Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Striełkow i wojna grafomanów

Igor Girkin (znany pod nazwiskiem Striełkow) – dowódca separatystów w Doniecku
AFP, Bulent Kilic Bulent Kilic
Minister obrony donieckich separatystów zasłynšł z sugestii, że zestrzelony malezyjski boeing transportował trupy oraz tajemnicze próbki krwi. Oprócz tego wiemy o nim niewiele: ?walczył „za Rosję i Słowiańszczyznę" od Boœni po Grozny, przedstawia się jako były agent FSB, ?a w dorobku ma kilka ksišżek, w których grafomania miesza się z makabrš.
Nasz bohater wynurzył się z odmętu historii ruskš wiosnš roku 2014, gdy na wschodzie Ukrainy proklamowano separatystyczny parapaństwowy twór – Donieckš Republikę Ludowš. Kiedy zakwitły jabłonie, DRL uzyskała już – w wyniku nielegalnego referendum – legitymizację, ogłosiła niezależnoœć od Kijowa i poprosiła o przyłšczenie do Federacji Rosyjskiej. Z Ługańskš Republikš Ludowš, ukonstytuowanš według tej samej recepty krymskiej, stworzyła konfederację pod muzealnym szyldem „Noworosja". To wtedy kamery pokazały twarze uzbrojonych mężczyzn w strojach paramilitarnych, którzy przejęli władzę w Donbasie, a wœród nich szczupłš, jeszcze młodš twarz o smutnych oczach i idealnie kršgłym podbródku, z uformowanym w zagadkowy kształt niedzisiejszym wšsikiem.

Jej właœcicielem był Igor Iwanowicz Striełkow, zwany też Strzelcem, minister obrony DRL i zwierzchnik sił zbrojnych Noworosji, prowadzšcy wojnę we wschodniej Ukrainie w porozumieniu z Moskwš i na ogół w jej interesie. Na Krymie przed aneksjš widziano go w otoczeniu lidera tamtejszych separatystów Siergieja Aksjonowa; w Gorłówce miał uczestniczyć w mordzie na prokijowskim radnym Wołodymyrze Rybaku; w Słowiańsku œnił na jawie daremny sen o nowym Stalingradzie, a 17 lipca w pobliżu miasta Torez jego podkomendni zestrzelili malezyjskiego boeinga, myœlšc, że celujš w ukraińskiego antonowa, jednak sam Striełkow – sugeruje były doradca Władimira Putina Andriej Iłłarionow, autor tezy o rosyjskim zamachu na malezyjski samolot – raczej znał prawdziwy cel operacji.

Pułkownik GRU, ?sobowtór Suworowa

Według Służby Bezpieczeństwa Ukrainy jest pułkownikiem GRU; biuro prasowe DRL przedstawiało go jako pułkownika armii rosyjskiej; on sam podaje się za agenta FSB w stanie spoczynku. Kim jest? W opowieœciach o nim fakty mieszajš się z dezinformacjš i elementami legendy budowanej w Rosji, gdzie wyrasta na największego bohatera, o ile nie œwiętego wojny ukraińskiej. Dopatrzono się go nawet w starych przepowiedniach bułgarskiej jasnowidzki Baby Wangi. Mówi się, że mógłby zagrozić Putinowi, gdyby ten zrezygnował z „Rusi Donieckiej". Sam również nie stroni od autokreacji, bo czy w przeciwnym razie stylizowałby się ze swym wšsikiem i fryzurš na księcia-generała Aleksandra Arkadiewicza Suworowa z portretu pruskiego malarza Franza Krügera? Pod przybranym nazwiskiem Striełkow kryje się niejaki Igor Wsiewołodowicz Girkin, „rdzenny moskwicz"(w innej wersji pskowianin), urodzony w rodzinie wojskowej w roku 1970. Mój rówieœnik. Mógł być jednym z tych pionierów, którzy nam, dzieciom ze szkoły na Pradze, przysyłali w grudniu 1981 plastikowe budziki pełne cukierków, myœlšc przy tym być może o dzielnym księciu, który w roku 1831 tłumił miatież w Warszawie. Podobno ma żonę i dwóch synów, ale według sšsiadów z moskiewskiego blokowiska, którego adres ujawniła Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, „nie ułożyło im się" i pani Girkinowa z dziećmi wyjechała w nieznanym kierunku. Jedni sšsiedzi widywali go rzadko i w mundurze; inni twierdzš, że codziennie chodził do pracy w krawacie.
Spokojny i uprzejmy, nie zwracał na siebie uwagi. Kolegom ze szkoły œredniej wydawał się trochę dziwny: na studiach w Instytucie Historyczno-Archiwalnym w Moskwie pochłaniała go bez reszty historia wojskowoœci, przebieg bitew, uzbrojenie i detale mundurów, a rozrywki szukał na wykopaliskach staroruskich w Pskowie (znowu Psków), jak Leonid Zurow, pisarz emigracyjny z kręgu Iwana Bunina, żołnierz Białej Armii. Ktoœ powiedział, że gdyby nie rozpadł się Zwišzek Radziecki, zostałby historykiem gabinetowym lub wykładowcš w wyższej szkole wojskowej im. Woroszyłowa, ale „największe nieszczęœcie geopolityczne XX wieku" sprawiło, że wybrał czyn: jako dwudziestodwulatek włożył mundur i walczył najpierw w Naddniestrzu, potem w Boœni (w oddziale rosyjskich ochotników i w brygadach Armii Republiki Serbskiej) oraz dwa razy w Czeczenii (za drugim razem w jednostce Specnazu). Te informacje podał w maju „Moskowskij Komsomolec" – częœć z nich zapewne jest prawdziwa. Choć niektórzy widywali go póŸniej w stroju moskiewskiego inteligenta z lat 80. – koszula, sweter, szare spodnie – Girkin już nie zdjšł munduru, był to bowiem mundur mentalny, który wydobył się na powierzchnię, czynišc zeń Striełkowa.

Na bałkańskim froncie

To Boœnia stała się dla niego właœciwš wojennš inicjacjš. Kolega z frontu Michaił Polikarpow napisał o ich bałkańskiej awanturze powieœć „Rosyjskie wilki". Striełkow, zbzikowany na punkcie caratu i Białej Rosji, występuje w niej pod imieniem Monarchisty i z satysfakcjš ostrzeliwuje z moŸdzierza domy „Turków" (muzułmanów). Ostatnio media boœniackie ujawniły zdjęcie z tamtych lat, sugerujšc, że młody Girkin (na zdjęciu stoi z Bobanem Indiciem, współpracownikiem skazanego w Hadze Milana Lukicia) mógł brać udział w mordach i gwałtach w Višegradzie nad Drinš. Dowodów jednak brak, próżno ich szukać także w wydanym pod koniec lat 90. „Dzienniku boœniackim Igora G.", choć Višegrad i Boban przewijajš się w tych zapiskach chłopca-mordercy na każdej stronie. Autor raczy nas za to opisem ekstazy na widok belgradzkiej cerkwi z czasów białej emigracji, upaja się pejzażem pola bitwy i swojš pogardš dla Serbów, którzy nie doroœli do pansłowiańskiego ideału. W Rosji lansowany jako abstynent, na Ukrainie uważany raczej za alkoholika, w „Rosyjskich wilkach" Striełkow-Monarchista na potrzeby łšcznoœci radiowej używa pseudonimu „Wódka" – podobno dla żartu. Polikarpow przypisuje mu innš głębię niż ta, która otwiera się na dnie stakana rakii. W powieœci jest taka scena: siedzšc w nocy przy stole, Monarchista otwiera konserwę, a obok niego w popielniczce pali się kartka. „Dlaczego to robisz?" – pyta towarzysz broni. „Palę stare wiersze" – odpowiada Monarchista. – „Tak jest lepiej dla twórczoœci [...] to daje natchnienie". Ponieważ prawdziwa wojna nie trafia się co dzień, Girkin w przerwach koił się rekonstrukcjš. Należał do moskiewskiego Klubu Markowcy (od nazwiska białego generała Markowa) i fascynował się historiš pułku drozdowców i jego żołnierzy, z których wielu spoczywa dzisiaj na cmentarzu Białej Rosji w Sainte-Geneviève-des--Bois pod Paryżem. Generał Drozdowski, ich dowódca, tym się wsławił, że wiosnš roku 1918 przyprowadził z frontu niemieckiego na pomoc armii Denikina tysišc młodych oficerów, z którymi przeszedł całš Ukrainę – z Jass aż do Nowoczerkaska. Striełkow miał w klubie swojš załogę cekaemu, z którš objeżdżał imprezy poœwięcone wojnie domowej, ale też pierwszej œwiatowej i wielkiej ojczyŸnianej. Wybierał zawsze role niższych oficerów, jakby wcielał w życie sztabskapitański etos Iwana Sołoniewicza. W wyposażenie inwestował ponoć własne niemałe pienišdze: atrapa cekaemu Maksim kosztuje 130–150 tys. rubli (13–15 tys. zł), nie liczšc stylowych detali od 5 tys. do 100 tys. rubli sztuka. (Zaczynamy rozumieć, dlaczego żona Striełkowa odeszła). Powraca też temat alkoholu. Jak pisze „Moskowskij Komsomolec", kluby rekonstrukcyjne w Rosji słynš z ostrego picia przed, po i w trakcie imprez, ale Striełkow miał być wyjštkiem: nie pił i do swojej załogi rekrutował wyłšcznie niepijšcych z wysokim morale. Podobno kiedy wypadło mu jechać na imprezę w towarzystwie pijanych rekonstruktorów, zmieniał œrodek transportu. „Œwiatło w oknie to pomoc dla wroga" – mówiš dzisiaj koledzy z klubu, odmawiajšc informacji o Strzelcu. Był dla nich „prawdziwym białym oficerem"; podziwiali jego maniery i patriotyzm. Na forum internetowym „markowców" zamieszczał swoje wiersze wzywajšce do mglistych romantycznych „zrywów". W sieci kršży mnóstwo rekonstrukcyjnych zdjęć Striełkowa, które nakładajš się na jego zdjęcia z Ukrainy, tworzšc obłškany palimpsest, w którym smutny żołnierz Białej Armii w carskim szynelu, smutny sołdat Stalina w burym waciaku i bezbrzeżnie smutny dowódca wojsk DRL w kamuflażu (wyglšdajšcy tak, jakby płakał do słuchawki, którš ma przy uchu: „Halo! Moskwa? Przyœlijcie naboje!"), okazujš się tš samš osobš: żyjšcym w wiecznoœci imperium bladym pierrotem-mordercš. Dlaczego więc nie pomyœleć, że w tej chwili w Donbasie zabijajš dla Rosji tacy sami kryminaliœci i wariaci jak ci, których bolszewicy wypuœcili z więzień i klinik w roku 1917? Paweł Ryżenko, zaprzyjaŸniony z redakcjš portalu Russkaja Wiesna malarz o sylwetce kulturysty, autor m.in. płócien o rosyjskiej wojnie domowej, na których realizm osišga czasem kruchš, œmiertelnš wzniosłoœć, poznał Striełkowa, kiedy pracował nad obrazem o bitwie nad rzekš Stochód w zachodniej Ukrainie i potrzebował konsultacji w sprawie mundurów lejbgwardii. Pomoc specjalisty wycenił hojnie, mianujšc go współautorem dzieła i uwieczniajšc na płótnie jako oficera elitarnego pułku Prieobrażeńskiego. Ryżenko, który podobnie jak Striełkow i Nikita Michałkow karkołomnie łšczy miłoœć do Białej Rosji z miłoœciš do Rosji Putina, zachwycił się „lekko smutnym spojrzeniem" konsultanta i jego „twarzš prawdziwego rosyjskiego oficera", a także seplenišcš mowš bez matierszcziny (choć oficerowie carscy umieli zaklšć trzypiętrowo).

Niedowojowany

W „Dzienniku boœniackim" Striełkow opowiada o „syndromie niedowojowania", który przywiózł z byłej Jugosławii. Czy to ten syndrom kazał mu jechać na Krym i do Donbasu, by organizować tam wojnę z „Ukrami"? Niewštpliwie, choć można też wskazać inne przyczyny: poczucie misji; zaproszenie od ukraińskich federalistów, którym wydawało się, że Rosja za darmo pomoże im uniezależnić się od Kijowa, a także – nie bšdŸmy dziećmi – rozkaz z Moskwy. Ale to nie wszystko. Sš jeszcze marzenia, sny, urojenia – i owładnięcia. „Wydarzeń ukraińskich 2014 roku nie da się zrozumieć bez uwzględnienia jednego nieoczekiwanego i raczej strasznego faktu: jest to po większej częœci wojna literacka, rozpętana przez pisarzy. [...] Ta wojna została dawno przepowiedziana, szczegółowo opisana, zaplanowana, a w konsekwencji urzeczywistniona właœnie przez pisarzy" – stwierdził 8 lipca w „Nowoj Gazietie" Dmitrij Bykow. Przy czym chodzi tu konkretnie o pisarzy trudnišcych się fantastykš, często grafomanów, bywalców charkowskiego festiwalu fantastów „Gwiezdny most". Festiwalowi temu przewodniczył w przeszłoœci Arsen Awakow, obecny minister spraw wewnętrznych Ukrainy, który już w roku 2009, po lekturze rosyjskich powieœci fantastycznych, takich jak „Pole bitwy – Ukraina" Gieorgija Sawickiego, „Wojny rosyjsko-ukraińskie" Aleksandra Siewiera i „Front ukraiński" Fiodora Bieriezina, pytał na łamach „Ukraińskiej Prawdy": Czy Rosjanie chcš wojny? Bieriezin, będšc pełnomocnym przedstawicielem Striełkowa w Donbasie, pozostaje autorem niezliczonych Ÿle napisanych ksišżek z gatunku fantazji militarnych. Akcję „Frontu ukraińskiego" umieœcił w obwodach donieckim i ługańskim, osiš fabuły czynišc inwazję wojsk NATO na Ukrainę, która staje się poligonem wielkiej wojny między Rosjš a Zachodem. W powieœci jako postać pojawia się inny fantasta, Andriej Walentinow, autor prozy „Omega", w której NATO dokonuje desantu na Krymie. Podobne osišgnięcia literackie majš na koncie także politolodzy rosyjscy, którzy dzisiaj fantazjujš w mediach o Ukrainie i jej przyszłoœci, jak choćby laureat „Gwiezdnego mostu" Lew Wierszynin czy Jewgienij Gilbo, autor „Przygód kosmicznego rangera", których tematem jest obrona planety Gondor przed agresjš Rozumu i wartoœci europejskich. Maksim Goriunow, pisarz-filozof z Uniwersytetu im. Łomonosowa, odkrył ostatnio, że również premier DRL Aleksandr Borodaj wzrastał w oparach fantastyki, będšc synem twórcy zaskakujšcej teorii antropogenezy. Według koncepcji Jurija Borodaja, wyłożonej w ksišżce „Erotyka. Œmierć. Tabu. Tragedia ludzkiej œwiadomoœci" to nie praca przekształciła małpę w człowieka, tylko onanizm: małpy słabsze fizycznie, które pod groŸbš œmierci były pozbawiane przez silniejsze dostępu do samic, musiały rozwijać wyobraŸnię, by zaspokajać popęd wirtualnie, i z tych słabych małp z bogatš wyobraŸniš wyłonił się człowiek. Sam Striełkow jest autorem powieœci „Detektyw Zamku Heldiborn", wydanej w grudniu 2013 roku, miesišc po pierwszych protestach na Majdanie. Można jš kupić w Rosji i na Ukrainie, a także w księgarni Ozon.ru, gdzie uzyskała miano bestsellera. Czy jest to swobodna ekspresja autora czy może częœć rosyjskiej wojny nowego typu? Zapewne jedno i drugie – Striełkow wydaje się potrzebny Moskwie taki, jaki jest: razem ze swoim emploi i szaleństwem. Cały jest tej wojny narzędziem, nadbudowš, twarzš i gadżetem. Jego pełna wyszukanych imion (Ekskluziw, Złydzień, Miłozłota, Talentinka) alegoria fantastyczna została napisana z myœlš o dzieciach, i to myœlš tak intensywnš, że cytowany w „Nowoj Gazietie" anonimowy psychiatra z Doniecka dopatrzył się w niej pedofilii narzucajšcej się już w pierwszej scenie, kiedy Obrońca Zamku, dojrzały romantyk, zachwyca się urodš niedojrzałej dziewczynki, marzšc o tym, by złożyć u jej stóp jakiœ wielki czyn. Ta opinia lekarza to zresztš jedyny element erotyczny w wiadomoœciach o dzielnym Strzelcu, jeœli nie liczyć tipsiastych markietanek z otoczenia hersztów DRL, których zdjęcia publikujš ukraińskie media. Gospodarzami powieœciowego Zamku – pisze Oleg Chlebnikow w „Nowoj Gazietie" z 26 maja – sš waleczni rycerze Heldibornowie, którzy z wojskami Imperatora broniš najdalszych rubieży Imperium, a jeœli wielka wojna akurat się nie toczy, to walczš z sšsiadami w wojnach mniejszych albo tłumiš bunty. Pomagajš im krasnalowate istoty opiekuńcze ze słowiańskiej mitologii: wierni Ist-Limesowie. Wrogami Ist-Limesów sš Piff-Paffowie, ich odpowiednicy z sšsiedniego zamku Buffenzig, zdrajcy i podlece, mimo że bracia, podobnie zresztš jak ich państwo, którzy od zawsze nienawidzš Heldibornów. Analogia jest czytelna: Piff-Paffowie to zbuntowani Słowianie, najpewniej Ukraińcy. Celem nadrzędnym jest obrona Dawnej Twierdzy – Rusi, Rosji lub Zwišzku Radzieckiego. W skład czarodziejskiej drużyny Obrońcy Zamku prócz skrzatów domowych wchodzš też istoty majšce status goœcia. Wojna jest tu jedynym zajęciem godnym człowieka szlachetnego, a jej umiłowanie jest równoznaczne z miłoœciš ojczyzny. Istotom tej samej krwi, nawet jeœli nie mieszkajš w Zamku, ufa się œlepo i wspiera się je zbrojnie. Zamek jest największš œwiętoœciš, której broni się do ostatniej kropli krwi. Czy bajania Aleksandra Dugina o œwiętej wojnie Cywilizacji Ziemi z Cywilizacjš Morza nie należš przypadkiem do tego samego gatunku fantastyki, co prosta jak cep alegoria Striełkowa?

Fantazmaty o krwi

Najnowszym wykwitem wyobraŸni Striełkowa sš opowieœci o zestrzelonym malezyjskim boeingu. W wywiadzie dla „Russkoj Wiesny" z 18 lipca utrzymuje on, że samolot z Amsterdamu wiózł trupy (motyw, jak odkryli internauci, wzięty z serialu „Lost") oraz podejrzane próbki krwi i leki (o podróżujšcych boeingiem badaczach AIDS Obrońca Zamku nie wie). Krew jest dla niego ważna, przykuwa uwagę, hipnotyzuje. Ciała niektórych ofiar miały być jej pozbawione i cuchnšć rozkładem, natomiast kabina pilotów była krwiš „dosłownie zalana", co dowodzi, że za sterami siedzieli jednak ludzie „całkowicie (?) żywi". Dystansujšc się od teorii spiskowych, Striełkow zarazem sugeruje, że ów samolot ze stolicy Eurosodomy, który wróg z rozmysłem skierował nad terytorium DRL, wiózł Zarazę, niczym statek Drakuli. Te makabryczne rojenia, trochę cyniczne, a trochę paranoiczne, pokazujš, że Rosjanie, którzy od czasu pieriestrojki nieco się do nas przybliżyli, teraz znów żyjš w innej galaktyce, skšd Amsterdam wydaje się fantastycznš krainš, o której można opowiadać bzdury i nikogo to nie zdziwi. Dmitrij Bykow, publicysta „Nowoj Gaziety", uznaje Striełkowa i innych zamieszanych w tę wojnę pisarzy-fantastów za idealistów-dewiantów, którzy marzš o sprawiedliwym œwiecie. Sšdzi też, że gdyby poważni pisarze uprawiajšcy poważnš literaturę przestali estetyzować i zajęli się historiš, społeczeństwem i politykš, wtedy ciekawi przyszłoœci i pragnšcy jš modelować grafomani pokroju Striełkowa czy Bieriezina nie znaleŸliby dla siebie miejsca na scenie teatru historii. Skoro jednak tak się nie stało – pisze Bykow – „cała rzeczywistoœć – rosyjska, ukraińska, a w pierwszym rzędzie doniecko-ługańska – zaczyna przypominać krwawy koszmar łaknšcego prawdy grafomana". Mimo że znamy szczegóły biografii Igora Striełkowa, jego wizja œwiata pozostaje dla nas zagadkš, jego doœwiadczenia – groteskowš mieszaninš. Kreuje się na „białego oficera", choć nie stroni od doœwiadczeń sutenera. Głowę ma – można by rzec – w chmurach, a nogi już po kolana w prawdziwej krwi. Za plecami ma trupy leżšce na ulicach Ługańska, zbiorowe mogiły w Słowiańsku, szczštki ciał dziecięcych rozrzucone na polu w Grabowie, a jeszcze dalej w tyle – naddniestrzański Tyraspol, boœniacki Višegrad, Grozny, popiół, wiatr. Jego rodzina już dawno rozwiała się jak dym. Wykorzeniony Striełkow należy do tych oderwanych od ródła, którzy wymyœlajš sobie religie i mity, tak jak wymyœla się sztuczny język lub bolszewizm, lub powieœć fantastycznš. Dlatego będzie brnšł w fikcje swego umysłu, póki krew nie sięgnie mu krtani, nie wleje mu się przez usta, nos i uszy, i nie zatopi go razem z wymyœlonš przezeń Białš Armiš, i Zamkiem Heldibornem i Zarazš. Ale kiedyœ jego smutna twarz pobielona mškš wynurzy się znów w innym miejscu dziejów i moskiewski pierrot znów zacznie nas mordować dla tej czy innej lolitki, w imię Dawnej Twierdzy. Autorka jest pisarkš i tłumaczkš, pracuje nad ksišżkš o Iwanie Buninie
ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL