Zygmunt Bauman z bezpieki na uniwersytet. Komentuje Dominik Zdort

aktualizacja: 25.06.2013, 20:00
Dominik Zdort
Dominik Zdort
Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Warto to powiedzieć jednoznacznie: napad na wykład prof. Zygmunta Baumana, do którego doszło we Wrocławiu, to wydarzenie skandaliczne.

Niezależnie od tego, czy dokonali go działacze skrajnej nacjonalistycznej organizacji, czy piłkarscy kibole, czy jedni i drudzy razem – ich działania zasługują na stanowcze potępienie. Sprawcy, jeśli złamali prawo, powinni być ukarani.
Ale skoro nie usprawiedliwiamy w żaden sposób młodych ludzi, którzy zakłócili wykład, to przypomnijmy także, kim jest Zygmunt Bauman. Dokumenty, które przetrwały, poświadczają, że profesor, kreowany dziś na subtelnego intelektualistę, patron nowej lewicy, w czasach powojennych był zaangażowanym stalinistą i to nie tylko jako wysoki urzędnik komunistycznego aparatu propagandy, ale także jako agent Informacji Wojskowej i nagrodzony Krzyżem Walecznych dowódca oddziału Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który „wyróżnił się schwytaniem wielkiej ilości bandytów”.
Warto tu uściślić parę pojęć: KBW była jedną z najbardziej bezwzględnych formacji aparatu bezpieczeństwa, miała na sumieniu zamordowanie 1500 „bandytów” – jak nazwano w czasach PRL żołnierzy wyklętych. Informacja Wojskowa była zaś służbą stworzoną przez Rosjan (i początkowo wyłącznie przez nich obsadzoną) – formalnie kontrwywiadem, faktycznie (jak określił to prof. Paweł Wieczorkiewicz) „UB do kwadratu”.
To prawda: niejeden Zygmunt Bauman był „budowniczym PRL”, w walkę z podziemiem niepodległościowym były zaangażowane tysiące młodych ludzi, którzy z naiwności czy z cynizmu zasilili stalinowski aparat propagandy i przemocy. Część z nich potem choć częściowo odpokutowała swoje winy zaangażowaniem w demokratyczną opozycję.
Z tym że to akurat nie jest przypadek Baumana. Jego świetnie rozwijającą się karierę w PRL przerwały nie polityczne represje, ale antysemickie czystki w 1968 roku. Ale nawet potem nie odciął się od stalinizmu. Do swojej współpracy z KBW i kontrwywiadem przyznał się dopiero wtedy, gdy ujawniono potwierdzające to dokumenty. Co więcej – swoje komunistyczne zaangażowanie uznał za słuszne, porównując je ze współczesną walką z terroryzmem.
Kiedy więc oburzamy się na bojówki zakłócające wykłady profesora, zastanówmy się przy okazji, jak to możliwe, że w kraju tak doświadczonym przez stalinowski terror jak Polska w uniwersyteckich aulach wciąż znajduje się miejsce dla ludzi pokroju Zygmunta Baumana.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE