Rozmowa "Rz"
Wciąż czekamy na dokumenty
Rosjanie mogli lepiej zabezpieczyć teren katastrofy – mówi prokurator generalny Andrzej Seremet w rozmowie z Markiem Domagalskim i Tomaszem Pietrygą.
Rz: Śledztwo w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu trwa już siedem tygodni, a mamy wrażenie, że wciąż nic nie wiemy.
Andrzej Seremet, prokurator generalny: Staramy się na bieżąco przedstawiać wszystkie informacje, którymi prokuratura dysponuje. Z wyjątkiem nielicznych związanych z taktyką śledczą. Pewne materiały są też w dyspozycji prokuratorów wojskowych, którzy otrzymali je od strony rosyjskiej grzecznościowo, przed wykonaniem formalnych wniosków o pomoc prawną. Nie chcieliśmy ich ujawniać, by nie narażać konkretnych rosyjskich prokuratorów. Ale wiem, że nie tego społeczeństwo oczekiwało.
Jakie są najnowsze ustalenia?
Chciałbym, żeby i panowie, i opinia publiczna zrozumieli, iż w pełni odpowiedzialny prokurator, tak jak i sąd, nie powinien przedstawiać żadnych ustaleń, dopóki nie zakończy czynności dowodowych. Wykluczyliśmy pewne wersje, mam na myśli wybuch, ale odrzucenie tej wersji też ma charakter wstępny.
Informacji udziela za to chętnie płk Edmund Klich, polski przedstawiciel przy MAK (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy, który w Rosji bada katastrofę).
Proszę panów o zwolnienie mnie od komentowania wypowiedzi płk. Klicha.
Jak je traktować? Przecież to funkcjonariusz państwowy.
Gdyby płk Klich nie był osobą akredytowaną przy komisji działającej w Rosji, gdyby ona nie działała na podstawie konwencji chicagowskiej, to płk. Klicha przesłuchałaby prokuratura polska jako świadka.
Czyli teraz ma swego rodzaju immunitet?
Tak to można określić.
Kiedy strona polska dostanie stenogramy z zapisu czarnych skrzynek?
Prokuratura polska nie jest stroną w przekazywaniu tych materiałów. Wiem, że minister Jerzy Miller leci do Moskwy, więc zapewne najpierw będą w jego gestii, a później to kwestia dalszych decyzji rządowych, na które prokuratura nie ma wpływu. Ale dopiero stenogramy z zapisem technicznym ze skrzynek mogą przybliżyć nas do ustaleń przyczyn katastrofy.
Czy zapisy ze skrzynek to lwia część materii dowodowej?
Nie podejmuję się odpowiedzi na to pytanie, nadaje się bardziej dla specjalistów. Z rozmów z prokuratorami prowadzącymi sprawę, a mają oni większe doświadczenie, wynika, że to bardzo istotny dowód. Umożliwi udokumentowanie zachowania pilotów w ostatniej półgodzinie lotu.
Które z wersji śledztwa: usterki techniczne samolotu, zachowanie załogi, złe zabezpieczenie lotu, zachowanie osób trzecich, wykluczono?
Tę dotyczącą usterek, ale wstępnie. Pozostałe badamy. Intensywnie – organizację tego wyjazdu po stronie polskiej, choć nie dlatego, by prokurator ją wyróżniał. Oczywiście, organizacja wyjazdu nie przekłada się wprost na przyczyny katastrofy.
A rozmowa, wejście do kabiny przekłada się na nią?
Opieracie się panowie na informacjach płk. Klicha. Mogę mówić o dowodach gromadzonych przez prokuratora. Prokuratorzy dysponują wiedzą, że w takich lotach rozmowy pilotów z pasażerami są dość powszechne, a i drzwi kokpitu bywały otwarte w podobnych przelotach. To o niczym nie świadczy, trzeba najpierw poznać treść rozmów.
Najwięcej emocji budzi wersja zamachu lub ingerencji osób trzecich. Nie wykluczono jej?
Jest wstępnie wykluczona po badaniach balistycznych i fizykochemicznych przekazanych przez rosyjską prokuraturę. Niezależnie od tego polscy prokuratorzy badają drobiny z odzieży ofiar, które mogłyby wskazywać na możliwość wybuchu. Prokuratura zleciła też przeprowadzenie odpowiednich czynności ABW.
Po katastrofie nad Lockerbie kilka tygodni robiono oględziny terenu. Kawałek metalu o wymiarach 2x2 cm zadecydował o wykryciu przyczyny. Jak mogło dojść do tego, że nie zabezpieczono miejsca katastrofy pod Smoleńskiem?
Trzeba zwrócić uwagę na rozmiar tej katastrofy w sensie powierzchni, sposób rozrzucenia szczątków samolotu i charakter gleby. Przeszukiwanie takiego terenu jest zawsze narażone na błąd.














