Społeczeństwo

Niebezpieczne lampiony

Strażacy uważają, że lampiony są przyczyną coraz większej liczby pożarów
Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Niebezpieczna moda letników. Masowo wypuszczają lampiony, które wywołują pożary.
Każdego dnia w niebo unoszą się setki niewielkich czasz balonów unoszonych gorącym powietrzem od palnika. Moda na ich wypuszczanie dotarła do miejscowości letniskowych. Straż pożarna chce zakazać wypuszczania takich balonów, bo stanowią one zagrożenie pożarowe. A ekolodzy dodają, że lampiony zanieczyszczają środowisko.

Światełko do nieba ?na koniec turnusu

Początek lipca, plaża w Jastarni na Półwyspie Helskim. Młody mężczyzna manipuluje przy lampionie. Wiatr utrudnia mu zapalenie kostki, która da powiew ciepłego powietrza pod czaszę balonu. Po kilku minutach udaje mu się ustawić i wypuścić lampion. Wiatr unosi go nad plażą, następnie rzuca na ustawione na piasku wiklinowe kosze plażowe. Mężczyzna widząc, że może dojść do pożaru, zrzuca lampion na ziemię, a ogień dusi piaskiem. Przy okazji dotkliwie parzy swoje dłonie.
Lampiony są zbudowane w prosty sposób. Składają się ze stelażu z bambusa i cienkiego drutu, do którego przymocowana jest czasza z papieru ryżowego, oraz nasączonej łatwopalnym płynem kostki. Lampiony można kupić niemal na każdym straganie w nadmorskich miejscowościach. Kosztują od 2,99 do 5 zł za sztukę. Głównie figurują na nich chińscy producenci. – Każdego dnia ludzie kupują kilkadziesiąt lampionów, staram się nie sprzedawać ich dzieciom. Kupują je zakochane pary, a także ci, którym kończy się turnus – mówi Klaudia, która sprzedaje zabawki w Jastarni. Balony wiatr unosi nad morze. – Wielokrotnie widziałem czasze unoszone na wodzie Zatoki Gdańskiej, wyglądało to tak, jakby ktoś wyrzucił do wody torbę ze śmieciami – opowiada Sebastian, rybak. – Na razie nie ma potwierdzonych ofiar wśród zwierząt, chociaż nie mamy pewności, czy żadne z nich nie połknęło pozostałości po lampionach, bo bardzo rzadko w przypadku znalezienia martwego zwierzęcia jest przeprowadzana sekcja. Wypuszczanie lampionów jest szkodliwe, bo zaśmiecają one środowisko – Bałtyk – mówi Paweł Średziński z Błękitnego Patrolu, który monitoruje polskie wybrzeże, należącego do organizacji ekologicznej WWF Polska.

Płonie ratusz

– Lampiony stanowią bardzo duże zagrożenie, szczególnie teraz, gdy mamy do czynienia z suszą  – przyznaje Tadeusz Konkol, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku. – Nie można kontrolować ich lotu, mogą opaść na drzewo. W poprzednim roku mieliśmy pożar lasu w pasie nadmorskim w okolicach Władysławowa spowodowany przez balon ze świecą – dodaje Konkol. Straż pożarna nie prowadzi osobnej statystyki na temat pożarów będące skutkiem zabaw z lampionami. Ale wiadomo, że co roku powodują one dziesiątki pożarów. Maria Dreger, prezes Stowarzyszenia „Nie igraj z ogniem", zwraca uwagę, że trudno jest wykazać w czasie dochodzenia popożarowego, że przyczyną pożaru był lampion, bo pozostaje po nim zwykle tylko cienki drut. – Lampion spadł na strzechę Domu Chleba, budynek udało się uratować dzięki szybkiej reakcji naszych strażaków. Innym razem spowodował pożar pola uprawnego – wspomina Tomasz Grobla, sekretarz gminy Ustronie Morskie. W poprzednim roku taki balon był przyczyną pożaru poszycia dachu ratusza we Władysławowie. Ogień gasiły trzy jednostki straży pożarnej. – Coraz większa popularność latających lampionów postawiła też w stan gotowości służbę leśną – przyznaje Anna Malinowska, rzecznik Lasów Państwowych. W poprzednim roku tylko w Nadleśnictwie Choczewo (Pomorskie) dwa razy wybuchały pożary spowodowane przez lampiony. Leśnicy przypominają, że wypuszczanie ich jako „światełka do  nieba" wraz z życzeniami stało się niebezpieczną modą, zwłaszcza w rejonach atrakcyjnych turystycznie.

Okiełznać otwarty ogień

Strażacy narzekają, że dzisiaj nie ma przepisów, które zabroniłyby ich puszczania. – Jedyne, co możemy zrobić, to liczyć na zdrowy rozsądek ludzi. A z tym jest różnie, bo często ludzie, którzy je wypuszczają, są pijani – słyszymy od strażaków. – Niewątpliwie trzeba z nimi uważać, zamiast lampionu lepiej dziecku kupić latawiec – radzi Tadeusz Konkol. Po pożarach spowodowanych balonami gmina Ustronie Morskie wprowadziła zakaz ich używania. – Nie możemy zakazać ich sprzedaży, ale możemy przypominać, jakie mogą być konsekwencje ich wypuszczania – mówi Tomasz Grobla. W tej gminie pojawiły się plakaty z ostrzeżeniami. „Przy używaniu latających lampionów następuje tak naprawdę wypuszczenie w powietrze otwartego ognia, który porusza się w sposób niekontrolowany na bardzo duże odległości. Lampiony, unosząc się na dużą wysokość, stanowią realne zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu lotniczego, a w sprzyjających warunkach atmosferycznych otwarty ogień w lampionach może być przyczyną pożaru domostw, lasu czy upraw" – ostrzegają władze Ustronia Morskiego. Plakaty uzupełnia katalog kar. Za wzniecenie pożaru grozi kara aresztu, grzywny lub nagany – przypominają samorządowcy. – Niedawno mieliśmy wniosek o wyrażenie zgody na wypuszczenie stu lampionów na zakończenie turnusu w jednym z ośrodków. Nie wyraziliśmy na to zgody – mówi Tomasz Grobla. Strażacy przypominają zaś, że już teraz zakazane jest rozniecanie ognia w odległości mniejszej niż sto metrów od lasu. Strażacy i organizacje ekologiczne chcą zakazu sprzedaży i używania lampionów. Przypominają, że przy nieumiejętnym rozpalaniu kostki pod czaszą balonu można się poparzyć, to samo może się stać wtedy, gdy ktoś zbyt wcześnie wypuści lampion w powietrze. Dodają, że nie można określić bezpiecznej odległości od innych obiektów miejsca, z którego wypuszczany jest lampion. Nie można też przewidzieć trasy jego lotu. Dodają też, że łatwopalna kostka jest niekiedy zbyt słabo zamontowana pod czaszą i w czasie lotu może odpaść. – Przygotowaliśmy propozycje zmian w rozporządzeniu MSW w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych – mówi bryg. Sławomir Zając z Biura Rozpoznawania Zagrożeń Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej.  Nie mówi ono wprost o lampionach, ale opisuje sposób ich działania i związanych z tym zagrożeń. Zakłada ono „zakaz używania otwartego ognia oraz wykonywania innych czynności mogących spowodować pożar, jeżeli nie zapewniono możliwości kontrolowania zjawisk mogących zainicjować proces spalania lub wybuch bądź kontrolowanie tych procesów". Ratownicy przypominają, że szczęśliwie w Polsce nie doszło jeszcze do pożaru na wielką skalę spowodowanego przez lampion, ale tak stało się w poprzednim roku w Smethwick w pobliżu Birmingham w Anglii. Od jednego lampionu wybuchł pożar składowiska odpadów z tworzyw sztucznych. Objął on obszar 9 hektarów, słup ognia sięgał 2 tys. metrów, a jego gaszenie trwało cztery doby. Straty zostały oszacowane na 6 mln funtów.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL