Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Komentarze

Sprawa prof. Chazana

Szymon Hołownia
Fotorzepa, Sławomir Mielnik Sławomir Mielnik
„Sprawa Chazana" ma wszelkie szanse stać się na polu œwiatopoglšdowym tym, czym w sferze politycznej stała się tragedia smoleńska.
Błyskawicznie uformowano dwa obozy, ktoœ nasyła kontrole, ktoœ straszy ekskomunikš, ktoœ wyzywa od ekstremistów, inny od morderców. Obie strony toczš wojnę o pokój, walka o godnoœć człowieka odbywa się bez poszanowania tejże. Gdyby ktokolwiek z dršcych dziœ szaty po obu stronach barykady chciał mnie słuchać, zaproponowałbym technikę sprawdzonš w przełamywaniu impasu w negocjacjach. Gdy dwie strony sporu robiš tylko hałas, powinny się zatrzymać i ustalić, czy jest cokolwiek, co je łšczy. Jeœli jest – możliwy jest dialog, jeœli nie ma – będzie tylko mordobicie. Tu zaœ, mam wrażenie, wcale nie musi go być. Ci, którzy dziœ stajš w obronie postawy prof. Chazana, to nie bezduszni obsesjonaci, ci, którzy gardłujš przeciw niemu, to nie dyszšcy żšdzš dzieciobójstwa miłoœnicy œmierci. I jednym, i drugim chodzi chyba o dobro człowieka. Prof. Chazan i ci, którzy myœlš jak on, wskazujš, że niezależnie od kondycji ów człowiek ma nienaruszalnš autonomię, nikt nie ma prawa decydować o jego życiu i œmierci, można mu jedynie z szacunkiem ?w jego drodze towarzyszyć. Druga strona reaguje na granicy histerii nie z nienawiœci, lecz (tak przypuszczam) ze współczucia. Patrzšc na niewyobrażalne cierpienie dziecka ?i jego rodziny, w prostym odruchu serca chcieliby im go oszczędzić.
Ja mam w tej sprawie bardzo jasny poglšd. Myœlę o życiu tak jak profesor Chazan. I chętnie usiadłbym do poważnej debaty z ludŸmi przekonanymi, że dla tego ciężko niepełnosprawnego dziecka lepiej byłoby w ogóle się nie urodzić. Tu na pierwszy plan wysuwa się pytanie kluczowe również w sporze o eutanazję: czy cierpienie unieważnia życie? Czy drastyczne obniżenie „jakoœci" egzystencji może być przesłankš jej skasowania? Nam, chrzeœcijanom, zarzuca się egzystencjalny masochizm, dšżenie do cierpienia, które ma nam zapewnić bilety do nieba. To bzdury. Chrzeœcijaństwo nie uczy, jak cierpienia szukać, ale jak przeżyć coœ, co zdaje się nie do przeżycia. Najtrudniejsza próba przychodzi zaœ wtedy, gdy patrzysz na ból bliŸniego, choćby takiego jak wspomniane dziecko. Każdemu na ten widok pękałby i rozum, i dusza. I tu jest sedno obecnego sporu. Odpowiedziš zautomatyzowanej i opętanej wizjš postępu kultury, którš daje zbolałym obserwatorom, jest: natychmiast „coœ zrobić". Chrzeœcijaństwo ma odpowiedŸ innš: trzeba głębiej „z kimœ być". Czy „być" wyklucza „robić"? A skšd! „Robić" nie może jednak usuwać z pola widzenia „być", bo to ono jest pierwsze, fundamentalne, najważniejsze. Cywilizacja, w której na wszystko sš leki, procedury, prawa, nie umie się pogodzić z tym, że nie ma leku na cierpienie i œmierć. O  tym tu tak naprawdę rozmawiamy. Majšc wcišż z tyłu głowy inny wniosek: ja nie mam „zrobić czegoœ" z moim ideowym przeciwnikiem, ja muszę się nauczyć z nim być. Być ?z nieurodzonymi jeszcze dziećmi, których niepełnosprawnoœć wcale nie czyni mniej godnymi życia, i z urodzonymi już dorosłymi o opiniach często różnych od moich. Z każdym, kto tego potrzebuje. Autor jest twórcš portalu Stacja7.pl
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL