Teatr

Lear, czyli starość nie jest piękna

„Król Lear"
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Reżyser Jacques Lassalle, sięgając po Szekspira, tworzy aktualną opowieść ?o rozpadzie rodziny - pisze Jan Bończa-Szabłowski.
Andrzej Seweryn po objęciu dyrekcji Teatru Polskiego konsekwentnie realizuje w nim swe aktorskie marzenia. Po Arnoldzie w „Szkole żon", Milczku w „Zemście" i Prosperze w „Burzy" przyszła kolej na Leara.
Porwać się na „Króla Leara" to ogromne wyzwanie, zważywszy, jak często taka premiera okazywała się klęską i jak wielu znakomitych aktorów i reżyserów połamało sobie zęby na tej tragedii. Szekspirowska opowieść o starzejącym się władcy, który pod koniec życia postanawia abdykować, rozdzielając królestwo między trzy córki, to szyderczy moralitet o doli ludzkiej. Oglądając inscenizację Jacques'a Lassalle'a, miałem wrażenie, że korzysta z wielu uwag Jana Kotta. Już opis samego głównego bohatera granego przez Andrzeja Seweryna odpowiada słowom wybitnego szekspirologa: „Tradycyjny Król Lear ma długą siwą brodę. Wiatr teatralny w nią dmie i deszcz teatralny w nią siecze". Największą słabością inscenizacji jest jej niebywała rozwlekłość. Atutem – obecność Seweryna. To dzięki niemu nie jesteśmy świadkami jedynie powiastki o popędliwym władcy, który gorzko zapłacił za własną nieroztropność i przekonał się, że jego dwór jest straszny.
Seweryn wraz z Lassalle'em stworzyli poruszającą opowieść o upadku rodziny. O zachwianych relacjach rodziców i dzieci. Gdy dziś czyta się w Polsce o wysyłaniu starych rodziców do domów opieki, przetrzymywaniu ich w szpitalach, zwłaszcza na czas świąt, by nie psuli nastroju znajomym i gościom, ta interpretacja wydaje się szczególnie bliska. Dawno nie widziałem Andrzeja Seweryna tak mocno zaangażowanego w graną postać. Miałem wrażenie, że jestem świadkiem niezwykłej transformacji Makbeta w Hioba. Na początku Lear Seweryna przypomina dumnego władcę, który uwierzył, że pozbywając się korony, nie może przestać być królem, tak jak słońce nie może przestać świecić. Lassalle, opowiadając o desakralizacji majestatu, nawiązał do chrześcijańskiej  interpretacji Szekspira, w której zarówno Lear, jak i Gloster (ciekawa rola Jerzego Schejbala) przez cierpienie dochodzą do prawdy, bo cierpienie ich moralnie oczyszcza. Obserwujemy, jak szanowani i czczeni dostojnicy, pozbawieni zaszczytów i honorów, zamieniają się w grupę żebraków błądzących po bezdrożach wśród wichury i deszczu (ciekawa animacja filmowa Mikołaja Molendy). Każdy jest już tylko cieniem samego siebie. A może... tylko człowiekiem. Marta Kurzak i Anna Cieślak (Goneryla i Regana) są jak dzikie bestie walczące o majątek ojca i pożerające się nawzajem. A związek Regany z księciem Kornwalii (Marcin Kwaśny) jest typowym toksycznym związkiem. Ten spektakl z interesującą rolą błazna (Jarosław Gajewski) i Kordelii (Lidia Sadowa) to kolejny sukces Doroty Kołodyńskiej, która stworzyła funkcjonalną i ascetyczną scenografię sugerującą ponadczasowość opowieści.  Szkoda tylko, że tak długiej i miejscami bardzo monotonnej. Jan Bończa-Szabłowski
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL