Publicystyka
Platformo, nie idź tą drogą!
Donald Tusk powinien wycofać kontrowersyjny projekt zmian w ustawie o radiofonii i telewizji, by rozpocząć prawdziwą debatę na temat mediów publicznych – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto wierzyłby, że proponowane przez Platformę Obywatelską rozwiązania dotyczące mediów publicznych będą służyć ich odpartyjnieniu. Ustawa medialna może być najpoważniejszym błędem partii Tuska. To projekt groźny i dla mediów publicznych, i dla wizerunku samej PO. Bo trudno odczytać intencje twórców projektu inaczej niż jako chęć podporządkowania sobie radia i telewizji.
Chciałoby się krzyknąć, i to zupełnie na trzeźwo: Donaldzie Tusku, Grzegorzu Schetyno, Bogdanie Zdrojewski, nie idźcie dalej tą drogą! Nie zniszczcie tego, co jeszcze zostało z mediów publicznych!
Rację mają ci, którzy mówią, że politycy PiS mają ograniczone prawo moralne, by potępiać cokolwiek, bo sami dokonali skoku na media. Pamiętamy zapowiedzi ówczesnego wiceministra z rządu PiS Jarosława Sellina, który przekonywał, że ma notes z listą niepartyjnych fachowców, którzy obsadzą rozmaite medialne instytucje. A jak się skończyło – wiemy wszyscy. Partyjni działacze PiS, LPR i Samoobrony w zarządach i radach nadzorczych.
Ale też trudno się nie zgodzić z Przemysławem Gosiewskim, kiedy mówi, że takiego projektu jak obecny przygotowany przez Platformę Obywatelską to nawet Rywin by nie wymyślił.
Z telewizją, lecz bez wizji
W pomysłach partii Tuska na media publiczne prawie wszystkie najważniejsze punkty są złe.
Po pierwsze – pomysł powoływania władz radia i telewizji publicznej przez szefa UKE, który jest człowiekiem premiera i jemu podlega, to otwarta deklaracja: o tym, kto zostanie prezesem telewizji, będzie decydował szef rządzącej partii. Tak było i do tej pory, ale wymagało to gimnastyki. Teraz będzie można to robić bez wysiłku.
Jeśli ktoś miał cień wątpliwości, że chodzi o coś innego, to zapis mający umożliwić bezproblemowe odwoływanie szefów TVP i PR przez ministra skarbu nie pozostawia żadnych złudzeń. Każdy kolejny rząd, poczynając od rządu Tuska, z tej możliwości z przyjemnością będzie korzystał. Na szczęście pod wpływem zmasowanej krytyki PO zaczęła z tych niemądrych pomysłów się trochę wycofywać. Ale te zmiany nie zmieniają sensu ustawy.
Po drugie – oddanie regionalnych ośrodków radia i telewizji w ręce samorządów oznaczać będzie jeszcze większe ich upartyjnienie. Na jakiej podstawie mamy podejrzewać, że lokalni bonzowie partyjni, zwłaszcza ci, którzy nie zostali zaspokojeni stanowiskami w administracji krajowej, powstrzymają się przed obstawieniem swoimi ludźmi władz regionalnej telewizji? Dlaczego mieliby zrezygnować z możliwości bezpośredniego wpływania na swój elektorat, na tych, którzy mają ich wybierać w okręgach wyborczych? To rozwiązanie oznacza jeszcze większe uzależnienie regionalnych stacji radiowych i telewizyjnych od polityki.
Zniesienie abonamentu – co zapowiada premier – i zastąpienie go dotacją z budżetu nie jest żadnym zniesieniem podatku. Bo przecież pieniądze z budżetu też pochodzą z podatków. Jaka będzie różnica? Ano taka, że teraz minister (albo ludzie od niego zależni) będzie decydować o tym, kto i ile dostanie kasy na robienie programów. To też ma gwarantować odpartyjnienie? Skutek będzie na pewno następujący: osłabienie TVP, na korzyść TVN, Polsatu i Pulsu.
Jednak największą wadą, wadą podstawową koncepcji PO, jest to, że nie przedstawia ona żadnej wizji mediów publicznych. Czym mają być? Czym ma być ich misja? Widać wyraźnie, że Platforma – poza tym, że chciałaby odsunąć od mediów ludzi PiS i móc pokazać, że odchudza instytucje – nie ma na to żadnego pomysłu. Od początku najważniejsi politycy tej partii przerzucają się chaotycznie rozmaitymi, nie do końca przemyślanymi, konceptami.
Wszyscy przyłożyli rękę
Dotychczas obowiązująca ustawa medialna nie jest dramatycznie zła. Zła jest praktyka. Błąd nie tkwi w takim, a nie innym kształcie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Problemem są wiecznie niezaspokojone potrzeby polityków. Żadna z dotychczasowych ekip politycznych nie odpuściła sobie telewizji. I nie mam żadnych podstaw, by podejrzewać Platformę, że ma inne zamiary. Zwłaszcza kiedy jej eksperci proponują rozwiązania przypominające czasy PRL.















