Plus Minus

Wakacje na Krymie, czyli panświnizm

Filip ?Memches
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Kiedy jakiś czas temu w moje ręce trafiła płyta duetu Brzóska de Paulus „Wakacje na Westerplatte" (Oficyna Biedota, 2013), nie przypuszczałem, że Rosja zajmie Krym.
Owszem, sytuacja na Ukrainie była dość dynamiczna, ale trudno było się spodziewać aż tak daleko idących zmian. O scenariuszach podziału państwa ukraińskiego można było usłyszeć i przeczytać chociażby w połowie ubiegłej dekady, w związku z pomarańczową rewolucją. I żaden z nich się wtedy nie ziścił. Teraz historia nabiera tempa. W tych okolicznościach zmienia się odbiór „Wakacji na Westerplatte".
Za nazwą Brzóska de Paulus kryją się Dariusz Brzóska Brzóskiewicz (autor kultowych, publikowanych niegdyś na łamach periodyku „bruLion", haiku) oraz Paweł Paulus Mazur – artyści związani pod koniec lat 80. ze skandalizującą grupą performerską Totart i od ponad 20 lat podejmujący wspólnie przedsięwzięcia muzyczne. Na ich najnowszy krążek składają się purnonsensowe teksty Brzóski melorecytowane do chillwave'owych, transowych kompozycji Paulusa. Niemal całość albumu pozwala zapomnieć o tym, że dramat ludzkich dziejów wciąż trwa i daje boleśnie znać o sobie. Tanecznym klimatom towarzyszy aura letniego wypoczynku spędzanego beztrosko nad Bałtykiem. Wyjątkiem jest budzący z posthistorycznego snu kawałek „Westerplatte", w którym padają między innymi słowa: „Bomba na Zachód / Bomba na Wschód / Kiedy do Raju / Wkrada się wróg". Zbudowany na niepokojących dysonansach dźwiękowych utwór miał swoją premierę 1 września 2009 roku w Sopocie. Przypadła ona zatem na pamiętne obchody 70. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. Ich główna część odbyła się na słynnym gdańskim półwyspie.
Obchody te przypomniały – a przynajmniej mogły przypomnieć – Polakom XXI wieku o tym, że  wbrew optymistycznej narracji, rozpowszechnianej po upadku muru berlińskiego, polityka wciąż pozostaje dziedziną brutalnej konfrontacji sprzecznych interesów. To właśnie na Westerplatte Władimir Putin – wówczas jako premier Rosji – zademonstrował swoją postawę wobec świata, której owoce widzimy dzisiaj. Można ją porównać do idei panświnizmu, mistrzowsko dopracowanej w swoim czasie pod względem propagandowym przez Jerzego Urbana. Tak więc już wiadomo, że jeśli chodzi o rok 1939, to wszystkie narody są umoczone, wszystkie państwa paktowały z Hitlerem, cała Europa odpowiada za wybuch wojny. Teraz ten argument powtarzany jest przy okazji sprawy Krymu. Skoro Zachód poparł w roku 2008 secesję Kosowa – a nawet aktywnie się do niej przyczynił – to Rosja może sobie pozwalać na takie same ruchy. Ale tak nie jest. Wystarczy popatrzeć na polskie podwórko. Owszem, Donald Tusk i Radosław Sikorski – troszczący się o swoje notowania na zachodnich salonach – z gorliwością prymusów doprowadzili do tego, że Polska dość szybko uznała akt kosowskiej niepodległości. Tymczasem Lech Kaczyński był temu przeciwny. Być może przewidywał, że będziemy mieli do czynienia z precedensem, który uruchomi proces rewizji granic na obszarze byłego ZSRR. Dziś to jednak jest już bez znaczenia. Z Putinem pojedynek na argumenty wydaje się bezskuteczny. Zdaje sobie chyba z tego poniekąd sprawę Maciej Maleńczuk, który nagrał po rosyjsku kawałek „Vladimir" (na marginesie, w warstwie muzycznej to gniot, ale może nie była ona w tym przypadku dla jego twórcy istotna). Zwraca się w nim do rosyjskiego prezydenta między innymi tak: „Ja s toboj, ja toboj ni ch...ja / Ty so mnoj, ty so mnoj ni ch...ja / Ja s toboj, ty so mnoj ni ch...ja / Na wsiegda, na wsiegda ni ch...ja". Może w ten właśnie sposób należy rozmawiać z politykiem postrzegającym stosunki międzynarodowe w kategoriach porachunków między tak zwanymi błatnymi w szemranych dzielnicach Petersburga. Rzecz jasna, gniew Maleńczuka jest pozbawiony jakiejkolwiek mocy sprawczej. Zwłaszcza że i on w gruncie rzeczy zachowuje się jak niejeden leming uderzony obuchem w łeb doniesieniami z Ukrainy. Jeszcze w roku 2010 koncertował specjalnie dla Dmitrija Miedwiediewa – ówczesnego prezydenta Rosji –  podczas jego wizyty w Polsce i wyrażał pretensje do Jarosława Kaczyńskiego, że ten psuje polsko-rosyjskie dobrosąsiedztwo. Może więc byłby bardziej wiarygodny jako twórca ballad o miłości. I o wakacjach na Krymie. Jest jeszcze do zagospodarowania znakomity materiał tekstowy w postaci „Sonetów krymskich". Ktoś może oczywiście powiedzieć, że nie abstrahowały one od rzeczywistości historycznej i stanowiły głos wygnańca ze swojej ojczyzny. Ale przecież to było w XIX stuleciu, więc dawno temu. Wtedy przeciw Rosji wybuchały na ziemiach polskich powstania. A w dzisiejszych czasach Krym zdobyła ona bez jednego wystrzału. Podrzucam zatem Maleńczukowi pomysł, poezja Mickiewicza w jego interpretacji to byłby hit. Na razie wracam jednak do „Wakacji na Westerplatte". I przypominam sobie swoje wakacje na Krymie w sierpniu roku 2001, kiedy nic nie wskazywało na to, co się stanie prawie 13 lat później. Nawet jeśli sprzedawcy na hrywnę mówili rubel.
Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL