Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Rada jednostronna i jednoskrętna

ROL
Ks. Waldemar Chrostowski: Wprawdzie Żydzi deklarujš chęć rozmowy z chrzeœcijanami, ale pod jednym warunkiem – tym mianowicie, że sami dobiorš sobie rozmówców i usłyszš od nich to, co chcš słyszeć.
Jest ksišdz obrzezany?

Nie. Nie jestem obrzezany. Ta praktyka mnie nie dotyczy, bo nie pochodzę z rodziny żydowskiej i moi rodzice nie mieli tego rodzaju dylematu.

Pytam o to, bo ks. Lemański relacjonujšc swój konflikt z arcybiskupem Hoserem stwierdził, że z ust hierarchy padło właœnie takie pytanie i strasznie go zabolało, przeżył wręcz traumę i tamto spotkanie położyło się cieniem na jego relacjach z ordynariuszem.

To, co mówi ksišdz Lemański, jest niezrozumiałe, a być może w dużej mierze stanowi mistyfikację. Nikt, kto rzetelnie i uczciwie zajmuje się problematykš żydowskš, zwłaszcza w aspekcie religijnym, a więc i problematykš dialogu chrzeœcijańsko-żydowskiego, a także w aspekcie kulturowym, społecznym czy nawet politycznym nie powinien być zaskoczony tego rodzaju pytaniem. Powinien być na takie pytanie zawsze przygotowany i z godnoœciš odpowiadać. To jest pytanie zupełnie normalne, jak normalnoœciš jest judaizm jako religia i obrzezanie jako znak przymierza wyznawców judaizmu z Bogiem. Na czym zatem polega mistyfikacja ks. Lemańskiego? Stworzył mit niesłychanie niebezpieczny, gdyż nie odniósł się do najgłębszego sensu i zasadnoœci pytania, ale do jego celu tak, jak on go rozumie. Nie uznał tego pytania, jeżeli ono naprawdę było, za próbę zrozumienia przez przełożonego, w tym wypadku abpa Hosera, skšd pochodzi nadzwyczajna gorliwoœć i zaangażowanie ks. Lemańskiego  w problematykę żydowskš. Można się słusznie domyœlać, że gdyby ksišdz Lemański był obrzezany, wówczas ta gorliwoœć bierze się w dużym stopniu właœnie z pochodzenia i wynikajšcej stšd szczególnej wrażliwoœci.
To coœ nagannego? Absolutnie nie! Znam katolików żydowskiego pochodzenia, którzy sš zaangażowani w dialog religijny właœnie z tego powodu, że godzš w sobie, albo usiłujš pogodzić, dwie tożsamoœci – chrzeœcijańskš i żydowskš. Logika ks. Lemańskiego poszła jednak w zupełnie innym kierunku. Zrównał w tym domniemanym pytaniu intencje arcybiskupa Hosera z intencjami tych, którzy w dalszej lub bliższej przeszłoœci przeœladowali Żydów. Wtedy sprawdzanie, czy ktoœ jest obrzezany, oznaczało napiętnowanie go, a w okresie Szoah – eksterminację. W ten sposób ks. Lemański dał poznać, że jego zapatrywania na Koœciół oraz sprawujšcych w nim władzę powielajš antykoœcielne i antychrzeœcijańskie fobie i stereotypy, które w naszych czasach stajš się coraz powszechniejsze, usiłujšc sprowadzić Koœciół i duchowieństwo do poziomu przeœladowców Żydów, a więc ich nieprzejednanych wrogów. Takie stawianie sprawy więcej mówi o księdzu Lemańskim niż całe jego zaangażowanie, z jakim mieliœmy do czynienia przez kilka ostatnich lat. Od wielu lat jest ksišdz zaangażowany w dialog katolicko-żydowski. Nigdy żaden z księdza przełożonych nie miał pretensji, że ksišdz zbyt głęboko wchodzi w te sprawy, że za mocno się angażuje? Moim przełożonym przez wiele lat był kardynał Józef Glemp i zawsze czułem z jego strony pomoc w rozmaitych sprawach zwišzanych z dialogiem katolicko-judaistycznym. Z jego aprobatš brałem udział w licznych konferencjach, spotkaniach, sympozjach i wykładach na te tematy w różnych krajach Europy oraz w USA i Kanadzie. Bez jego zgody nie mógłbym tego robić. Na swojej uczelni też nie miałem żadnych problemów. Kolejni rektorzy Akademii Teologii Katolickiej,  a od 1999 roku Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wręcz zachęcali, by podejmować i prowadzić  dialog z Żydami. Podobna atmosfera istniała na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie przez dziewięć lat prowadziłem wykłady. Przecież to na ATK i UKSW co roku, a także w Chrzeœcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie i na UMK, odbywały się niezwykle cenne sympozja teologiczne „Koœciół a Żydzi i judaizm". Także w parafiach, w których pracowałem, nigdy nie miałem z tym problemów. Doœć wspomnieć, że na plebanii parafii Opatrznoœci Bożej na warszawskim Rakowcu podczas kilku pobytów w Polsce mieszkał rabin Byron Sherwin, który przybywał z Ameryki na wykłady w wyższych seminariach duchownych i na wydziałach teologicznych. Ksišdz Lemański ubolewa nad tym, że właœciwie tylko on i jeszcze ks. Adam Boniecki, wspólnie z Żydami modlš się np. na dorocznych uroczystoœciach w Jedwabnem. Że nie pojawia się tam nigdy żaden biskup. Rzeczywiœcie po stronie episkopatu jakoœ entuzjazmu nie widać. Należy sobie zadać pytanie, dlaczego tak jest. Opisywać i stawiać diagnozy to jedno, ale postawić pytanie o przyczyny, a także o możliwoœci wyjœcia z impasu, to drugie. Ksišdz Lemański opisuje pewnš sytuację, którš widać gołym okiem. Rzeczywiœcie, na ważnych uroczystoœciach, które dotyczš obolałej przeszłoœci polsko-żydowskiej, obecnoœć reprezentatywnych przedstawicieli Koœcioła katolickiego jest sporadyczna albo żadna. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że ci, którzy w tych sprawach majš solidne i pełne rozeznanie, nie chcš się stawać narzędziami uprawiania politycznej poprawnoœci ani nie godzš się, by ich obecnoœć była interpretowana wyłšcznie w kategoriach politycznych. To jest główna przyczyna. Innš stanowi fakt, że wprawdzie Żydzi deklarujš chęć rozmowy z chrzeœcijanami, ale pod jednym warunkiem, tym mianowicie, że sami dobiorš sobie rozmówców i usłyszš od nich to, co chcš słyszeć. Na szczęœcie, do prowadzenia takiego „dialogu" chętnych po stronie katolickiej zbyt wielu nie ma. To, że na ważnych uroczystoœciach czy spotkaniach pojawiajš się tylko księża Lemański i Boniecki, znów mówi więcej o nich, aniżeli o innych. Obaj próbujš tę swojš obecnoœć interpretować w kategoriach, które sš Koœciołowi nieprzychylne, czy wręcz wrogie. Próbujš stygmatyzować i etykietować biskupów i kapłanów, pokazujšc siebie jako rzekomo lepszych. Tymczasem udział duchownych w takich wydarzeniach powinien być naznaczony intencjami religijnymi i rozeznaniem głęboko teologicznym po to, by rzeczywiœcie były to wydarzenia o charakterze duchowym, a nie polityczne mitingi opisywane w „Gazecie Wyborczej" i pokazywane w wybranych stacjach telewizyjnych. A dialog katolicko-żydowski w ogóle istnieje? Ostatnie zamieszanie w Polskiej Radzie Chrzeœcijan i Żydów w sprawie oœwiadczenia dotyczšcego właœnie ks. Lemańskiego pokazało, że jest tam głęboki podział. Z Rady odeszli współprzewodniczšcy o. Wiesław Dawidowski, Barbara Sułek-Kowalska i ks. Henryk Romanik. Kilku jej członków  zastanawia się nad odejœciem, inni twierdzš, że decyzję właœciwie już podjęli tylko czekajš aż zamieszanie się uspokoi i odejdš po cichu. Dialog katolicko-żydowski to znacznie szersza i głębsza rzeczywistoœć niż Polska Rada Chrzeœcijan i Żydów, która powinna być reprezentatywna dla obu stron. Niestety, bardzo wczeœnie przestała takš być. Stała się w gruncie rzeczy Polskš Radš Chrzeœcijan i Żyda, zaœ tym, który od poczštku sprawuje w niej ze strony żydowskiej funkcję współprzewodniczšcego jest Stanisław Krajewski. Z jednej strony to dobre, bo umożliwia cišgłoœć, ale z drugiej utrwala pewne przyzwyczajenia i nawyki, które od dawna prowadziły najpierw na mieliznę, a potem na manowce. Obecnie stało się to jaskrawo widoczne. Polska Rada Chrzeœcijan i Żydów nie jest reprezentatywnym forum dialogu katolicko-żydowskiego, bo kontakty w jej obrębie odbywajš się przecież między różnymi wyznaniami chrzeœcijańskimi i Żydami, a nie tylko między Koœciołem katolickim i wyznawcami judaizmu. Tymczasem trzeba respektować dwa istotne uwarunkowania. Po pierwsze, struktura Koœcioła katolickiego jest hierarchiczna, czyli wertykalna, to jest pionowa, a więc nauczanie papieża i biskupów jest normatywne dla duchownych i wiernych. Gdy Koœciół katolicki dokonuje przebudowy myœlenia i nauczania o Żydach, staje się ono obowišzujšce dla wszystkich katolików. Nic takiego nie dzieje się po stronie żydowskiej, ani nawet w innych wyznaniach chrzeœcijańskich. Judaizm ma strukturę horyzontalnš, to jest poziomš. Tam nie ma centralnego autorytetu, nie ma więc odpowiednika naszego papieża ani biskupów. Poszczególni rabini majš autorytet we wspólnotach, w których sš utrzymywani. Relacje katolicko-żydowskie wyglšdajš zatem tak, że spotykamy się z tymi Żydami, którzy chcš się z nami spotykać, ale tak naprawdę nie reprezentujš nikogo – nawet własnej kongregacji religijnej, lecz tylko siebie samych i czasami swojš żonę. To, co dla jednego rabina jest zrozumiałe i do przyjęcia, dla innego jest absolutnie nie do zaakceptowania. Dlatego nasze wzajemne kontakty właœciwie wcišż drepczš w tym samym miejscu. A drugie uwarunkowanie? Agenda dialogu promowanego przez Koœciół katolicki ma przede wszystkim wymiar religijny i teologiczny. W jej centrum, ze względu na specyfikę chrzeœcijaństwa, powinno się stale znajdować pytanie o Jezusa Chrystusa. Kim jest on dla nas, katolików, oraz kim jest dla wyznawców judaizmu? Tu natrafiamy na mur nie do przebycia. Religijni Żydzi majš zakaz kontaktów z chrzeœcijanami i rozmawiania z nami o Jezusie. Możemy rozmawiać o sprawach społecznych, moralnych, obyczajowych, o polityce, współpracy międzynarodowej, o pokoju i sprawiedliwoœci społecznej, ale nie o Jezusie Chrystusie. Udało mi się raz jeden tę barierę pokonać. Na poczštku lat 90. na ATK zorganizowałem sympozjum zatytułowane: „Jezus – Pan i Brat", to znaczy Pan –  dla chrzeœcijan, Brat – dla Żydów. W tym bezprecedensowym spotkaniu wzięli udział przedstawiciele strony żydowskiej, m.in. rabin Byron Sherwin z USA i goœcie z Holandii. Wszyscy zgodnie twierdzili, że wspólne podjęcie tej problematyki za granicš jest niemożliwe. Nie zabrakło jednak również podejrzliwoœci i kontestacji katolików ze œrodowiska „Gazety Wyborczej", „Tygodnika Powszechnego", „Więzi" i „Znaku", którzy uważali, że majš monopol na tę problematykę i każda próba rozmowy na płaszczyŸnie teologicznej, zwłaszcza ta, która dotyczyłaby Jezusa, była przez nich przyjmowana niechętnie. Nigdy więcej do podobnego sympozjum w Polsce nie doszło. Wspomniał ksišdz, że niektóre tytuły prasowe uzurpowały sobie prawo do mówienia o tym, co jest właœciwym dialogiem, ale zdaje się, że nic w tym zakresie się nie zmieniło. Mogę w tym przedmiocie mieć gorzkš satysfakcję. Byłem jednym z pierwszych, który na poczštku lat 90. na kanwie sporu o obecnoœć sióstr karmelitanek w sšsiedztwie byłego obozu Auschwitz w Oœwięcimiu, zauważył i podkreœlił nadzwyczajnš zgodnoœć stanowiska „Gazety Wyborczej", „Tygodnika Powszechnego", „Znaku" i „Więzi". Wtedy Jerzy Turowicz tłumaczył, że przecież „Tygodnik Powszechny" to nie to samo, co „Gazeta Wyborcza", gdyż chodzi o dwie różne koncepcje. Również Zbigniew Nosowski, który w 1988 roku był w ATK słuchaczem moich wykładów na temat natury i dziejów judaizmu, deklarował, że „WięŸ" ma w sprawach katolicko- i polsko-żydowskich odmienne podejœcie i zapatrywania niż „Gazeta Wyborcza". Jerzy Turowicz od wielu lat nie żyje, zaœ „Tygodnik Powszechny", który póŸniej pozostawał pod rzšdami ks. Adama Bonieckiego – dziœ „redaktora-seniora" –  zszedł na margines życia katolickiego w Polsce. Dobrze widać, że mamy do czynienia z jednš tališ kart, którš tworzy œrodowisko „Gazety Wyborczej", „Tygodnika Powszechnego", „Więzi" i „Znaku". Tak samo wyraŸnie widać to w polityce, gdyż właœnie to œrodowisko mocno zaangażowało się w Unię Demokratycznš, a potem Unię Wolnoœci i Platformę Obywatelskš.  Nieprzypadkowo bardzo wiele osób z jego kręgów, nie majšcych nic wspólnego z dyplomacja, trafiło na placówki dyplomatyczne do Izraela, Afryki Północnej i RPA oraz do Rzymu, Moskwy i Nowego Jorku. Trzeba nadmienić, że znaleŸli się w dyplomacji jako przedstawiciele tej opcji, którš w Polsce tworzš zwolennicy tzw. Koœcioła otwartego. Ale często jest to Koœciół otwarty po to, by z niego wyjœć, a nie po to, by do niego wchodzić. W ostatnich latach często mówi się właœnie o „Koœciele otwartym". Zarówno ks. Lemański, jak i ks. Boniecki, to ikony tego Koœcioła z ludzkš twarzš. Trafiajš do mas, bo sš rozpoznawalni. Taki model katolicyzmu szkodzi Koœciołowi? Nie ma większego kłamstwa niż powiedzenie, że za księdzem Lemańskim czy księdzem Bonieckim idš masy. Idzie za nimi ogromna propaganda urabiana przez „Gazetę Wyborczš" i „Tygodnik Powszechny" oraz zespół klakierów działajšcych między innymi na stronach internetowych i w tzw. klubach jednej i drugiej gazety. Na stronie internetowej „Gazety Wyborczej"  powtarzajš się podobne wpisy, ten sam charakter i logika myœlenia oraz ten sam potencjał antykatolickoœci i antyklerykalizmu. W odniesieniu do Koœcioła katolickiego i duchowieństwa  znajduje tam ujœcie prawdziwy rynsztok, co po częœci odsłania pełnš otoczkę popleczników tzw. Koœcioła otwartego. Zgadzam się, że ksišdz Lemański i ksišdz Boniecki mogš posłużyć jako jego ikony. Ostatnie wystšpienie księdza Bonieckiego na Przystanku Woodstock, którego puenta brzmiała: „Róbta co chceta", pokazuje, że tzw. Koœciół otwarty wyczerpał swoje możliwoœci i powinien jak najszybciej odejœć w przeszłoœć, bo obnażyła się zarówno cała jego bezsilnoœć, jak i – nie waham się tego powiedzieć – naiwnoœć. Najlepiej zareagował biskup Kazimierz Ryczan, podsumowujšc woodstockowy epizod z ks. Bonieckim jako wyskok staruszka, który się pogubił. Magdalena Czyż pisała ostatnio na łamach „Rz", że w dialogu katolicko-żydowskim „po stronie katolickiej mamy nieustajšcš potrzebę bicia się w piersi, a po żydowskiej – potrzebę cišgłego „lizania swoich ran". Zgodzi się ksišdz z takim stwierdzeniem? Oczywiœcie, że nie. Nie mamy po stronie katolickiej nieustannej potrzeby bicia się w piersi, aczkolwiek  próbuje się nam jš wmówić i do niej przyzwyczaić. Co się tyczy Koœcioła katolickiego ta sprawa została załatwiona podczas Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Wtedy papież, biskupi, kapłani i wierni podjęli ogromny wysiłek oczyszczania pamięci. Nie można po takim wysiłku wcišż wracać do tych samych zarzutów, oskarżeń i zaszłoœci, do których Koœciół odniósł się z należytš odwagš i w prawdzie. Nie ma innej wspólnoty religijnej, z żydowskš włšcznie, które by w tak uczciwy sposób zmierzyły się ze swojš przeszłoœciš. Ale nie można z tego robić sposobu na życie. Nie można wychowywać katolików w atmosferze ustawicznego upokarzania ich, ani tym bardziej w pozycji nieustannej skruchy, bo taka polityka zmierza wyłšcznie do tego, by uczynić z chrzeœcijaństwa – a zwłaszcza z katolicyzmu – jakšœ mrocznš siłę, od której najlepiej byłoby już dawno się odcišć i zaniechać z niš jakichkolwiek zwišzków. Tę potrzebę nieustannego bicia się w piersi próbuje narzucić nam œrodowisko „Gazety Wyborczej" i  jego medialni akolici. Na tym również polega wielki błšd Polskiej Rady Chrzeœcijan i Żydów, której działalnoœć skoncentrowała się na bólu oraz wrażliwoœci żydowskiej, nie bioršc niemal wcale pod uwagę bólu oraz wrażliwoœci katolickiej i polskiej. Co się tyczy opinii, że Żydzi majš stałš potrzebę „lizania swoich ran", opowiem jedno symptomatyczne zdarzenie. W pierwszej połowie lat 90. jako członek Międzynarodowej Rady Państwowego Muzeum w Oœwięcimiu często jeŸdziłem do Oœwięcimia, także z wykładami dla tamtejszych przewodników. Pewnego dnia udajšc się w kierunku bramy z napisem „Arbeit macht frei" zobaczyłem wychodzšcš grupę młodzieży żydowskiej. Œmiali się i żartowali, poklepywali po plecach i żuli gumę. Dla mnie był to szok. Spodziewałem się, że wychodzšc z obozu będš zachowywali się inaczej. Chciałem to utrwalić i wyjšłem aparat fotograficzny. Gdy idšce na przedzie tej grupy dziewczęta zobaczyły, że zamierzam zrobić zdjęcie, nagle objęły się, stworzyły kółko i na zdjęciu można byłoby zobaczyć grupkę rozpaczajšcej młodzieży u bramy KL Auschwitz. To były ułamki sekund. Nikt tego nie wyreżyserował, oni doskonale wiedzieli, że zrobienie fotografii w tej wczeœniejszej sytuacji będzie dla nich niewygodne. Sšdzę, że po prawie 70 latach, które upłynęły od Zagłady bardzo wielu Żydów, zwłaszcza pokolenia, które urodziły się póŸniej, tak naprawdę już przezwyciężyły ból i cierpienie, bo życie jest zawsze silniejsze niż œmierć. Aczkolwiek na pewno nie brakuje ludzi, którzy wcišż niosš w sobie rzeczywiste i niezagojone  rany, czego nie wolno lekceważyć, jednak z drugiej strony nie brakuje œrodowisk, które z odwoływania się do Zagłady uczyniły oręż polityczny i pewien sposób na życie. To jest kwestia bardzo niewygodna i Ÿle widziana, ale wiadomo, że istnieje tzw. przemysł Holocaustu , który przynosi rozmaite profity. Na nasze stosunki patrzymy właœnie przez pryzmat Zagłady. To głęboka rana dla katolików i dla Żydów. Ale czy nie można tego zostawić z boku i zajšć się prawdziwym dialogiem między religiami? Takie próby były podejmowane. Zmierzały między innymi do tego, aby przypomnieć Polskę jako wielowiekowy raj dla Żydów, ukazać wielkie duchowe dziedzictwo Żydów polskich oraz przypomnieć, że w połowie XVI w. 80 proc. œwiatowej społecznoœci żydowskiej mieszkało na ziemiach polskich. Właœnie tutaj miały miejsce ogromne osišgnięcia żydowskiego ducha, wiary i kultury, osišgnięcia niezwykłe i bezprecedensowe, zaœ ich owoce trwajš do dzisiaj. Warto i trzeba to podkreœlać, bo jest to potrzebne przede wszystkim Żydom. Bez wiedzy o ich wielowiekowych i bogatych dokonaniach w Polsce tracš oni bezcennš częœć własnej historii i tożsamoœci. Lecz ta wiedza jest potrzebna również nam, Polakom, by pokazać, że przeszłoœć przyniosła ważne rozwišzania i możliwoœci, które należy powielać i zastosować w teraŸniejszoœci i w przyszłoœci. W wysiłku utrwalania tej pamięci musimy jednak być realistami. Musimy mieć œwiadomoœć, że jednym ze skutków starannie zaplanowanej i zrealizowanej przez Hitlera i niemieckich narodowych socjalistów zagłady Żydów na ziemiach polskich jest to, że Polska stała się cmentarzyskiem Żydów – i my tego nie zmienimy. Żydzi przybywajš do Polski i możemy im pokazywać Lublin, zaœ oni pytajš: A gdzie Majdanek? Pokazujemy im krakowski Kazimierz, zaœ oni pytajš: A gdzie Auschwitz?  Oprowadzamy ich po Warszawie, zaœ oni pytajš: A gdzie Umschlagplatz i Treblinka? Pokazujemy im Zamoœć, zaœ oni pytajš: A gdzie Bełżec? Cała Polska jest naznaczona bólem, œmierciš i grobami Żydów. To nie przypadek, lecz rezultat polityki Niemców, którzy nie skazili w ten sam sposób niemieckiej ziemi. To jest jeden z najgorszych skutków II wojny œwiatowej dla Polaków, z którego nie zdajemy sobie sprawy, bo w imię tzw. polsko-niemieckiego pojednania nie mówimy pełnej prawdy o wszystkich nieszczęœciach, które nas dotknęły. Po Zagładzie najtrudniejsze wyzwanie polega nie tyle na tym, aby jednać Żydów z Polakami, ile aby jednać Żydów z Polskš. Ale to jest niezwykle trudne i chyba nigdy się nie skończy. Żydzi uważajš, że z ich perspektywy Polska stanowi zamknięty rozdział, bo to, co dla nich najdroższe i najbardziej wartoœciowe, obróciło się w popiół i ruinę. Jak dialog ma wyglšdać? Ksišdz Lemański co miesišc modli się w Treblince. Uznał, że to jest jego misja. Zaszczepił potrzebę upamiętnienia żydowskich ofiar w swojej parafii. Jezuita ks. Mšdel w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej" przyrównuje go nawet do œw. Pawła, który całe życie wychodził poza granice. Œwięty Paweł był Żydem i był obrzezany. Nie wstydził się tego, lecz tym się szczycił. Ksišdz Lemański nie chce na ten temat mówić, a samo pytanie o obrzezanie uznaje za obraŸliwe. Zestawianie ks. Lemańskiego ze œw. Pawłem jest tak samo chybione, jak wywody ks. Mšdla. Treblinkę odwiedza nie tylko ks. Lemański. Ten obóz zagłady, tak samo jak Auschwitz, Majdanek, Sobibór czy Bełżec, odwiedzajš co roku setki tysięcy Polaków. Jadš tam młodzi i starsi, głęboko przeżywajšc swój pobyt. Ale nie ma z nimi dziennikarzy „Gazety Wyborczej" i kamer TVN-u. Właœnie na tym polega najważniejsza różnica. Na ziemiach polskich mamy też niezliczone miejsca martyrologii Polaków. Wiele do myœlenia daje fakt, że w rocznicę Wrzeœnia 1939, sowieckich wywózek na Syberię, Katynia, mordów popełnianych przez Ukraińców na Wołyniu czy Powstania Warszawskiego księdza Lemańskiego nie widać. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jego jednostronne uwrażliwienie i działalnoœć jest  obliczone na poklask i nagłoœnienie. Odbywa się to właœnie w „Gazecie Wyborczej" i „Tygodniku Powszechnym", gdzie jest kreowany na bohatera. Wyobraża sobie ksišdz taki dialog, o którym tak pisał obecny papież Franciszek, jeszcze gdy był arcybiskupem Buenos Aires: „Wobec rabina Skórki nie musiałem nigdy bronić swojej tożsamoœci katolika, podobnie jak on nie musiał bronić tożsamoœci żydowskiej, i to nie tylko ze względu na wzajemny szacunek, lecz również dlatego, że tak właœnie pojmujemy dialog międzyreligijny. Chcieliœmy iœć razem, z szacunkiem i serdecznoœciš, w obecnoœci Boga, o nic siebie nawzajem nie oskarżajšc"? Jest to jest z koncepcji dialogu, wyraŸnie ireniczna i być może na obecnym etapie najbardziej skuteczna. Można jš sprowadzić do zalecenia, aby we wzajemnych kontaktach chrzeœcijanie stawali się lepszymi chrzeœcijanami, a Żydzi – lepszymi Żydami. W takim rozwišzaniu usuwamy, bšdŸ milczymy o tym, co nas dzieli, doraŸnie zasypujemy zadawnione przepaœcie i wspólnie, pozostajšc sobš, staramy się zrobić coœ dobrego. Sšdzę, że jest to koncepcja w pewnym sensie minimalistyczna. Na przeciwległym biegunie istnieje  koncepcja swoiœcie maksymalistyczna. Jako fundament  dialogu traktuje ona słowa Benedykta XVI, który na spotkaniu z duchowieństwem rzymskim w maju 2005 r. powiedział: „Jeœli my znaleŸliœmy Pana i jeœli On jest œwiatłem i radoœciš naszego życia, to skšd mamy mieć pewnoœć, że komuœ, kto nie odkrył Chrystusa, nie brakuje jakiejœ istotnej częœci życia i że nie jest naszym obowišzkiem ukazać mu tę istotnš rzeczywistoœć?" Konkluzja papieża brzmi: „Nikomu nie wyrzšdzamy krzywdy, gdy ukazujemy mu Chrystusa, gdy dajemy mu możliwoœć, by stał się autentyczny i doœwiadczył radoœci płynšcej ze znalezienia życia". Tu nie chodzi o prozelityzm ani przymusowe nawracanie Żydów, ale o to, by Jezusa i Ewangelię włšczyć również do agendy dialogu chrzeœcijańsko-żydowskiego. Może się zdarzyć, że żydowska odpowiedŸ jeszcze raz odzwierciedli silny sprzeciw, który pochodzi z wielowiekowej tradycji żydowskiej. Każdy wyznawca judaizmu przyswaja jš sobie od dziecka. Jednak jako człowiek dorosły może i powinien się krytycznie odnieœć do antychrzeœcijańskiego potencjału obecnego w judaizmie rabinicznym, analogicznie jak chrzeœcijanin może i powinien się odnieœć do antyżydowskiego czy antyjudaistycznego potencjału obecnego w tradycji chrzeœcijańskiej. To bardzo kluczowe wyzwanie dla uczciwego dialogu. Co więcej, chodzi też o to, by wypracowywać nowš, lecz zakorzenionš w Biblii i tradycji Koœcioła, pozytywnš teologię judaizmu, oczekujšc, by równolegle odbywał się wysiłek wypracowywania nowej, lecz zakorzenionej w najlepszych nurtach tradycji żydowskiej, judaistycznej teologii chrzeœcijaństwa, obejmujšcej pozytywne spojrzenie na Jezusa i jego wyznawców. Myœlę, że to jest zadanie, które jak dotšd nie zostało podjęte i stanowi zobowišzanie dla kolejnych pokoleń chrzeœcijan i wyznawców judaizmu. Sporo pracy jeszcze przed nami. Bezcenne wskazówki dał Jan Paweł II i Benedykt XVI i trzeba do nich wracać. Porównujšc pontyfikat Jana Pawła II, Benedykta XVI i papieża Franciszka, powiedziałbym, że w sprawach, które dotyczš relacji między Koœciołem a judaizmem pontyfikaty Jana Pawła II i Franciszka sš naznaczone wymownymi gestami. To bardzo ważne, bo majš one charakter wychowawczy i trzeba je naœladować. Natomiast pontyfikat Benedykta XVI był przede wszystkim pontyfikatem głębokiego nauczania, próbš zrozumienia, dlaczego należy takie gesty wykonywać, a nawet więcej: dlaczego należy pójœć dalej niż gesty. W tym pójœciu dalej widzę ogromne zadanie dla Koœcioła i Synagogi, zarówno na bliższš, jak i dalszš przyszłoœć. Skoro mowa o przyszłoœci, jak widzi ksišdz przyszłoœć Polskiej Rady Chrzeœcijan i Żydów? Uważam, że powinna dokonać solidnego obrachunku i wrócić do korzeni, to jest do fundamentalnej idei, która pod koniec lat 40. legła u podstaw utworzenia Międzynarodowej Rady Chrzeœcijan  i Żydów. Statut i regulaminy dajš tu duże możliwoœci, ale zwłaszcza w cišgu ostatnich 15 lat  Polska Rada zrobiła się jednostronna i jednoskrętna. Sš tam katolicy, z których większoœć jest bardzo otwarta na żydowski punkt widzenia, oraz sš tam Żydzi, z których większoœć jest bardzo zamknięta na katolicki i chrzeœcijański punkt widzenia. Dopóki tak będzie, owemu gremium  brakuje wiarygodnoœci. Sšdzę, że ogromne zadanie ma też do spełnienia Komitet Episkopatu Polski do Spraw Dialogu z Judaizmem, ale w moim przekonaniu, w ostatnich latach powiela on błędy, które popełniła Polska Rada Chrzeœcijan i Żydów. Dlatego owocny dialog Koœcioła z wyznawcami judaizmu  w gruncie rzeczy osiadł na mieliŸnie. Przewodniczšcemu tego Komitetu biskupowi Cisło wypomina się, że nawołuje byœmy razem z Żydami budowali wspólny front przeciwko sekularyzacji i laicyzacji. Akurat w tym przedmiocie biskup Cisło ma rację, gdyż utworzenie takiego wspólnego frontu to pilna koniecznoœć. Jeżeli do tego nie dojdzie, religijne kontakty katolicko-żydowskie tracš rację bytu.  Ale ten wštek nie podoba się Magdalenie Czyż z Polskiej Rady Chrzeœcijan i Żydów, która twierdzi, że pójœcie w tym kierunku oznaczałoby ograniczenie wolnoœci ludzi niewierzšcych. Takie stwierdzenia obnażajš powierzchownoœć oraz płytkoœć myœlenia i działalnoœci, stawiajšc sens istnienia owego gremium pod wielkim znakiem zapytania. - rozmawiał Tomasz Krzyżak Ks. Waldemar Chrostowski jest przewodniczšcym Stowarzyszenia Biblistów Polskich i kierownikiem Zakładu Dialogu Katolicko-Judaistycznego na UKSW. Był współtwórcš i oraz (w latach 1991-98) współprzewodniczšcym Polskiej Rady Chrzeœcijan i Żydów
ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL