REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Świat » Azja » Chiny

Chiny

Chiny brutalnie tłumią protest

nat, Weronika Panné, Jacek Przybylski 14-03-2008, ostatnia aktualizacja 15-03-2008 10:47

W Lhasie doszło do krwawych starć chińskiej policji z Tybetańczykami. Policjanci użyli gazu łzawiącego. Zginęło co najmniej dziesięć osób. Jest wielu rannych

Demonstracje buddyjskich mnichów z okazji 49. rocznicy krwawo stłumionego powstania przeciw chińskiej okupacji (po którym z Tybetu musiał uciekać Dalajlama XIV) trwały od tygodnia. W piątek policja zamknęła wszystkie klasztory w Lhasie.

Około 100 mnichom udało się jednak zorganizować demonstrację, do której dołączyło kilkuset innych Tybetańczyków. To bardzo dużo – ostatnio do takiego protestu doszło w tym regionie w 1989 roku.

Mieszkańcy Tybetu boją się zwykle manifestować. Nie chcą się narażać na surowe kary więzienia. Tymczasem w piątek demonstranci podpalili między innymi samochód chińskiej policji. Według naocznych świadków płonęły również sklepy w centrum miasta. Siły bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego. Padły też strzały.

Lekarze z pogotowia w Lhasie opowiadali, że są zdruzgotani liczbą ofiar. – Jesteśmy bardzo zajęci opatrywaniem rannych. Z pewnością są też zabici, ale nie wiemy, ilu ich jest – opowiadała lekarka dziennikarzowi AFP.

Radio Free Asia, które ma dobre kontakty w Tybecie, poinformowało, że doszło do „straszliwych” starć między Tybetańczykami a chińskimi służbami. – Chińska policja strzelała do Tybetańczyków w Lhasie (...) Tybetańczycy podpalali samochody i sklepy – mówili reporterzy stacji.

Chińska agencja informacyjna Xinhua poinformowała, powołując się na przedstawicieli lokalnych władz w Tybecie, że w piątkowych protestach w Lhasie zginęło dziesięć osób. Chiński urzędnik powiedział, że większość ofiar to przedsiębiorcy - właściciele sklepików, które znalazły się w strefie zamieszek, a także pracownicy hoteli. Wśród zabitych nie ma cudzoziemców.

Emigracyjne źródła tybetańskie mówią o co najmniej stu ofiarach.

Policja użyła gazu łzawiącego. Potem padły strzały. Lekarze byli zdruzgotani liczbą ofiar

Zagraniczni turyści opowiadali o panice, jaką w centrum miasta wywołały uzbrojone oddziały chińskiej policji. Zamieszki koncentrowały się zwłaszcza wokół słynnego klasztoru Dżokhang, ale później rozprzestrzeniły się poza Lhasę.

Cztery tysiące mnichów protestowały w Xiahe. Chińscy policjanci i żołnierze polecili zagranicznym turystom, żeby nie opuszczali hoteli. W stolicy Tybetu zamknięto wszystkie bary i restauracje.

Presja olimpiady

Tybetańskie organizacje, które od kilkudziesięciu lat walczą z chińską okupacją o poszanowanie podstawowych praw człowieka, wzywają bowiem do wzmożenia presji na chińskie władze właśnie w tym roku.

Teraz bowiem, w związku z letnimi Igrzyskami Olimpijskimi, oczy całego świata są zwrócone na komunistyczne władze w Pekinie.

– Chiny doskonale zdają sobie sprawę z tego, że są obserwowane. Dotychczas nie przeszkadzało im to jednak w prześladowaniu Tybetańczyków – tłumaczy „Rz” Marcelle Roux, szef organizacji Francja – Tybet. Zdaniem ekspertów, choć sytuacja w Tybecie jest dramatyczna, to przynajmniej media, które wcześniej milczały jak zaklęte, wreszcie się obudziły. – Jestem pewna, że w nocy dojdzie do mordów, tortur, potajemnych pogrzebów, to metody działania chińskich służb, mam jednak nadzieję, że po tych wydarzeniach wszystkie siły zjednoczą się w walce z niesprawiedliwością – dodaje Marcelle Roux.

Władze: to sabotaż kliki Dalajlamy

Chociaż o gwałtownych protestach Tybetańczyków informowali dziennikarze na całym świecie, w piątek chińskie media nie wspomniały o nich ani słowem, skupiając się na omówieniu sesji Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych. Oficjalna agencja prasowa Xinhua jedynie w angielskojęzycznym serwisie nadała dwie krótkie depesze dotyczące „przemocy” w tybetańskim mieście Lhasa. W nocy z piątku na sobotę dodała do tego komunikat rządu tybetańskiego.

„Rozruchy w Lhasie zostały zorganizowane przez klikę Dalajlamy” – przekonują władze. „Ten sabotaż wzbudził oburzenie i został stanowczo potępiony przez członków wszelkich grup etnicznych mieszkających w Tybecie” – głosił komunikat lokalnego rządu.

Dalajlama – duchowy przywódca Tybetańczyków – odrzucił chińskie oskarżenia jako „bezpodstawne”. Zaapelował do władz w Pekinie o zaprzestanie stosowania „brutalnej siły” wobec protestujących.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Chińskie linie lotnicze nie zapłacą Unii

Chińskie linie lotnicze nie będą płacić za 15 proc. emitowanego dwutlenku węgla. Chce tego Unia Europejska, Pekin się nie zagadza >>