Publicystyka

W oczekiwaniu na rewolucję

Przywódcy ugrupowań eurosceptycznych życzliwie się odnoszą? do polityki rosyjskiej na Ukrainie. Kreml z kolei dąży do osłabienia ?procesów integracyjnych w Europie, m.in. podsycając nastroje społeczne niechętne UE – pisze politolog.
Wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego dowodzą rosnącej fali niezadowolenia społecznego, które wynika przede wszystkim z trudnej sytuacji gospodarczej. Wzmacniało ono siły polityczne dotąd uznawane za skrajne lub populistyczne. Tak było w przypadku sukcesu wyborczego Frontu Narodowego we Francji, UKIP w Wielkiej Brytanii oraz bardzo dobrych wyników radykalnych ugrupowań w Grecji, Danii i Austrii. Nie tylko zwyciężyły one w wyborach europejskich w niektórych państwach (co ma swoją wymowę symboliczną, zwłaszcza w przypadku Francji), ale też wpływają na opinię dotychczasowych partii głównego nurtu. To bardzo charakterystyczne, że problemy strefy euro mobilizowały partie niechętne integracji europejskiej. W ten sposób wspólna waluta, zamiast jednoczyć i budować europejską tożsamość, stała się symbolem kłopotów i „paliwem" dla eurosceptyków.
Dodatkowo Europa była krytykowana za to, że ogranicza skuteczne działania państw wobec palącego problemu nadmiernej imigracji. Właśnie dlatego wyborcy coraz głośniej domagają się ograniczenia władzy instytucji europejskich i przywrócenia kompetencji dla rządów narodowych. Wspomniane postulaty miały również odniesienie do odbudowy pełnej demokracji w państwach członkowskich, nadwątlonej w wyniku procesów integracyjnych. Rewolucyjny charakter ostatnich wyborów oddają wypowiedzi Marine Le Pen. Szefowa zwycięskiego Frontu Narodowego we Francji nie kryje, że dąży do upadku Unii Europejskiej. Określa ją jako „sowiecką Unię Europejską", która „ukradła suwerenność" i możliwości „samostanowienia przez władze narodowe", a także jest „antydemokratycznym monstrum". Czy możemy mówić o występowaniu sytuacji przedrewolucyjnej w Europie? Rewolucja oznacza gruntowną zmianę ładu politycznego, która jest wprowadzana przeciwko dotychczasowemu establishmentowi politycznemu i pod hasłami domagającymi się większej sprawiedliwości społecznej. W przypadku integrującej się od ponad półwiecza Europy sytuacja przedrewolucyjna może być związana ze wzrastającą niechęcią społeczną wobec tejże integracji i skutkować zmianą ustroju UE. Ale może być też powiązana z dezintegracją jej dotychczasowej struktury terytorialnej, a więc częściowym lub całkowitym rozpadem Unii.

Konsekwencje kryzysu

Trudno nie zadać pytania, czy przedłużający się kryzys – trwający w Europie od 2008 roku – nie stał się zarzewiem sytuacji przedrewolucyjnej. Zwłaszcza jeśli był on nieskutecznie rozwiązywany w ramach obecnego ładu politycznego. W unii walutowej zabrakło instytucji, które mogłyby zapobiec pogłębiającym się problemom. W czasie kryzysu też nie wprowadzono takich instrumentów. Na szczeblu unii walutowej nie ma na razie ani narzędzi fiskalnych (np. z zakresu polityki socjalnej), które umożliwiłyby odbudowę popytu, ani takich, które prowadziłyby niezbędne inwestycje strukturalne wzmacniające konkurencyjność. Rozwiązaniem proponowanym przez decydentów europejskich była wewnętrzna dewaluacja, która miała obniżyć koszty produkcji w najsłabszych państwach eurolandu. Ale takie działanie wywołało presję deflacyjną i spowolniło tempo wzrostu gospodarczego. Prowadziło więc do zwiększania bezrobocia przy bardzo wolnym tempie odbudowy konkurencyjności krajowego eksportu. Unia walutowa „zamroziła" dwa główne mechanizmy dostosowań, jakimi w sytuacji kryzysu konkurencyjności gospodarczej powinny być polityka kursowa i fiskalna. Stosowana była natomiast polityka monetarna Europejskiego Banku Centralnego, mająca na celu pomoc dla banków i zwiększenie ilości pieniądza w obiegu gospodarczym. Problem jednak polega na tym, że wspomniane działania w niewielkim stopniu oddziaływały na pobudzenie realnej gospodarki w Europie. Słabo stymulowały akcję kredytową dla przedsiębiorstw. Działania EBC bardziej służyły więc stabilizacji rynków finansowych i obniżały koszty obsługi długu publicznego przez poszczególne rządy, aniżeli pobudzały wzrost gospodarczy. W rezultacie kryzys został przeciągnięty w czasie i stawał się coraz bardziej bolesny dla większości społeczeństw. Szacunki Komisji Europejskiej wskazują, że recesja powróciła do strefy euro w roku 2012. Wprawdzie sytuacja gospodarcza poprawiła się nieco na przełomie 2013 i 2014 roku, ale pogorszyła się znowu w pierwszym kwartale obecnego roku, m.in. we Francji, Włoszech, w Portugalii, Holandii i  Finlandii. Zapowiada to stagnację gospodarczą i powolne wychodzenie z kryzysu. Świadczy o tym wysokie bezrobocie w całej strefie euro, które w niektórych państwach zbliżyło się lub przekroczyło 27 proc. (w Grecji i Hiszpanii). Przedłużające się trudności ekonomiczne są ważnym czynnikiem sytuacji przedrewolucyjnej w Europie.

Ryzyko geopolityczne

W okresie zimnowojennym na sytuację w Europie stabilizująco wpływała rywalizacja USA i ZSRR. Oddziaływała ona korzystnie na postępy integracji europejskiej ze względu nie tylko na obawę przed zagrożeniem ze strony bloku sowieckiego, ale i na obecność Amerykanów na Starym Kontynencie, którzy zajmowali faktycznie pozycję hegemoniczną w zachodnim bloku sojuszniczym. I to właśnie amerykańska hegemonia była ważnym czynnikiem blokującym możliwość pojawienia się destrukcyjnej rywalizacji wewnętrznej między największymi państwami Europy Zachodniej. Zmiana ładu światowego po roku 1989 negatywnie wpłynęła na integrację europejską, m.in. dlatego, że osłabło geopolityczne zagrożenie ze strony Rosji. Warto przy tym zaznaczyć, że wspomniane zagrożenie – nawet pod wpływem kryzysu ukraińskiego z 2014 roku – wzrosło jedynie w Europie Środkowej i w państwach nadbałtyckich. Natomiast nie może być traktowane jako czynnik mobilizujący do pogłębienia integracji w zachodniej części kontynentu. Co więcej, oddziaływanie Rosji w coraz większym stopniu wpływa destabilizująco na procesy integracyjne w Europie. Jest to związane z polityką Kremla konsekwentnie dążącą do wspierania ugrupowań skrajnych i eurosceptycznych w UE. Jak dowodzi raport Political Capital Institute, firmy rosyjskie dofinansowują wiele takich partii, a jednocześnie władze Federacji Rosyjskiej starają się nawiązać z nimi bliską współpracę polityczną. W rezultacie tych działań politycy z ugrupowań skrajnych, m.in. z Austrii, Belgii, Francji, Czech i Węgier, wzięli udział jako obserwatorzy w tegorocznych wyborach mających zaakceptować aneksję Krymu przez Rosję. Coraz bardziej wpływowi przywódcy eurosceptyczni życzliwie odnoszą się do polityki rosyjskiej na Ukrainie (m.in. Nigel Farage i Marine Le Pen). W ten sposób Kreml nie tylko wspiera własne interesy w Europie (i zmniejsza możliwość podjęcia sankcji europejskich wobec Rosji). Dąży też do osłabienia procesów integracyjnych, m.in. podsycając nastroje społeczne niechętne UE. W tej sytuacji wycofywanie się ze Starego Kontynentu Amerykanów, którzy stabilizowali dotąd integrację europejską, dodatkowo osłabia Europę. Przede wszystkim chodzi o zmniejszanie spójności wewnętrznej Europy i otwieranie jej na rywalizację między największymi potęgami, głównie Francją i Niemcami. Problem rosnącej nierównowagi geopolitycznej między tymi państwami zdynamizowało zjednoczenie Niemiec i pogłębił kryzys strefy euro. Francusko-niemieckie stosunki bilateralne są od ponad pół wieku filarem i „motorem" integracji europejskiej. Napięcia geopolityczne między Paryżem a Berlinem muszą prowadzić do destabilizacji samych procesów integracyjnych. I sprzyjają nastrojom eurosceptycznym, co widoczne jest w wypowiedziach przywódczyni Frontu Narodowego. Na łamach „Der Spiegel" uznała ona niedawno, że wspólny rynek jest obszarem wojny ekonomicznej między państwami członkowskimi, a euro jednostronnie tworzyło potęgę Niemiec kosztem osłabienia Francji.

Niezadowolenie wyborców

Dopominanie się o prawa polityczne przez niezadowolone grupy społeczne jest najczęściej bezpośrednią przyczyną dynamiki rewolucyjnej. Proces ten nawiązuje do modnego współcześnie pojęcia legitymizacji politycznej. W przypadku UE rozgoryczenie wyborców wzmaga to, że ich głos jest często lekceważony przez elity polityczne. Kryzys gospodarczy jest największym sprawdzianem zarówno dla ekipy sprawującej władzę, jak i dla obowiązującego ładu politycznego. Można w tym miejscu przytoczyć słowa Seymoura Lipseta, że każdy system demokratyczny, aby przetrwać, musi zapewnić rozwój gospodarczy – inaczej traci legitymizację. Kryzys uderzył przede wszystkim w koncepcję opierającą prawomocność ładu politycznego w Europie na wyższej użyteczności UE w stosunku do państw narodowych. Okazało się, że wielopoziomowy system zarządzania w Unii jest jednak dysfunkcjonalny, przynajmniej podczas kryzysu. Problemy gospodarcze ujawniły niezadowolenie wyborców, początkowo wobec władz krajowych. Przejawem tego były zmiany ekip rządowych w wielu państwach UE, w tym często przed zakończeniem kadencji. Rozczarowanie społeczne dotknęło z czasem również integrację europejską. Przykładem był podwójny sprzeciw wyborców – zarówno w państwach centralnych, jak i peryferyjnych unii walutowej. W obu grupach państw słabło poparcie dla idei integracyjnych, natomiast rosły wpływy poglądów eurosceptycznych. W krajach peryferyjnych wyborcy sprzeciwiali się kolejnym oszczędnościom narzucanym przez instytucje europejskie i przedstawicieli państw centralnych eurolandu. Domagali się także bardziej sprawiedliwej dystrybucji kosztów w obrębie UE. Taktyka antykryzysowa, czyli wewnętrzna dewaluacja i oszczędności budżetowe, okazała się niezwykle kosztowna politycznie. Prowadziła do pauperyzacji społecznej i niezadowolenia z dotychczasowych elit. Natomiast w bogatszych krajach obywatele buntowali się przeciw nadmiernej dystrybucji funduszy z ich podatków na rzecz ratowania sytuacji na dotkniętych kłopotami obszarach unii walutowej. Sondaże opinii społecznej prowadzone przez Komisję Europejską dokumentują dość dobrze opisane powyżej zjawiska. Od początku kryzysu w 2008 roku systematycznie spadało zaufanie do władz publicznych, zarówno tych europejskich, jak i narodowych. Jednak silniej do instytucji unijnych (spadek o blisko 30 proc. między rokiem 2007 a 2012; w tym samym okresie spadek zaufania do władz narodowych wyniósł średnio około 20 proc.). O ile zaufanie do UE utrzymywało się na stabilnym poziomie do jesieni 2009 roku, o tyle później gwałtownie się obniżyło. Jest to objaw wzrastającego eurosceptycyzmu w okresie przedłużającego się kryzysu i aplikowanej przez instytucje europejskie terapii kryzysowej. Widoczne było także znaczne zmniejszenie zaufania, a nawet wzajemną niechęć między poszczególnymi społeczeństwami europejskimi. Na pytanie, czy kryzys przyczynia się do zwiększenia bliskości między obywatelami różnych państw UE, więcej niż połowa respondentów dawała odpowiedź negatywną. Trudno w takich warunkach o demonstrowanie solidarności między poszczególnymi krajami unii walutowej. Niedostatki demokracji na szczeblu europejskim ułatwiały dotychczas podejmowanie decyzji przez elity polityczne i biurokratyczne. Ale pozbawiło to system polityczny funkcjonujący w Europie ważnej instytucji, którą można określić wentylem bezpieczeństwa w sytuacji kryzysowej. Chodzi o możliwości dokonania zmiany ekipy politycznej i korekty taktyki antykryzysowej w sposób demokratyczny, a nie rewolucyjny. Przy braku tego typu wentyla bezpieczeństwa kryzys uruchomił ruchy antysystemowe, które są wymierzone wprost w integrację europejską. Autor jest politologiem, profesorem ?na Uniwersytecie Warszawskim ?i ekspertem Instytutu Sobieskiego
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL