Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Œwiat

Kampania pod dyktando Fideszu

„Nie zasługujš na więcej szans” – billboardy Fideszu ukazujš przywódców opozycji jako przestępców i pajaców
AFP
Węgierskie wybory odbędš się po raz pierwszy zgodnie z całkowicie zmienionš ordynacjš.
Na Węgrzech trwa już kampania przed zapowiedzianymi na 6 kwietnia wyborami parlamentarnymi. Wbrew oczekiwaniom toczy się ona doœć ospale, pod dyktando rzšdzšcego Fideszu. Po raz pierwszy wybory odbędš się według zmodyfikowanej w 2011 r. ordynacji. Najważniejszš zmianš jest zmniejszenie przyszłego parlamentu do 200 miejsc i likwidacja drugiej tury wyborów. Około połowy posłów wybranych zostanie z list krajowych, reszta walczyć będzie o ławy poselskie w okręgach jednomandatowych. Udział w wyborach będš mogły brać także osoby bez stałego adresu zamieszkania na Węgrzech, czyli w praktyce przedstawiciele mniejszoœci węgierskiej w krajach oœciennych, którzy posiadajš podwójne obywatelstwo. Opozycja krytykuje zmiany, które jej zdaniem faworyzujš partię rzšdzšcš, np. zmieniajšc granice okręgów wyborczych. Nie jest to jednak do końca prawda, bowiem szanse ugrupowań zasadniczo się nie zmieniš, poza lekkš faworyzacjš największych ugrupowań. Do reform przymierzały się zresztš już od dawna kolejne ekipy rzšdzšce.
Obowišzujšca od 1989 r. poprzednia ordynacja należała do najbardziej zawiłych w Europie, a liczebnoœć 386-miejscowego parlamentu nie ma uzasadnienia w 10-milionowym państwie. Kilka razy podejmowano nieudane próby reform tego systemu, a na jego niedoskonałoœci zwracały uwagę instytucje europejskie jeszcze w latach 90. Jednš z konsekwencji  zmian jest ułatwienie startu nowym ugrupowaniom. – Warunkiem utworzenia listy krajowej jest zebranie 500 podpisów przez minimum 27 kandydatów indywidualnych z co najmniej dziewięciu komitatów (województw) i Budapesztu – tłumaczy „Rz" Dániel Listár z Narodowego Biura Wyborczego. – Z kolei przedstawiciele mniejszoœci narodowych (także polskiej) w razie nieuzyskania mandatu otrzymajš miejsce „rzecznika", który będzie miał uprawnienia posła, ale bez prawa głosu. W rezultacie poluzowania wymogów (np. zgody na poparcie więcej niż jednej listy przez wyborcę) nastšpił wysyp list wyborczych. Zgłosiło się 31 organizacji, ale ostatecznie wymogi spełniło 18. Sš wœród nich egzotyczne partie: Porzšdek, Wolnoœć, Dobrobyt, Ojczyzna Nie Jest na Sprzedaż, Partia Niezadowolonych czy Partia Nowego Wymiaru. Politolodzy domyœlajš się, że ich założycielom chodzi o chwilę popularnoœci w czasie kampanii, ale także o wsparcie z kasy państwa. Rzeczywiste szanse na uzyskanie mandatów w nowym parlamencie majš zaledwie cztery ugrupowania: rzšdzšcy Fidesz, blok socjalistów i liberałów, populistyczno-ksenofobiczny Jobbik i ekologiczno-liberalna LMP. Wygrana Fideszu, który prowadzi w rankingach popularnoœci nieprzerwanie od 91 miesięcy, jest prawie pewna, bowiem według prognoz Fidesz może liczyć nawet na 45–51 proc. głosów. Na reklamujšcy się jako „siła zmiany władzy" blok lewicowo-liberalny chce głosować 25–30 proc. wyborców. Największš zagadkš pozostaje poparcie dla Jobbiku, któremu sondaże wróżš 12–16 proc. głosów, jednak tradycyjnie zwolennicy skrajnej prawicy raczej nie afiszujš się z poglšdami, co może objawiać się niedoszacowaniem poparcia. Do parlamentu może jeszcze wejœć partia LMP balansujšca na granicy progu wyborczego. Słaboœć opozycji widoczna jest gołym okiem. Socjaliœci nie mieli pomysłu na kampanię i nie potrafili znaleŸć żadnego chwytliwego hasła poza wyliczaniem grzechów władzy. Poza tym zaszkodziły im trwajšce pół roku uzgodnienia koalicyjne, które ujawniły tarcia między przywódcami.Dla wyborców œrodka niezrozumiałe okazało się przyjęcie do ich grona skompromitowanego premiera Gyurcsánya i umieszczenie na listach wyborczych wielu ludzi z ekipy odpowiedzialnej za kryzys  z lat 2006–2010. Wreszcie szerokim echem odbił się skandal Gábora Simona, byłego wiceprzewodniczšcego Partii Socjalistycznej, który za zagranicznych kontach ukrywał znaczne sumy pieniędzy i brał udział w niejasnych operacjach finansowych. Fideszowi z kolei zarzuca się zawłaszczenie kampanii medialnej. – Większoœć plakatów widocznych w Budapeszcie wystawił Fidesz. Materiałów opozycji jest mało, sš też gorzej widoczne – mówi Zsigmond Rácz, menedżer z Budapesztu. Opozycja oskarża władze o wykorzystywanie powišzań np. z firmami reklamowymi należšcymi do popierajšcego Fidesz przedsiębiorcy Lajosa Simicski, które niechętnie udostępniajš atrakcyjne lokalizacje opozycji. Fidesz omija też ograniczenia dotyczšce spotów wyborczych w telewizjach komercyjnych. Pojawiajš się w nich „ogłoszenia polityczne" chwalšce osišgnięcia rzšdu i wykorzystujšce symbolikę Fideszu, które zdaniem urzędników „nie majš zwišzku z kampaniš wyborczš".
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL