbudować zaufania do siebie, dlatego między innymi sowieckie imperium upadło. Podobnie jak upadnie pseudoimperium Putina. Pycha zawsze kroczy przed upadkiem. Dla Polski szczyt w Newport oznacza też, że po 15 latach członkostwa, zaangażowania w rozmaite wojny i operacje pokojowe musimy zacząć odgrywać bardziej podmiotową rolę i wpływać na kształtowanie nowego oblicza sojuszu i jego doktryny skupiającej się na obronie przestrzeni traktatowej. Oznacza to przesuwanie głównej struktury dowodzenia NATO na Wschód. Za taką możliwość zapłaciliśmy wysoką cenę: w Afganistanie poległo 43 Polaków. Rannych i poszkodowanych zostało 864. W Iraku zginęło 22 żołnierzy, a poszkodowanych i rannych było 349.
Odbudować zaufanie Szczyt Newport to również trudny początek odbudowywania zaufania do siebie nawzajem wśród krajów członkowskich po przeszło dekadzie wykorzystywania NATO jako policyjnej pałki na międzynarodowy terroryzm. Przez ten czas nowe kraje członkowskie, w tym szczególnie Polska, były pod wielką polityczną presją, by uczestnicząc w operacjach antyterrorystycznych i stabilizujących pokazać swoją przydatność. Nowi zawsze mają „coś" do udowodnienia w operacjach pokojowych „klepniętych przez NATO", jak i koalicyjnych pod wodzą Stanów Zjednoczonych, bez politycznego wsparcia sojuszu. W końcu każdy zdaje sobie sprawę z tego, kto w NATO gra pierwsze skrzypce. Sytuacja taka rodziła jednak problemy natury politycznej, ponieważ legitymizowała doktrynalną schizofrenię członków Sojuszu i rozbicie na kluby „atlantycki" i „europejski'. Sami w dużej mierze się do tego przyczyniliśmy popierając bezkrytycznie Amerykanów w Iraku, podczas gdy inne kraje NATO odmówiły udziału w tej wojnie. Dlatego z perspektywy czasu nie ma się co dziwić Francuzom czy Niemcom, że nie chcieli dać Amerykanom carte blanche w Sojuszu. I słusznie. Consensus oraz prawo weta to dobry mechanizm zabezpieczający słabszych przed nadużywaniem siły przez kraje dominujące w pakcie. Tym różniło się zawsze NATO od Układu Warszawskiego. Stwierdzenie: „NATO to my" musi przede wszystkim oznaczać mówienie o sojuszu w sposób dojrzały. O tym, co jest możliwe do osiągnięcia, a co nie. Warto przypomnieć, że wszystkie polskie lotniska wojskowe, porty wojenne, bazy paliwowe to bazy sojuszu. Pytanie o infrastrukturę NATO w Polsce to zawsze pytanie o stan polskich sił zbrojnych, bo to my w pierwszym rzędzie odpowiadamy za nasze bezpieczeństwo, ale i patrzą na nas z zaufaniem także mniejsze kraje w naszym regionie. Niestety, wojsko polskie stało się w ostatnich latach propagandowym narzędziem budowania politycznego poparcia przez polityków, a siła kontrolna mediów w tym zakresie zawodziła. I tak armię z każdym rokiem coraz bardziej upolityczniano aż do PR-owskiego absurdu w postaci prezentacji programu „polskie kły". Co z niego dzisiaj zostało? Wojna informacyjna Pytajmy i rozliczajmy kolejnych szefów MON i generałów, dlaczego do tej pory nic nie zrobiono, żeby wojskowo umocnić wschodnią część Polski. Dlaczego nie udało się zmodernizować sił zbrojnych w efektywną i odstraszającą machinę. Dlaczego nasze F-16 nie są uzbrojone? Dlaczego nasz przemysł nie posiada technologii rakietowej, a obrona powietrzna to skandaliczny skansen, przez który może przelecieć każda „przypadkowo" wystrzelona przez Rosjan rakieta? Dlaczego w końcu Narodowe Siły Rezerwowe nie działają? Takich pytań jest więcej, a odpowiedzialnych za taki stan rzeczy można wskazać palcem, bo ciągle zajmują wysokie stanowiska. Odpowiedzi na te pytania obnażają nieporadność Ministerstwa Obrony Narodowej i naszej generalicji zajętej głównie walką o stołki. Parady wojskowe w Warszawie tego nie zamaskują. Za tę skandaliczną sytuację w Siłach Zbrojnych nie odpowiada jednak NATO, lecz MON, które chwaliło się ostatnio, że jesteśmy 18. potęgą wojskową na świecie według portalu Global Firepower. Skąd więc te lęki? Szokujące jest, że większość ekspertów i mediów woli dziś oskarżać o bezczynność NATO niż mających realną władzę nad wojskiem polskich polityków i generałów. W Polsce w sprawie NATO toczy się wręcz wroga wojna informacyjna, w wyniku której zaczyna dominować niebezpieczny pogląd, że to sojusz jest winny naszej obecnej - niewątpliwie trudnej - sytuacji. NATO dla wysokiej biurokracji wojskowej stało się dziś wygodnym chłopcem do bicia, który usprawiedliwia ich bezczynność. Dla wielu Polaków zaś NATO to obca organizacja, do której ciągle wszyscy mają pretensje, że nie buduje nam baz, nie jest dość radykalna w konfrontacji z Rosją i w ogóle jest jakaś mało wojownicza. My Polacy bowiem, a szczególnie niektórzy eksperci i dziennikarze, bardzo chcą chyba przywdziać mundury i iść na wojnę. Droga wolna – ochotnicy są potrzebni Ukraińcom. Dla Polski jednak nie ma dziś gorszego czasu na takie wojenne scenariusze. Sojusz na szczęście od zawsze pełnił rolę prewencyjną i nigdy nie był skory do wojny. Dzięki temu wygrał zimną wojnę, bo nie podejmował działań emocjonalnych i adaptował się do nowych sytuacji poprzez pokonywanie rozmaitych kryzysów. Nie wątpię, że tak będzie i teraz. Dlatego Polska musi w końcu podejść poważnie do swojego bezpieczeństwa i reform w siłach zbrojnych, choćby dlatego, że jako znaczący kraj w Europie to także my - jako lider w tej części Europy - budujemy przestrzeń zaufania wokół siebie. Poza tym od wielonarodowego rozwiązywania strategicznych problemów bezpieczeństwa i co za tym idzie wielonarodowych operacji wojskowych nie da się uciec. Będą one polityczną i militarną koniecznością. Wojskową, ponieważ można wykorzystać wspólnie posiadane siły oraz umiejętności i zmniejszyć koszty interwencji oraz polityczną, gdyż daje to większą legitymacje do przeprowadzenia operacji pokojowych. Dlatego Polska, zważywszy na swoją historię i doświadczenie, powinna być raczej głosem rozsądku w sojuszu. NATO i Zachód to my. Przywyknijmy do tego w końcu. Autor, komandor porucznik rezerwy, jest absolwentem Wydziału Bezpieczeństwa Międzynarodowego Naval Postgraduate School w Monterey w USA. Napisał książki „Widok na Sarajewo" o misji NATO na Bałkanach i „Polska armia na posyłki"
Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL