Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Podlasie

Odkrywanie rodzinnych korzeni

Rodzina Dagmary Dworak w domu w Hajnówce w 1936 roku. Ojciec autorki Bogusław Żukowski na rękach mamy Sylwestry, która zmarła na Syberii.
Materiały rodzinne
Dagmara Dworak opowiedziała w filmie i ksišżce „Kromka chleba" o zesłaniu swojej rodziny z Hajnówki na Syberię.

Rodzina autorki, tak jak tysišce Polaków z polskich ziem wschodnich, trafiła na rozkaz Stalina w głšb Rosji na Syberię. Zesłani zostali dziadek Leonard, babcia Sylwestra, czwórka małych dzieci, w tym ciotki – Jadwiga, Róża i Danuta, a także najmłodszy z rodzeństwa Bogusław, tata pani Dagmary. W momencie zesłania miał trzy i pół roku.

Nieugięty legionista

Rodzina padła ofiarš represji Stalina, ponieważ Leonard Żukowski był byłym legionistš, leœniczym, urzędnikiem II RP.

– Dziadek wstšpił do Legionów 13 grudnia 1915 roku. Miał wówczas dokładnie 16 lat i 13 dni – powiedziała nam Dagmara Dworak. – Przydzielony został do 4. baonu uzupełniajšcego, skšd 29 lutego 1916 roku wyruszył na front z 4. Pułkiem Piechoty. W 1920 roku brał udział w walkach z bolszewikami pod Tomaszowem Lubelskim. Zapewne legionowej przeszłoœci dziadek zawdzięczał niepokornš duszę i nieugięty kręgosłup polityczny. Dziœ nie chcemy pamiętać o tym, że Legiony Piłsudskiego na poczštku I wojny œwiatowej nie były radoœnie witane przez polskš ludnoœć na terenie zaboru rosyjskiego. Kiedy legioniœci wkraczali do Kongresówki, trzaskały okiennice domów ludzi, którzy kryli się za nimi, bo paraliżował ich strach.

Od wiosny 1933 roku Leonard Żukowski zatrudniony był jako gajowy w Lasach Państwowych. W Hajnówce pracował od 1936 roku. To właœnie jego profesja była bezpoœredniš przyczynš deportacji całej rodziny na Syberię 10 lutego 1940 roku. Sowieci kierowali się tym, że leœnicy umieli posługiwać się broniš, wyœmienicie znali teren, stanowili realne zagrożenie – zarzewie i wsparcie partyzantki.

Niezłomne zasady Leonarda Żukowskiego dały znać o sobie, gdy nie chciał zgodzić się na przyjęcie obywatelstwa radzieckiego. Został za to skazany na łagier.

– Dla mojego taty i jego sióstr, czas kiedy dziadek został aresztowany, a potem skazany na łagier, był niewštpliwie czasem najtrudniejszym, pomimo wczeœniejszych traumatycznych przeżyć zwišzanych z œmierciš matki – mówi Dagmara Dworak. – Przez długi czas dzieci nie wiedziały, co dzieje się z ich ojcem, czy żyje, czy nie został przez NKWD zamordowany. Nikogo o niczym nie informowano. Typowa sowiecka rzeczywistoœć: człowiek wyszedł do pracy i do domu już nie wrócił, zniknšł. Dzieci żyły w niepewnoœci każdego dnia. Potem, kiedy ktoœ komuœ pokštnie powiedział, co się z ich ojcem dzieje, że trafił do łagru – niepewnoœć dzieci wzrosła jeszcze bardziej. Nie było wiadomo, czy mojemu dziadkowi uda się przetrwać. Przecież ludzie w łagrach umierali masowo.

Ojciec autorki „Kromki chleba" i jego siostry bali się też, że trafiš do sowieckiego domu dziecka. Ich dramatycznš rzeczywistoœć znały, ponieważ Leonard Żukowski jako działajšcy przy armii Andersa mšż zaufania z trudem realizował przydzielone mu zadanie wydobywania polskich sierot z sowieckich domów dziecka.

– Dla ojca i jego sióstr było oczywiste, że dzieci były zabiedzone, zastraszone i przerażajšco szybko ulegały rusyfikacji – mówi Dagmara Dworak. – Ostatecznie nie zostali zabrani do sowieckiego domu dziecka, dzięki pomocy innych Polaków, a przede wszystkim odwadze i determinacji samotnej Polki, pani Marii Stolarczyk. To ona wzięła dzieci pod swojš opiekę, oszukujšc władze sowieckie i twierdzšc, że jest niedawno poœlubionš żonš ich ojca, a zatem prawnym opiekunem.

Zaskakujšce wybawienie

Dzięki sprzyjajšcym historycznym i politycznym okolicznoœciom Leonard Żukowski wydostał się z łagru.

– Był to czas, kiedy na terenie Zwišzku Sowieckiego ponownie zaczęto formować polskie wojsko – wspomina Dagmara Dworak. – Tym razem całkowicie podległe Moskwie, ale mimo wszystko polskie wojsko. Do łagru przyjechała komisja poszukujšca rekrutów do nowej formacji. Potem pod eskortš NKWD dziadek został przetransportowany do Riazania, miejsca formowania się I Dywizji Koœciuszkowskiej. Po krótkim szkoleniu trafił na front. Z wojska mógł już pisać listy do dzieci pozostawionych w Zwišzku Sowieckim. Służył w 5. Dywizji Ciężkiej Artylerii. W styczniu 1945 roku pod Warszawš został ciężko ranny i po pobycie w szpitalu, został oddelegowany na długi urlop rekonwalescencyjny. W wojskowym mundurze, jeszcze bardzo słaby, z bandażami na głowie – przez które, jak twierdzš żyjšcy do dziœ œwiadkowie, sšczyła się krew – ruszył na Syberię w poszukiwaniu dzieci. Kiedy je odnalazł, kiedy się wreszcie po długiej rozłšce zobaczyli – był to najszczęœliwszy dzień w ich życiu. Wtedy jednak, dziadek nie miał prawa wracać z dziećmi do Polski. Nakazano mu regularnie meldować się w wojenkomacie, gdzie poddawany był przesłuchaniom. Musiał czekać.

Autorka „Kromki chleba" zdecydowała się na oryginalnš formę opowieœci, która łšczy wspomnienia œwiadków historii z narracjš historycznš. Do ksišżki, wydanej nakładem poznańskiego Rebisu, dołšczony jest filmowy reportaż z wyprawy na Syberię.

– Pierwszy powstał film dokumentalny, bo w dwóch syberyjskich wyprawach towarzyszyła nam kamera – mówi Dagmara Dworak. – Mieliœmy więc zdjęcia z podróży, a dla zbudowania właœciwego przekazu dograliœmy, już w Polsce, wspomnienia mojego taty i jego siostry Danusi. Zaczęli wspominać. Zarejestrowaliœmy wiele godzin tych wspomnień. Te najbardziej poruszajšce były, niestety, nazbyt długie, aby w całoœci mogły znaleŸć się w filmie. Obawialiœmy się, że zapisane w filmowych plikach popadnš w zapomnienie. Chciałam tego uniknšć i zaczęłam wieczorami spisywać słowo po słowie. A potem uzupełniałam, rozszerzałam, porzšdkowałam, by na końcu dodać nowe wspomnienia, usłyszane w trakcie kolejnych rozmów z ojcem i ciociš.

Tak rosła iloœć zapisanych stron przeznaczonych wyłšcznie do rodzinnego archiwum, nie było bowiem planów napisania ksišżki i jej opublikowania.

– Wtedy jasne dla mnie się stało, że trzeba rodzinnš opowieœć osadzić w historycznych realiach, dodać krótkie, rzeczowe informacje o wydarzeniach, które determinowały losy zesłańców – mówi autorka. – Wyszłam z założenia, że nawet my, dzieci i wnukowie syberyjskich zesłańców, słabo znamy historię, czasami nazbyt wybiórczo.

Z rękopisem do wydawcy pojechał mšż pani Dagmary.

– Jako jedyny wierzył, że historia rodziny Żukowskich może być interesujšca również dla innych – opowiada pani Dagmara Dworak. – I miał rację!

Tajemniczy taksówkarz

Ksišżka choć pojemniejsza niż film, też nie wyczerpała wszystkich tematów, historii i zdarzeń zwišzanych z wyprawš na Syberię.

– Jednš z nich było zaginięcie naszego bagażu, który został zatrzymany przez rosyjskie służby celne w Moskwie i nie poleciał z nami do Irkucka – opowiada Dagmara Dworak. – Mimo póŸniejszych starań polskiego konsula w Irkucku, nie został nam wydany. Tym samym przepadł ekwipunek pieczołowicie, miesišcami przygotowywany na naszš ekspedycję. 26-dniowš podróż odbyliœmy bez bagaży, dokupujšc jedynie to, co najbardziej niezbędne: szczotki do zębów, bieliznę i koszulki na zmianę. Dziœ, z perspektywy czasu, uważamy, że w czasie podróży nie skupialiœmy się na naszych opasłych bagażach, ale na przeżywaniu drogi. Skupieni byliœmy na tym, co najważniejsze.

Warto wspomnieć, że w podróży na Syberię autorce towarzyszyła asysta służb specjalnych Federacji Rosyjskiej – słynna FSB.

– Nie od razu zorientowaliœmy się, że jesteœmy inwigilowani – mówi Dagmara Dworak. – Przecież nie mogliœmy przypuszczać, że służby zajmujšce się poważnymi zagrożeniami, zainteresujš się dawnym syberyjskim zesłańcem, który w asyœcie rodziny pragnie odszukać w tajdze mogiłę swojej matki. A jednak! – opowiada Dagmara Nowak. – Asysta służb była widoczna na wielu etapach naszej podróży: w Irkucku, nad jeziorem Bajkał, w całym rejonie Taszła, Buzułuku i Orenburgu. Przyznać trzeba, że dyskretna, niedokuczliwa, ale była. W Irkucku, czyli ponad 600-tysięcznym mieœcie, jako jedyna przed lotniskiem czekała na nas taksówka z przemiłym, wšsatym, mocno gadatliwym kierowcš. Potem przyjeżdżał na każde nasze telefoniczne wezwanie zgłaszane do lokalnej korporacji taksówkowej. Pan taksówkarz, jak potem się okazało, zadziwiajšco dobrze rozumiał nasz język, mimo że nigdy się tym nie pochwalił. Kiedy nacisnęliœmy go w tej sprawie, wyznał, że przez wiele lat w wojsku sowieckim stacjonował w naszym kraju, w Legnicy. O przedziwnych zdarzeniach towarzyszšcych naszej podróży można by długo opowiadać.

Po premierze „Kromki chleba" odbyło się już wiele spotkań z czytelnikami.

– Zaskakuje mnie liczne grono osób zainteresowanych tym tematem – mówi Dagmara Dworak. – Mam przyjemnoœć słuchać przemiłych opinii. Czytelników zaskakuje, a często wręcz zachwyca, forma narracji, czyli wzajemnie przeplatajšce się wypowiedzi, raz siostry, raz brata, które układajš się w przepięknš historię. A chociaż dotyczy trudnego dzieciństwa z lat syberyjskiego zesłania, co niejednego już zaskoczyło – budzš również œmiech. Opowiadam przecież o œwiecie widzianym oczyma dzieci, które szczególnie w ksišżkowej opowieœci przemawiajš do nas w zadziwiajšcy, wstrzšsajšcy wręcz sposób.

Zrzutka z kieszonkowego

Autorka dała się też namówić, choć nie bez oporu i wštpliwoœci, na kilka spotkań z młodzieżš licealnš i uczniami ostatnich klas gimnazjum.

– Spodziewałam się braku uwagi, znużenia, bezrefleksyjnego podejœcia do tematu. Niesłusznie – mówi Dagmara Dworak. – Gdy zabrakło wolnych miejsc na widowni, widziałem młodych ludzi siedzšcych na schodach sali kinowej, wpatrzonych w ekran, skupionych na przeżywaniu filmu. Rosło mi serce, kiedy panowała cisza jak makiem zasiał. To dla mnie największa nagroda. Premia za to, że zrealizowałam film w takiej formie, która według filmowców-profesjonalistów, nie miała szans się udać. Zawsze pamiętać będę czwórkę młodych ludzi, proszšcych o wpis autorski do egzemplarza „Kromki chleba" po jednym ze spotkań. Imienny wpis dla całej czwórki, gdy młodzi ludzie kupili ksišżkę na spółkę, zrzucajšc się z kieszonkowego. Czy można zamarzyć o czymœ więcej?

masz pytanie, wyœlij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL