Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Bestialstwo i przebaczenie

Łukasz Warzecha
Fotorzepa, dp Dominik Pisarek
W tle dramatycznej walki Ukrainy o wyrwanie się z moskiewskiej strefy wpływów i zachowanie terytorialnej integralnoœci trwa tu, w Polsce, inna walka, budzšca nie mniejsze emocje, choć rozgrywajšca się nieco na marginesie.
Kilka tygodni temu, jeszcze przed obaleniem Wiktora Janukowycza, spotkanie Klubu Ronina poœwięcono najnowszej ksišżce ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego „Personalnik subiektywny". To rodzaj alfabetu, w którym znany krakowski kapłan opisuje osoby, z którymi zetknšł się w swoim bogatym w wydarzenia życiu. Nic kontrowersyjnego. Miałem przyjemnoœć prowadzić to spotkanie. Wiedziałem, że dyskusja będzie stonowana, póki nie pojawi się temat ukraiński. Miałem rację. Temat nieuchronnie wypłynšł, wywołany przez kogoœ z publicznoœci. W cišgu kilkunastu minut wczeœniej nieco ospała debata zmieniła się w goršcy, skrajnie emocjonalny spór. Częœć widowni obstawała przy stanowisku, że racje strategiczne każš chwilowo odłożyć na bok kwestię ludobójstwa na Kresach i obecnoœci ukraińskich nacjonalistów wœród aktywistów na Majdanie. Częœć wzięła stronę ks. Isakowicza-Zaleskiego, który stanowczo i ostro deprecjonował nie tylko nacjonalistyczne organizacje, ale cały ruch ukraińskiego protestu, za punkt wyjœcia przyjšwszy fatalne dziedzictwo OUN-UPA.
Niedługo póŸniej konflikt wokół podejœcia Ukraińców do własnej przeszłoœci stał się powodem zerwania przez duszpasterza Ormian współpracy z „Gazetš Polskš Codziennie", a następnie „Gazetš Polskš". Dla obu stron różnica zdań w sprawie wydarzeń na Ukrainie okazała się nie do pokonania. Na poziomie osobistego spojrzenia trudno się dziwić ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu. Chyba każdemu, w czyj życiorys kresowe ludobójstwo zostało w jakiœ sposób wplecione, niełatwo spojrzeć na dzisiejsze relacje polsko-ukraińskie całkowicie na zimno, przez geopolitycznš lunetę. A nawet jeżeli tragedia z lat 40. nie dotknęła nikogo z naszych bliskich, będziemy mieli problem, aby spojrzeć na niš z dystansu, natknšwszy się na relacje œwiadków. Już suche opisy metod uœmiercania Polaków, jakie w czasie kresowej masakry stosowali członkowie UPA, często zwykli Ukraińcy, a bywało, że sšsiedzi lub nawet krewni mordowanych, sš jak wzięte z horroru. Nie sposób sobie wyobrazić, jak zwyczajni ludzie mogli być do tego zdolni. Gdy te fakty zostajš ujęte w literackš formę, jak uczynił to Stanisław Srokowski w „Strachu", przygniatajš. To gorsze niż horror – bo autentyczne, bo przydarzyło się prawdziwym ludziom, a niektórzy sprawcy być może nadal żyjš. Srokowski jest kresowym survivorem – by sięgnšć po termin używany zwykle dla opisu Żydów ocalałych z Holokaustu. Gdy w latach 40. Ukraińcy wyrzynali w pień polskie wsie, miał siedem, osiem lat i mieszkał w Hnilczach w dawnym województwie tarnopolskim. Bestialstwa działy się niedaleko, relacjonowali je cudem ocaleni, czego œwiadkiem bywał mały Staœ. Większoœć opowiadań umieszczonych w „Strachu" ma takš właœnie formę: opowieœci snutej przez œwiadków, którzy odwiedzajš dom bohatera. W trakcie tych spotkań wielokrotnie przewija się pytanie, stawiane przez dorosłych: czy warto o tych bestialstwach mówić? I zawsze pada ta sama odpowiedŸ: warto, a nawet trzeba, żeby pamięć nie zginęła. Nie może zginšć. Tę misję przypominania Srokowski (autor wielu powieœci o innej tematyce, a także poeta i publicysta) konsekwentnie podejmuje. Jego wczeœniejsza ksišżka „Nienawiœć" była pierwszym hołdem złożonym ofiarom kresowego ludobójstwa. Jest jedno pytanie, które musi dręczyć każdego, kto zna temat ludobójstwa na Wołyniu: jak to było możliwe? Jak można było w krótkim czasie wzbudzić w ludziach tak nieogarnialnš nienawiœć, żeby dała impuls do skrajnego barbarzyństwa? Jakšœ częœć odpowiedzi w historiach ze „Strachu" odnajdziemy. Może w opowieœci o ukraińskim chłopie Bšku, który zabił własnego syna, nim ten zdołał zabić swojš matkę – Polkę. Może w opowiadaniu o Ukraińcach z rodzinnej wsi bohatera, którzy nie chcieli Polaków mordować i zapłacili za to wysokš cenę. Jak się zatem zachować dzisiaj, gdy Ukraińcy walczš o swojš tożsamoœć i państwowoœć? Srokowski nie daje nam odpowiedzi wprost. Ksišżkę kończy „Wyznanie rezuna" – bodaj najbardziej osobista relacja ze spotkania po latach z jednym z morderców. „Znowu długo mi się przypatrywał, a potem cicho, zdławionym głosem, wydusił: – Poda mi pan teraz rękę, pan Srokowski? A ja zobaczyłem, jak ciotka Elza patrzy na mnie z głębi czasu. Jej duże, smutne oczy przyglšdały mi się w milczeniu. Wielka goršca fala powietrza uderzyła w mojš głowę. Odwróciłem się i bez słowa odszedłem. Odchodziłem powoli i jakby niepewnie. Czułem, jak on wcišż stoi i nie spuszcza ze mnie wzroku. Lekko zgarbiony, z wykrzywionš twarzš. A ja się od niego oddalałem". Tę decyzję bohatera „Strachu" musimy uszanować. Ale dziœ, jako państwo, jako Polacy, wcišż domagajšc się prawdy, nie powinniœmy się jednak odwracać. Zwłaszcza że to właœnie Majdan dał szansę Ukrainie na wyzwolenie się ze szkodliwego mitu tożsamoœciowego, opartego na postaci Bandery i wpatrzonych w niego zwyrodniałych morderców. Oby zastšpił go mit Majdanu i jego bohaterów.
ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL