Rozmowa "Rz"
Nowa ustawa upolityczni instytut
Z prezesa IPN uczyni zakładnika sytuacji politycznej, odwołanie go będzie proste – mówi "Rz" Janusz Kurtyka
Wszystko wskazuje na to, że prace nad nowelizacją ustawy o IPN nabrały tempa. Jaki był w nich udział Instytutu?
Janusz Kurtyka, prezes IPN: Zaproszeni, zgłaszaliśmy liczne wątpliwości prawne w podkomisji i komisji. Wiele z nich podzielali legislatorzy sejmowi. Jednak mechanizm głosowań był czysto polityczny – bez uwzględniania argumentów merytorycznych. Liczymy, iż nasze zastrzeżenia zostaną jednak uwzględnione. Jedynym ich celem jest zachowanie sterowności, a więc merytorycznej skuteczności IPN.
Kontrowersje budzi zaproponowany sposób wyboru nowych władz IPN.
Posłowie w komisji przegłosowali taki sposób wyboru Rady IPN, mającej powstać w miejsce Kolegium, który stwarza niebezpieczeństwo, że na kształt tego gremium będą miały wpływ osoby uwikłane we współpracę ze służbami specjalnymi PRL. Projektodawca nie przewidział bowiem procedury lustracji zgromadzenia elektorów, którzy będą wyłaniać członków Rady, a paragraf o lustracji tych ostatnich pojawił się dopiero po wystąpieniu IPN. Po naszej interwencji i dzięki panu posłowi Andrzejowi Czumie udało się ocalić zapis pozwalający Instytutowi zajmować się badaniem działalności służb innych państw totalitarnych (np. gestapo i Stasi, NKWD i KGB, StB i innych). Wszak one też prowadziły działania wobec Polaków. W ten sposób udało się też ocalić ramy działalności międzynarodowej IPN i wyeliminować niebezpieczeństwo, że prezesem IPN mógłby zostać np. były agent KGB.
Czy rozmawiał pan z politykami PO na temat tej nowelizacji?
Były rozmowy z miarodajnymi przedstawicielami Platformy, choć wolę nie wymieniać nazwisk. Odniosłem wrażenie, że mimo oficjalnej jednolitości istnieją rozliczne wątpliwości co do wielu zapisów tej ustawy. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że są osoby w PO, które mają wątpliwości, czy ustawę należy nowelizować. Ale nie zmienia to faktu, że prace nad ustawą są kontynuowane i przegłosowywane są rozwiązania, które mogą prowadzić do rozmontowania IPN.
Podnoszone są zarzuty, że IPN jest zbrojnym ramieniem PiS.
To zwykła nieprawda i polityczny pretekst. Interpelowany o to na forum podkomisji pan poseł Rybicki z PO nie potrafił podać ani jednego przykładu. Jego zdaniem twierdzenie takie popierają sondaże... Ustawa jest promowana jako odpolitycznienie Instytutu. To kompletna bzdura. IPN jest na mocy ustawy niezależny, podlega parlamentowi RP, a nie koalicji czy opozycji. Mógłbym podawać przykłady likwidowania w zarodku nawet potencjalnych form partyjnego zaangażowania pracowników – i nie dotyczyłyby one PO. Żadna partia polityczna nie może jednak dyktować tego, co IPN ma robić, bo to się skończy szybko upadkiem IPN. Z woli Sejmu podstawą naszej działalności jest ustawa, zaś adresatem – społeczeństwo, a nie partie polityczne.
Nie ma pan wrażenia, że nowelizacja doprowadzi do uzależnienie prezesa IPN od polityków?
Doprowadzi wprost do upolitycznienia kierownictwa IPN. W tej chwili powołanie i odwołanie szefa Instytutu w środku kadencji jest trudne, bo wymaga konsensusu największych ugrupowań w parlamencie, a zatem kompromis pomiędzy nimi musi wykraczać poza bieżącą politykę. Zmiany proponowane w nowelizacji kreują konflikt między prezesem a Radą lub zdominowanie prezesa (odpowiedzialnego wszak ustawowo za działalność merytoryczną i finanse IPN) przez Radę, mogą też doprowadzić do tego, że ustępliwy prezes stanie się zakładnikiem aktualnej sytuacji politycznej. Odwołanie go będzie dziecinną igraszką. Nowe propozycje rozmywają też klarowność zasad kierowania instytucją państwową. Kolegium z ciała doradczo-kontrolnego staje się jako Rada organem silnie współdecydującym o działaniu IPN, ale wszelkie konsekwencje i odpowiedzialność za to ma ponosić prezes. Rada ma ogłaszać i rozstrzygać konkursy o granty kierowane do zewnętrznych instytucji naukowych, finansowane z budżetu, za który odpowiada prezes. Opis tego zadania to w ustawie kilka wierszy, podczas gdy jest to dublowanie zadań Ministerstwa Nauki (i Komitetu Badań Naukowych), które dla zapewnienia bezstronności dystrybucji pieniędzy publicznych na konkursy grantowe stworzyło rozbudowany system recenzyjno-kontrolny.















