Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Trybunał Konstytucyjny w Europie

Dziœ nie mamy jeszcze jednoznacznej odpowiedzi, jakim głosem chce przemawiać na zewnštrz polski Trybunał. Wydaje się, że powinien mšdrze włšczyć się w dialog między sšdami – zauważa prawnik Tomasz Tadeusz Koncewic.
Wystšpienie 14 stycznia 2014 r. przez niemiecki Trybunał Konstytucyjny (przez wielu uznawany za najbardziej wpływowy europejski sšd konstytucyjny) po raz pierwszy z pytaniami do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwoœci (ETS) jest historycznym aktem dobrej woli tego sšdu wobec „europejskiego sšsiada" w orzekaniu. Potwierdza nowš rzeczywistoœć, w której żaden z sšdów nie posiada już monopolu na mšdroœć. Przekazujšc pytania i wyrażajšc wštpliwoœci w przedmiocie jednego z aktów prawnych składajšcych się na europejski pakiet antykryzysowy, NTK odsunšł w końcu na bok swoje sšdowe ego i podkreœlił, że nie jest tylko zainteresowany trzymaniem UE w szachu swoimi wygłaszanymi przy okazji kolejnych ratyfikacji traktatów „wykładami" na temat suwerennoœci, nieprzekazywalnych kompetencji czy tożsamoœci konstytucyjnej oraz groŸbami unieważnienia aktu unijnego, ale jest także gotów na konstruktywny dialog. Ten gest jest ważny także dla polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

Sšdy stojš ?przed wyzwaniem

Polski TK, jak każdy sšd konstytucyjny, korzysta ze szczególnego umocowania do przemawiania w imieniu swojego systemu prawnego. To jednak nie tylko przywilej, ale także odpowiedzialnoœć, zwłaszcza dzisiaj, gdy TK znajduje się w szczególnej sytuacji. Z jednej strony domaga się uwagi i walczy o zachowanie swojej relewantnoœci. Postępujšcy proces integracji europejskiej podważa bowiem dominujšcy dotšd paradygmat, że to konstytucja zajmuje najwyższe miejsce w hierarchii Ÿródeł prawa i jest Ÿródłem wszelkiej władzy publicznej, a w to miejsce proponuje nowy punkt odniesienia dla lojalnoœci – traktat, z własnš hierarchiš, wartoœciami, celami i instytucjami, który roœci sobie prawo do pierwszeństwa.
Bezwarunkowe uznanie przez sšdy konstytucyjne tego stanowiska oznaczałoby w rzeczywistoœci podważenie sensu swojego dalszego istnienia. W konsekwencji sšdy te nie majš innego wyjœcia, jak eksponować swojš rolę i konstytucję jako przeciwwagę dla prawa europejskiego i ETS. Z drugiej jednak strony sšdy te stojš dzisiaj przed wyzwaniem nowego myœlenia o prawie, które na pierwszym miejscu stawia „dobry argument" i komunikację, a nie jak dotšd dominujšce i wygodne odwołanie do „argumentu z hierarchii". Walka wyłšcznie o status i integralnoœć konstytucji przestaje być jedynš cechš wyróżniajšcš sšd konstytucyjny. Sšd konstytucyjny, który mówi defensywnie, chronišc konstytucję, podkreœlajšc jej nadrzędnoœć i swojš szczególnš rolę wobec tego dokumentu, jest dobrym sšdem konstytucyjnym w sensie tradycyjnym. Uznanie przez TK, że akt unijny jest niezgodny z polskš konstytucjš, jest opcjš nuklearnš Dzisiaj jednak od sšdu wymagamy znacznie więcej. Pamiętajšc o „swojej" konstytucji, sšd musi umieć mšdrze włšczyć się w dialog pomiędzy sšdami. Aby jego sygnał nie był tylko wyrazem lokalnego „patriotyzmu konstytucyjnego", TK musi formułować swój przekaz i odbierać przekaz innych sšdów, nie tylko mówić w jednš stronę (od siebie), ale także słuchać, co się doń mówi.

Czy możliwy ?kompromis

Jak jednak pogodzić absolutne stanowisko ETS (tylko on korzysta z kompetencji do orzekania o ważnoœci aktów prawa europejskiego) z ambicjami sšdów konstytucyjnych i ich wizjš zdominowanš przez krajowš konstytucję? Układanie wzajemnych relacji pomiędzy sšdami w duchu lojalnej współpracy musi uwzględniać sytuacje wyjštkowe, w których ochrona praw podmiotowych czy gwarantowanie podziału kompetencji pomiędzy poziomem krajowym i unijnym, będš wymagały interwencji korygujšcej z zewnštrz. Możemy w tym wypadku mówić o „uœpionej jurysdykcji awaryjnej" sšdów konstytucyjnych. Jej istnienie potwierdza cechę dzisiejszych relacji wzajemnych pomiędzy systemami prawnymi odchodzšcymi od prawd absolutnych według rozumowania „system prawny X ma zawsze pierwszeństwo przed systemem prawnym Y" czy „sšd X nigdy nie ma jurysdykcji, ponieważ z jurysdykcji korzysta sšd Y". „Jurysdykcja awaryjna" jest wielkim wyzwaniem dla poczucia odpowiedzialnoœci sšdu konstytucyjnego i musi pozostać wyjštkowa. Powinna uzupełniać, a nie dominować, jurysdykcję sšdów unijnych. Regułš musi być właœciwoœć ETS i założenie, że system unijny gwarantuje satysfakcjonujšcy poziom ochrony, a tak długo, jak to ma miejsce, sšdy konstytucyjne akceptujš, majšc na uwadze specyfikę prawa europejskiego, że nie korzystajš z jurysdykcji kontrolnej w tym zakresie. Dopiero wykazanie szczególnych okolicznoœci (oczywiste przekroczenie granic kompetencji, zasadnicze obniżenie konstytucyjnego poziomu ochrony czy nieusuwalna sprzecznoœć) w konkretnym przypadku mogš tę jurysdykcję aktywować. Stwierdzenie nieważnoœci aktu unijnego przez sšd konstytucyjny nie może następować z zaskoczenia,  powinno być poprzedzone umożliwieniem ETS wypowiedzenia się w drodze orzeczenia wstępnego. Tradycyjny „defensywny konstytucjonalizm", który broni kluczowych zasad prawa europejskiego (ETS) i krajowego (TK), jest potrzebny, ale obecnie już nie wystarcza. Problemy bowiem w relacjach „ETS – TK" będš narastać, gdy konstytucjonalizmu defensywnego po obydwu stronach będziemy mieli za dużo. Promowanie swojego punktu widzenia nie może następować wyłšcznie za pomocš groŸby odmowy zastosowania prawa europejskiego, czy forsowania pierwszeństwa „swojego" prawa. Konflikt wokół praw fundamentalnych i kompetencji jest nierozwišzywalny, jeżeli obydwie strony stawiajš swój punkt widzenia w sposób bezkompromisowy i pryncypialny. Obydwa systemy majš szansę przetrwać tylko, uda im się uniknšć bezpoœredniej konfrontacji i żaden z sšdów nie będzie wymuszał na drugim za wszelkš cenę swojego punktu widzenia. Odpowiedziš musi być „konstytucjonalizm ofensywny", który wyrasta nie z braku zaufania i obaw, ale przede wszystkim z wiary, że więcej nas łšczy niż dzieli, że współpracujšc i spierajšc się, mamy zawsze więcej do zyskania niż do stracenia. Od europejskiego i polskiego Trybunału powinniœmy oczekiwać konstytucyjnej wyobraŸni Tak jak ETS dla swojego przetrwania musi rozumieć logikę sšdu konstytucyjnego zawsze orzekajšcego w potężnym cieniu konstytucji krajowej, podobnie TK musi dostrzec specyfikę prawa ponadnarodowego i logikę sšdu stojšcego na straży jego integralnoœci. W tym dialogu każdy z jego uczestników ma swoje racje i prawo do ich przedstawienia oraz w końcu równe prawo do zwycięstwa. Kompromis jest więc z pewnoœciš trudny, ale na pewno nie niemożliwy.

Pytać czy nie pytać

Uznanie przez TK, że akt unijny jest niezgodny z polskš konstytucjš, jest więc „opcjš nuklearnš". Zanim to nastšpi, TK powinien dać okazję wypowiedzenia się ETS w drodze orzeczenia wstępnego. Działanie wyprzedzajšce przez zadanie pytań pozwoliłoby ETS poznać wštpliwoœci konstytucyjne TK i dać mu szansę wyeliminowania kwestionowanego aktu prawnego z obrotu europejskiego z mocš dla wszystkich. Czy jednak przekazanie przez TK pytań do ETS nie byłoby, jak chcš niektórzy, wyrazem abdykacji i poddania się prawu europejskiemu? Takie stawianie sprawy jest dobre wyłšcznie dla tych, którzy o Europie chcš mówić z perspektywy lęków, kompleksów i zagrożeń. Zadanie pytania przez sšd konstytucyjny byłoby, wprost przeciwnie, dowodem zrozumienia przez sšd nowej jakoœci prawa i swojej w nim roli. Dzisiaj sšdy konstytucyjne występujš jako ambasadorzy „swoich" konstytucji. Muszš prezentować swój punkt widzenia i rzeczywiste wštpliwoœci konstytucyjne w sposób pozytywny (mówić, a nie milczeć) i ofensywny (poprzez argumenty przekonywać do swojego zdania, a nie tylko bronić konstytucji przed œwiatem zewnętrznym). W œwiecie znaczonym coraz większš interakcjš i współzależnoœciš tylko taka postawa daje szansę na wysłuchanie i zachowanie wpływu na proces współkonstruowania europejskiej konstytucji. Zrozumiały to sšdy konstytucyjne Włoch, Austrii, Belgii, Litwy. Do tego coraz liczniejszego grona dołšczył teraz NTK.

Wybór strategii

W procesie integracji europejskiej TK występuje, na równi z ETS, jako polityczny gracz. Ważne, jest nie tylko, co i jak mówi, ale także co faktycznie robi. Kalkuluje, wartoœciuje, dokonuje wyborów, przemawia do różnych audytoriów, zarówno eurosceptyków, jak i euroentuzjastów i próbuje oferować coœ każdej z grup. Chcšc być dobrym sšdem konstytucyjnym, musi być nastawiony na interakcję, zmianę i absorbować je. Musi być sšdem, który sam siebie potrafi poprawić, uznać potrzebę nowego otwarcia czy powstrzymać się w duchu wstrzemięŸliwoœci. Jest sšdem pragmatycznym, który dostrzega, że państwo nie jest już demokratycznš autarkiš. Konstytucyjna tolerancja łšczy integrację z poszanowaniem odrębnoœci krajowych i przypomina niekończšcš się podróż. Rezultat nie jest z góry ustalony, ale podlega negocjowaniu i spieraniu się, w trakcie których każdy z sšdów gotów jest ustšpić. Od TK, jak i od ETS powinniœmy dzisiaj oczekiwać nie tylko poprawnej i przewidywalnej interpretacji w obrębie swoich systemów prawnych i ich logiki, ale przede wszystkim „konstytucyjnej wyobraŸni". Nie dotyczy ona tylko rozstrzygania spraw „tu i teraz", ale jest także umiejętnoœciš antycypowania „kroku kolejnego", budowania strategii na przyszłoœć i dopasowywania siebie do szerszej wspólnoty. O „wyobraŸni konstytucyjnej" nigdy nie przesšdza jedno orzeczenie, ale ich łańcuch. Przed TK więc niełatwy kompromis pomiędzy lokalnym trwaniem przy „swojej konstytucji" („nie pytać") z jednej strony a ponadnarodowym otwarciem się z drugiej („pytać"). Dzisiaj nie mamy jeszcze jednoznacznej odpowiedzi, jakim głosem polski TK chce przemawiać na zewnštrz. Obrona tylko polskiej konstytucji może być znakiem braku woli dialogu, podczas gdy „dobra krytyka" i kwestionowanie prawa europejskiego w drodze dialogu odchodzšcego wyłšcznie od perspektywy konstytucyjnej, ma szansę wywierać rzeczywisty wpływ na to, „co robi Luksemburg". Dzisiaj musimy uważnie wsłuchiwać się w to, co TK, skonfrontowany z wyzwaniem uruchomienia w rzeczywistoœci swojej jurysdykcji awaryjnej, będzie robił, jak będzie grał i czy podejmie konstytucyjny dialog na poziomie Europy vis-à-vis ETS, a nie tylko „swojej konstytucji" i krajowego audytorium. Trybunał Konstytucyjny powinien być zatem jak gracz, który musi nauczyć się roli zarówno słuchacza, jak i rozmówcy oraz rozumieć, kiedy jest czas słuchania, a kiedy mówienia. Dla TK stawka tego nowego „wyobrażenia siebie" jest nie do przecenienia. Jest niš udział w grze na głównym boisku albo marginalizacja na poboczu.

CV

Autor jest adwokatem, profesorem prawa, kierownikiem Katedry Prawa Europejskiego i Komparatystyki Prawniczej Uniwersytetu Gdańskiego.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL