Jestem odporny na sondaże

aktualizacja: 25.01.2014, 12:00
Adam Bielan
Adam Bielan
Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński

Jarosław Gowin przedłożył wierność swoim poglądom ponad lukratywne stanowisko rządowe. A Joanna Kluzik-Rostkowska wyzbyła się poglądów, ?po to, żeby zdobyć stanowisko ministerialne – mówi Elizie Olczyk Adam Bielan, europoseł Polski Razem Jarosława Gowina.

Rz: Od kiedy jest pan liberałem?
Adam Bielan: Nie jestem ?liberałem.
A trafił pan do partii liberalnej.
Zdecydowałem o przystąpieniu do partii konserwatywnej, opowiadającej się za gospodarką wolnorynkową. Takie poglądy są mi bliskie od wielu lat.
W czasach, gdy był pan w partii Jarosława Kaczyńskiego, lansował pan podział na Polskę solidarną, czyli PiS i Polskę liberalną, czyli PO.
PiS powinien ripostować na żenującą zagrywkę, jaką jest pomysł komisji śledczej badającej proces likwidacji WSI
Byłem również autorem pomysłu zaproszenia do rządu pani profesor Zyty Gilowskiej, która skutecznie realizowała wolnorynkowy program gospodarczy, w szczególności w kwestiach podatkowych. To dzięki niej rządy PiS zaowocowały m.in. obniżeniem stawek PIT i zredukowaniem składki na ubezpieczenia społeczne. Kiedy byłem w PiS, była to partia bardzo szeroka. Politycy o różnych poglądach znajdowali w niej swoje miejsce, a ja jako rzecznik reprezentowałem linię partii.
Pana przejście do Polski Razem wywołało sensację, bo jeszcze jesienią ubiegłego roku wydawało się, że zabiega pan o powrót do PiS.
Jarosław Gowin spodziewał się, że jego start w wyborach na przewodniczącego PO może spowodować, iż zostanie wypchnięty z tej partii. Gdy do tego doszło, bardzo szybko się porozumieliśmy. Rozważaliśmy moje wystąpienie na grudniowej konwencji Polski Razem, ale uznaliśmy, że mógłby nastąpić przesyt informacji. Uzgodniliśmy ogłoszenie mojego akcesu na początek roku.
Niektórzy komentatorzy uważają, że po prostu nie jest pan w stanie żyć bez europarlamentu.
Gdybym kierował się partykularnym interesem, nadal byłbym członkiem PiS. Tymczasem w roku 2010 odchodziłem jako rzecznik ugrupowania, wiceszef znaczącej frakcji w Parlamencie Europejskim oraz autor kilku udanych kampanii. Moja pozycja była ugruntowana. Decyzję o opuszczeniu partii podejmowałem ze świadomością, że mogę stracić mandat.
Co się panu podoba w Polsce Razem?
Wiele rzeczy. Chociażby to, że Jarosław Gowin potrafi sprzeciwiać się wpływowym środowiskom, co miało miejsce m.in. w przypadku deregulacji, będącej dotychczas jednym z największych osiągnięć rządu Tuska.
Wszyscy już o tym zapomnieli. Wolą wytykać Gowinowi, że zatrudnił w resorcie Michała Królikowskiego, który w wolnych chwilach przeprowadza wywiady z biskupami.
Ta bezprecedensowa nagonka na wiceministra Królikowskiego spowodowana jest tym, iż otwarcie przyznaje się on do bycia katolikiem. Okazuje się, że dzisiaj osoby, którym bliskie są tradycyjne wartości, nie mogą realizować się jako eksperci, czy też sprawować publicznych stanowisk, nawet pomimo niekwestionowanych osiągnięć w swojej dziedzinie. Zatrudnienie Michała Królikowskiego potwierdza natomiast determinację ówczesnego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina w realizacji własnego programu. Otoczenie Tuska oczekiwało, że będzie on konserwatywną paprotką szefa rządu. Gdyby wywiązał się z tej narzuconej roli, prawdopodobnie wciąż kierowałby resortem. Jednakże pokazał siłę woli, przedkładając wierność poglądom swoim i swoich wyborców ponad lukratywne stanowisko rządowe. A na przykład Joanna Kluzik-Rostkowska wyzbyła się poglądów, po to, żeby zdobyć stanowisko ministerialne.
Rana po zdradzie Kluzik-Rostkowskiej ciągle pana boli?
Joanna Kluzik-Rostkowska postąpiła w sposób zdumiewająco nieuczciwy tak względem osób, które na nią głosowały, jak i kolegów partyjnych.
Krytykuje ją pan za to, że poszła do PO, a nie przeszkadza panu, że Gowin latami budował Platformę i nie raz przekonywał, iż jest to najlepsza partia dla konserwatystów.
Jarosław Gowin porzucił intratne stanowisko, pozostając wiernym swoim przekonaniom. Joanna Kluzik-Rostkowska zrobiła dokładnie na odwrót.
Pomówmy o politycznych szansach Polski Razem. Trzy procent poparcia nie daje nadziei na sukces.
Średnia wszystkich sondaży od momentu powstania Polski Razem wynosi prawie pięć procent. Ośrodki badawcze trochę się asekurują, nie uwzględniając w obliczeniach osób niezdecydowanych, na kogo głosować, przez co zaniżają wyniki. Przede wszystkim jednak na trzy i pół miesiąca przed wyborami sondaże i tak nie mają większego znaczenia. Pracowałem przy wielu kampaniach wyborczych, które zaczynały się złymi wynikami, a mimo to większość z nich zakończyła się spektakularnym sukcesem. W 2002 roku nikt nie dawał śp. Lechowi Kaczyńskiemu szansy na prezydenturę Warszawy. Mówiono, że może co najwyżej wejść do drugiej tury, w której przegra z Andrzejem Olechowskim. Podobnie było trzy lata później w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Bazując na własnym doświadczeniu, jestem całkowicie odporny na sondaże – również te budzące nadzieję – ponieważ w toku kampanii wszystko może się odwrócić. Jestem przekonany, że Polska Razem przekroczy próg w majowych wyborach europejskich i wsiądzie do windy, która będzie jechała tylko w górę.
Skąd ten przedziwny optymizm?
Po pierwsze na czele Polski Razem stoi wiarygodny przywódca. Po drugie partia już dzisiaj jest dobrze zorganizowana. A po ?trzecie kalendarz wyborczy jest dla Polski Razem korzystny. Jako nowicjusze, chcący rozbić kartel polityczny, zaczynamy od najłatwiejszych wyborów. Po przekroczeniu 5 proc. poparcia Jarosław Gowin będzie silnym kandydatem w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Ma szansę na dwucyfrowy wynik. Raptem kilka miesięcy później odbędą się wybory parlamentarne, na które rezultat w wyborach prezydenckich bezpośrednio się przekłada.
Pierwszy sondaż prezydencki daje Gowinowi jedynie 8 proc. poparcia.
Jarosław Gowin ma lepsze notowania niż jego partia, co jest cechą dobrego lidera. Dlatego wybory prezydenckie będą bardzo ważne – zwycięzca pociągnie swoją formację. Faworytem jest oczywiście Bronisław Komorowski, który ma dziś ponad 50 proc. poparcia. Ale w mojej opinii, nie uda mu się wygrać w pierwszej turze. Będzie potrzebował drugiej, bo zapłaci polityczną cenę za decyzje rządu. Również w oparciu o te okoliczności wynik Jarosława Gowina przekroczy 10 proc.
Sądzi pan, że przed wyborami rząd będzie podejmował trudne decyzje?
Jest do tego zmuszony choćby przez problemy z budżetem, w którym co rusz na coś brakuje. PO złamała obietnice wyborcze i podniosła podatki, a finanse państwa się nie poprawiły. Zresztą sama decyzja o podpisaniu ustawy w sprawie OFE sporo kosztowała prezydenta Komorowskiego. Wprawdzie kręcił nosem na tryb legislacyjny, ale ostatecznie karnie wykonał polecenie Tuska.
A czy Jarosław Kaczyński stanie do tych wyborów?
Myślę, że Jarosław Kaczyński sam nie zna jeszcze odpowiedzi na to pytanie. PiS jest w trudnej sytuacji. Nie ma obecnie w tej partii innego dobrego kandydata. Kaczyński, podejmując ewentualną decyzję o starcie, ma natomiast świadomość, że jeśli znacząco przegra z obecnym prezydentem, będzie to fatalne w skutkach dla jego partii.
Wróćmy do Gowina. Czy wyborcy, którzy będą widzieli go na listach do europarlamentu, później jako kandydata na prezydenta, a na koniec na listach do Sejmu, nie uznają, że to jest lekka przesada, iż kandyduje na każde stanowisko?
Jarosław Gowin jest liderem nowo powstałego ugrupowania i sam będę go namawiał do startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Proszę natomiast zobaczyć, co się dzieje w obozie rządowym. To tam jest problem. Janusz Lewandowski z PO, dokładnie tak jak Danuta Huebner pięć lat temu, na trzy miesiące przed wyborami rezygnuje ze stanowiska komisarza w Brukseli, po to, by kandydować do Parlamentu Europejskiego. Polska musi na ten czas powoływać technicznego zastępcę, który niczego nie zrobi, ponieważ nie zdąży się wdrożyć, co w rezultacie zmniejsza nasze wpływy w Brukseli.
Co będzie motywem przewodnim kampanii do PE?
Uważam, że powinny to być wątki europejskie, ponieważ w europarlamencie opracowywanych jest coraz więcej niezwykle istotnych dla Polaków regulacji prawnych. 70 proc. polskiego prawa stanowione jest obecnie w Brukseli. Jestem jednak realistą. Ostatnie wybory w naszym kraju odbyły się trzy lata temu, co sprawia, że frustracja spowodowana nieudolnymi rządami Platformy i Tuska znajdzie swoje odbicie podczas nadchodzącej kampanii.
Myśli pan, że tematem może być np. katastrofa smoleńska?
Należy spodziewać się takich wrzutek. PO w tej konkurencji osiągnęła już mistrzostwo. Przywołajmy najnowszą absurdalną dyskusję o komisji śledczej, która miałaby badać proces likwidacji WSI. Sześć lat po oddaniu władzy przez PiS! Rozrabianie tego tematu jest kompletnie bez sensu, jednak wielu polityków i część opinii publicznej daje się w to wciągać. PiS powinien znaleźć ripostę na tę żenującą zagrywkę.
A ma na to szansę?
Będzie to trudne. Oczywiście ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego zagłosuje przeciwko powołaniu komisji, ale nie jest w stanie zneutralizować jej charakteru. Na tym polega perfidia działania Twojego Ruchu, z całą pewnością uzgodnionego z PO.
Notowania PO ostatnio znacznie się poprawiły.
Jeszcze kilka miesięcy temu byłem przekonany, że eurowybory wygra PiS. Jednak po przegranym referendum warszawskim sukces tej partii stoi pod znakiem zapytania. Donald Tusk po tym referendum oraz trzecim zwycięstwie wyborczym Angeli Merkel uwierzył, że również ma szansę na trzecią kadencję. I zaczął o nią walczyć.
A więc to w głowie Tuska przesądził się los tych wyborów?
Powodzenie PO w oczywisty sposób zależy od dyspozycji jej lidera, a ta zależy od jego nastroju. W ubiegłym roku widać było, z jakim przerażeniem Tusk patrzył na kolejne przegrane swojego ugrupowania w wyborach lokalnych i regionalnych. Po Warszawie nabrał jednak wiatru w żagle. Nie twierdzę, że to przesądza o wygranej Platformy, ale znacząco zwiększa jej szanse.

POLECAMY

KOMENTARZE