Wielkie odliczanie do wakacji

aktualizacja: 01.06.2017, 23:00
Piotr Mazurkiewicz
Piotr Mazurkiewicz
Foto: Fotorzepa / Waniek Ryszard

W tym roku jeśli ktoś chce spędzić wakacje w kraju, to jest zdecydowanie za późno na decyzję. Najlepsze oferty z rynku zniknęły już miesiące temu, a mimo rosnących cen teraz w zasadzie nie ma w czym wybierać.

REDAKCJA POLECA

W mniej czy bardziej uczęszczanych kurortach nad Bałtykiem, na Mazurach czy w górach w zasadzie komplet rezerwacji i teraz wszyscy mogą tylko trzymać kciuki za pogodę. Ta jak zawsze może popsuć nastrój i zmusić turystów do odwołania wyjazdu, nawet jeśli ceną ma być utrata wpłaconego już zadatku. Standardowo ok. 30 proc. wyższego niż rok temu, kiedy ceny już osiągnęły, jak się mogło wydawać, poziomy absurdalne.

Co roku pojawia się pytanie, po co ludzie robią to sobie. Czy na wyczekiwane przez rok wakacje warto jechać do niemiłosiernie zapchanych miasteczek, które w większości nie są na taki najazd przygotowane? Nie chce im się inwestować, skoro sezon trwa w porywach trzy miesiące. Zatem wszędzie są kolejki, bo personelu za mało itp. Standardy też mocno niedzisiejsze, jak samodzielne odbieranie dań w restauracji, do tego plastikowe sztućce.

Już widać, że coraz więcej osób szuka mniej obleganej alternatywy. W całym kraju jest coraz więcej opcji ciekawego spędzenia kilku dni czy dłuższego pobytu. Jednym z takich miejsc jest z pewnością wciąż nieodkryte Lubuskie. Dobre hotele otwierane są już nie tylko z myślą o gościach konferencyjnych bądź przyjęciach weselnych.

Niechętnym hotelowemu stylowi w sukurs idzie szybko rosnąca liczba mniejszych czy większych pensjonatów, często uruchamianych przez wykończonych wielkomiejskimi czy korporacyjnymi rygorami mieszczuchów. Oni często odbudowują lokalne receptury na organiczną żywność, produkują w stylu manufakturowym sery, przetwory owocowe czy warzywne.

W ten sposób zazwyczaj na zupełnym uboczu można znaleźć przytulne i ciekawe miejsca na wakacje. Daleko od dudniących dyskotek, gofrów za 5 zł sztuka czy wszechobecnych parawanów.

Coraz więcej Polaków jest takim stylem zmęczonych, a w tym zjawisku widać szansę dla lokalizacji dotychczas zupełnie niekojarzących się z terenami turystycznymi.

Rynek się zmienia i wreszcie operatorzy hoteli i pensjonatów widzą, że nie ma już standardowego turysty. Trzeba się zdecydować, do jakiej grupy chce się ze swoją ofertą dotrzeć, i konsekwentnie w ramach tego modelu się poruszać. Jeśli mówimy o lokalnych produktach, to nie ściemniajmy, robiąc zakupy do kuchni w sieciach hipermarketów. Wszyscy może się nie zorientują, ale niektórzy na pewno i w ten sposób można zepsuć sobie wizerunek.

Masówka też ma się dobrze, co widać choćby po rosnącej popularności hoteli z polskimi strefami w zagranicznych kurortach. Dla naprawdę zdeterminowanych.

POLECAMY

KOMENTARZE