Opinie

Góral: Konkurować polotem, nie żabotem

Edwin Góral, radca prawny
Fotorzepa
Niechęć adwokatów do zrównania ich z radcami nie ma dla Sejmu żadnej doniosłości. To nie ich interesy będą rozważali posłowie, ale ważne i aktualne potrzeby zwykłych ludzi – pisze radca prawny Edwin Góral.
Ujednolicenie statusu zawodowych pełnomocników, radców i adwokatów leży w interesie państwa. To po pierwsze. Po drugie jest to interes wymiaru sprawiedliwości. Po trzecie oczekują tego zwykli ludzie. A już najbardziej – przedsiębiorcy.
W interesie państwa jest systematyczne upraszczanie, „potanianie", a jednocześnie podnoszenie efektywności zadań państwa w sferze ochrony własności, godności czy też legalności działań jego organów. Dzisiejsza „segmentacja" usług prawniczych jest zaprzeczeniem racjonalnie pojętej i niesłychanie potrzebnej specjalizacji. Źle więc się dzieje, jeśli podział na zawodowe specjalizacje dokonuje się przed kształceniem i przed zdobyciem jakichkolwiek doświadczeń – już przed aplikacją. A więc intuicyjnie, albo najczęściej przypadkowo, bez racjonalnego uzasadnienia. Uniemożliwia więc optymalną specjalizację usług prawniczych – na podstawie doświadczeń, a nie „formalnego zakresu uprawnień".
Jak najlepiej urzeczywistnić interes wymiaru sprawiedliwości? Dać możliwość wszystkim, którzy zdadzą egzaminy państwowe, KONKUROWANIA w sprawach sądowych. Nie jest bowiem pożądana taka sytuacja, kiedy występowanie w różnych rolach przed sądem wyznacza kolor żabotu, a nie osobiste predyspozycje, sprawność organizacyjna i zwyczajna chęć do wykonywania ciężkiej pracy. Wszyscy zdają sobie sprawę, że inne talenty są potrzebne do obrony notorycznego przestępcy, oskarżonego o zbrodnię, inne zaś do ustalania nieważności skomplikowanej umowy przenoszącej własność. W interesie władzy sądowniczej jest więc taki stan rzeczy, kiedy zawodowi prawnicy odnajdą się w tych rolach na podstawie osobistych doświadczeń. Nie ma lepszej metody niż taka, kiedy każdy mecenas sam najlepiej znajdzie swoje miejsce, specjalizację i pole do odnoszenia sukcesów. Upewni się, jaka forma zatrudnienia jest najbardziej odpowiednia, w jakiej dziedzinie prawa ma szansę na sukcesy oraz w jaki sposób będzie układał relacje z klientami.

Prawo do sądu

Najważniejszy jest zawsze punkt widzenia obywateli. To w ich interesie ustawa zasadnicza ustanowiła „prawo do sądu". Dlatego rzeczą ustrojodawcy jest prawo to jak najlepiej urzeczywistniać. Ułatwiać dostęp do władzy sądowniczej, zapewniając jak najszerszą ofertę usług świadczonych przez zawodowych pełnomocników w jak najprostszych formach. Chodzi o to, by rynek usług prawniczych był jak najszerszy – istniała na nim konkurencja. Niezakłócana przez różnice w określeniach „adwokat" i „radca prawny". W sposób bezsporny taki podział stoi temu na przeszkodzie. Dlatego rzeczą Sejmu jest uchwalić takie zmiany ustaw, żeby absolwenci tych samych uniwersytetów, mający tę samą wiedzę zdobytą na bardzo podobnych aplikacjach – w takim samym zakresie świadczyli pomoc prawną. Nie ma więc żadnych przeszkód, aby interesy tak zwanych korporacji prawodawca łatwo pogodził. Jak? Kwestię przynależności – wpisania się na listę radców czy też adwokatów – pozostawiał samym zainteresowanym. Podział tak samo wyedukowanych pełnomocników na adwokatów i radców jest archaiczny Dlatego tak zwane zrównanie uprawnień zawodowych adwokatów i radców prawnych, prezentowane przez kolejnych ministrów, stało się nieuniknione. Nie ma bowiem miejsca na obronę jakichś „historycznych" podziałów i rzekomo różnych „potencjałów" radców i adwokatów. W rzeczywistości chodzi wyłącznie o konieczne ułatwienie i „potanienie" realizacji „prawa do sądu". W tym kontekście niechęć adwokatów do zrównania ich z radcami nie ma dla Sejmu żadnej doniosłości. To nie ich interesy będą rozważali posłowie, ale ważne i aktualne potrzeby zwykłych ludzi. Dlaczego do tej pory nie udała się taka unifikacja? Ta legislacyjna niemoc przez ostatnie dwadzieścia lat była objaśniana na różne sposoby. Nie wypada przypominać demagogicznych czy też wręcz niemądrych argumentów ani też takich głosów, które odwoływały się do jakichś „specjalnych kwalifikacji etyczno-moralnych" adwokatów. Zważywszy, że bardzo duża część adwokatów zdawała egzamin radcowski, wszelkie argumenty straciły na znaczeniu. Nie można bowiem wykazać, iż to rodzaj aplikacji oraz szczegółowy zakres egzaminu decyduje o jakości pracy członka palestry. Podział tak samo wyedukowanych i jednakowo przeegzaminowanych pełnomocników na adwokatów oraz radców jest więc archaiczny. Po prostu zbędny: dzisiaj nikomu nie służy.

Historia to nie wszystko

Czy jest ktoś, kto trafiłby do zwykłych ludzi i przekonał ich, że adwokat jest „ważniejszy" i lepiej zapewni obsługę niż radca prawny? Nie przypominam sobie, aby taki autorytet istniał. Nie zwracam bowiem uwagi na tych członków palestry, którzy dzielą pełnomocników na tych prawdziwych, czyli adwokatów, i felczerów – radców prawnych. Choć już dzisiaj nikt wprost w taki sposób, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu, nie ma odwagi się wypowiedzieć, to jednak stronników takiego myślenia ciągle słychać. Mam nadzieję, że radca prawny i adwokat równocześnie Rafał Dębowski do nich nie należy. Rzetelnym i potrzebnym pełnomocnikiem w jakiejś dziedzinie prawa zostaje się dzięki własnej pracy, a nie powołaniu przez ministra sprawiedliwości. Nie ma zatem sensu obstawanie przy „historycznych" podziałach, sztucznych i społecznie nieakceptowanych specjalizacjach. Ludziom nie tylko trudno wytłumaczyć, na czym polegają odrębności spraw cywilnych i karnych. Jeszcze trudniej jest objaśnić, jakie są różnice między adwokatem (obrońcą) a radcą prawnym (pełnomocnikiem pokrzywdzonego). Który jest ważniejszy? Z kim się sąd bardziej liczy? I tak dalej. Tłumaczenie, iż adwokat, jako obrońca dłużnika, broni jego „wolności", natomiast radca prawny, jako „pełnomocnik" wierzyciela, broni jego własności – niczego nie wyjaśnia. Wręcz przeciwnie. Zawsze wywołuje pytania i wątpliwości – odbierane jest jako bezsensowne komplikowanie życia i ludziom, i sądom. Po co więc Sejm nadal miałby obstawać przy takim zróżnicowaniu? Skoro podział uprawnień nie leży ani w interesie państwa, ani nie zgłasza takiego zapotrzebowania wymiar sprawiedliwości to ostateczny głos należy do obywateli. Czy jest jakiś dowód na to, że przeciętny Kowalski pragnie spotykać na sali sądowej z jednej strony radcę prawnego, a z drugiej adwokata? Czy z jego punktu widzenia gra w kolory ma jakiś sens? Zawodowi pełnomocnicy najlepiej będą wykonywać swoje zadania, konkurując ze sobą zawodową jakością, rzetelnością i ceną usług, a nie kolorem żabotu. Dlatego apeluję: Konkurujmy głową, nie togą! Edwin Góral prowadzi kancelarię w Warszawie
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL