Wybory samorządowe 2010
Sojusz w symbiozie z Kościołem
Wielu lokalnych działaczy SLD nie wyobraża sobie wprowadzenia w życie antyklerykalnych haseł szefa partii
– Hasła rozdziału państwa od Kościoła, usunięcia krzyży z miejsc publicznych czy religii ze szkół łatwo się rzuca na konferencjach w Warszawie – mówi podlaski samorządowiec, długoletni członek Sojuszu Lewicy Demokratycznej. – Sprawując władzę w samorządzie, gdzie każdy każdego dobrze zna, trzeba umieć pogodzić interesy państwa i Kościoła. Nie chcemy sobie tworzyć lokalnego piekiełka.
Na pewno nie tworzy go SLD-owski prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc. Niedawno na przykład nakłaniał radnych popierających go ugrupowań, by głosowali za użyczeniem parafii katedralnej miejskiej działki, na której ma powstać kaplica. Uchwałę przyjęto w zeszłym tygodniu.
O bliskich kontaktach Ferenca z biskupem rzeszowskim Kazimierzem Górnym i proboszczem parafii katedralnej ks. prałatem Stanisławem Macem w mieście krążą legendy. – My, samorządowcy z różnych opcji, czasem spotykamy się u biskupa, ale zasiąść do stołu możemy dopiero, gdy zjawi się Ferenc – opowiada radny PiS.
Na wniosek prezydenta w tym roku ordynariusz rzeszowski został honorowym obywatelem miasta.
– W salach magistratu wiszą krzyże i dokąd w mieście rządzić będzie lewica, nikt ich nie tknie – zapewnia bliski współpracownik Ferenca.
Przewodniczący rzeszowskiej rady miasta Konrad Fijołek, także członek SLD, tłumaczy, że należy oddzielić kampanię na szczeblu krajowym od tej w miastach i gminach. – Sprawa rozdziału Kościoła od państwa nie będzie motywem przewodnim kampanii samorządowej – zaznacza.
Wierni działacze
Centrum Badania nad Życiem Politycznym Wolnego Uniwersytetu w Brukseli przeprowadziło dwa lata temu badanie poglądów członków SLD. Wzięło w nim udział ponad 1,5 tys. delegatów Sojuszu na zjazdy regionalne w całym kraju. Wyniki: 65 proc. ankietowanych to osoby wierzące, regularnie chodzące do kościoła. Do uczestnictwa w praktykach religijnych przyznał się też co trzeci niewierzący delegat Sojuszu. – Może to wynika z konformizmu Polaków, ale trzeba pamiętać, że znaczna część ankietowanych pełni funkcje publiczne. A wypełnianie obowiązków związanych np. ze stanowiskiem burmistrza wymaga uczestnictwa w uroczystościach, które w Polsce bez mszy się nie obędą – tłumaczy dr Anna Pacześniak, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, która koordynowała badania belgijskich naukowców.
Jej zdaniem lokalni działacze SLD czują się niezręcznie z antyklerykalną retoryką liderów. – Choćby dlatego, że wielu z nich jest z miejscowym proboszczem na ty. Taki zaostrzony kurs partii odbierają jako utrudnienie kontaktów lokalnych – uważa dr Pacześniak.
Rzecznik SLD Tomasz Kalita przekonuje jednak, że od czasu tamtych badań wiele się zmieniło. – Z naszego referendum w sprawie konstytucji programowej i wewnątrzpartyjnych dyskusji wynika, że postawa liderów SLD dotycząca rozdziału państwa od Kościoła jest szeroko akceptowana wśród członków – twierdzi. – Jeżeli ktoś wstępuje do SLD, podpisuje się pod statutem i programem partii odnoszącym się też do tych spraw.
Ale przyznaje, że w wielobarwnej partii, jaką jest Sojusz, można usłyszeć mniej zdecydowane głosy w tej sprawie.
Czemu się wtrącać?
– Antykościelna retoryka z góry nie pomoże ludziom lewicy w wyborach samorządowych – uważa Małgorzata Węgrzyn, wójt małopolskiej gminy Klucze, działaczka SLD. – Od 30 lat piastuję to stanowisko i jeśli większość chodzi do kościoła czy chce wieszać krzyże, to czemu ja mam się wtrącać?
Zapewnia, że współpraca z Kościołem od lat układa się na jej terenie bardzo dobrze. – Wydałam dwa czy trzy pozwolenia na budowę świątyń, niedawno razem z Kościołem zorganizowaliśmy przepiękne dożynki diecezjalne. Na 105. rocznicę istnienia jednej ze szkół przyjedzie ksiądz biskup – wylicza. O antyklerykalnej kampanii nikt tu nawet nie myśli. Jak mówi związany z lewicą prof. Kazimierz Kik, politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach: – Droga lewicy do odzyskania elektoratu wiedzie przez wiarygodną politykę prosocjalną, a nie antyklerykalną retorykę. Lewica musi się stać wiarygodnym obrońcą ludzi świata pracy.















