Lear, czyli starość nie jest piękna

aktualizacja: 29.04.2014, 07:02
„Król Lear"
„Król Lear"
Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Reżyser Jacques Lassalle, sięgając po Szekspira, tworzy aktualną opowieść ?o rozpadzie rodziny - pisze Jan Bończa-Szabłowski.

Andrzej Seweryn po objęciu dyrekcji Teatru Polskiego konsekwentnie realizuje w nim swe aktorskie marzenia. Po Arnoldzie w „Szkole żon", Milczku w „Zemście" i Prosperze w „Burzy" przyszła kolej na Leara.
Porwać się na „Króla Leara" to ogromne wyzwanie, zważywszy, jak często taka premiera okazywała się klęską i jak wielu znakomitych aktorów i reżyserów połamało sobie zęby na tej tragedii. Szekspirowska opowieść o starzejącym się władcy, który pod koniec życia postanawia abdykować, rozdzielając królestwo między trzy córki, to szyderczy moralitet o doli ludzkiej.
Oglądając inscenizację Jacques'a Lassalle'a, miałem wrażenie, że korzysta z wielu uwag Jana Kotta. Już opis samego głównego bohatera granego przez Andrzeja Seweryna odpowiada słowom wybitnego szekspirologa: „Tradycyjny Król Lear ma długą siwą brodę. Wiatr teatralny w nią dmie i deszcz teatralny w nią siecze". Największą słabością inscenizacji jest jej niebywała rozwlekłość. Atutem – obecność Seweryna. To dzięki niemu nie jesteśmy świadkami jedynie powiastki o popędliwym władcy, który gorzko zapłacił za własną nieroztropność i przekonał się, że jego dwór jest straszny.
Seweryn wraz z Lassalle'em stworzyli poruszającą opowieść o upadku rodziny. O zachwianych relacjach rodziców i dzieci. Gdy dziś czyta się w Polsce o wysyłaniu starych rodziców do domów opieki, przetrzymywaniu ich w szpitalach, zwłaszcza na czas świąt, by nie psuli nastroju znajomym i gościom, ta interpretacja wydaje się szczególnie bliska.
Dawno nie widziałem Andrzeja Seweryna tak mocno zaangażowanego w graną postać. Miałem wrażenie, że jestem świadkiem niezwykłej transformacji Makbeta w Hioba. Na początku Lear Seweryna przypomina dumnego władcę, który uwierzył, że pozbywając się korony, nie może przestać być królem, tak jak słońce nie może przestać świecić. Lassalle, opowiadając o desakralizacji majestatu, nawiązał do chrześcijańskiej  interpretacji Szekspira, w której zarówno Lear, jak i Gloster (ciekawa rola Jerzego Schejbala) przez cierpienie dochodzą do prawdy, bo cierpienie ich moralnie oczyszcza.
Obserwujemy, jak szanowani i czczeni dostojnicy, pozbawieni zaszczytów i honorów, zamieniają się w grupę żebraków błądzących po bezdrożach wśród wichury i deszczu (ciekawa animacja filmowa Mikołaja Molendy). Każdy jest już tylko cieniem samego siebie. A może... tylko człowiekiem.
Marta Kurzak i Anna Cieślak (Goneryla i Regana) są jak dzikie bestie walczące o majątek ojca i pożerające się nawzajem. A związek Regany z księciem Kornwalii (Marcin Kwaśny) jest typowym toksycznym związkiem. Ten spektakl z interesującą rolą błazna (Jarosław Gajewski) i Kordelii (Lidia Sadowa) to kolejny sukces Doroty Kołodyńskiej, która stworzyła funkcjonalną i ascetyczną scenografię sugerującą ponadczasowość opowieści.  Szkoda tylko, że tak długiej i miejscami bardzo monotonnej.
Jan Bończa-Szabłowski
KOMENTARZ DNIA
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE