Region zaczął walkę o zdrowie swoich mieszkańców. Przydałoby się wsparcie centrali

aktualizacja: 12.09.2017, 21:00
Aneta Wieczerzak-Krusińska
Aneta Wieczerzak-Krusińska
Foto: Fotorzepa / Kompala Waldemar

Blisko 2,6 tysiąca papierosów rocznie wypalają niemowlęta i dzieci urodzone w Katowicach. Szokujące? A jednak prawdziwe. Nie dlatego, że niepełnoletni na Śląsku zaczęli masowo palić. Po prostu wdychają rakotwórczy benzopiren, znajdujący się w zanieczyszczonym powietrzu.

REDAKCJA POLECA
13.09.2017
Orzysz wychodzi z cienia
12.09.2017
Zdrowie albo zyski
12.09.2017
Więcej czujników smogu na Śląsku
12.09.2017
LED-y powoli oświetlają Śląsk
kariera
Jak przekonać szefa do awansu?

Ten sam związek jest w papierosowym dymie. Mieszkańcy wdychają więc zawieszone w powietrzu pyły i szkodliwe substancje tak, jakby byli regularnymi palaczami – wszyscy bez wyjątku, w tym małoletni i kobiety w ciąży. Tym ostatnim śląscy lekarze zalecają... brak spacerów i zamykanie okien. Bo to szkodliwe dla zdrowia i życia.

Nic dziwnego, że Śląsk jako drugi po Małopolsce region wdrożył uchwałę antysmogową. Przez dziesięć lat dymiące kopciuchy mają być zastąpione nowoczesnymi kotłami, gdzie nie można wrzucać odpadów węglowych i śmieci. Już jest też zakaz palenia mułami, flotami, węglem brunatnym i mokrą biomasą.

Dla regionu żyjącego z czarnego paliwa i ogrzewającego domy tymże to prawdziwy przełom. To znak, że mieszkańcy Śląska mają dość płacenia kosztów zdrowotnych. Nikt ich nie liczy. Lecz związek słabej jakości powietrza z częstotliwością zapadania na choroby płuc i serca udowodnił już zasłużony dla regionu śp. prof. Zbigniew Religa.

Dziejącą się na naszych oczach rewolucję próbuje zatrzymać lobby sprzedawców węgla. W tle słychać hasła walki z ubóstwem energetycznym i troskę o tych z najmniej zasobnym portfelem, których nie stać na węgiel lepszej jakości i dobry kocioł. De facto to walka o część (niewielką zresztą w skali całego rynku) przychodów branży i pośredników. Bo władze województw zapewniają dopłaty na wymianę pieców. Inną sprawą jest postawa Polskiej Grupy Górniczej, która choć wstrzymała sprzedaż słabej jakości węgla, to jednocześnie zapowiedziała, że tego lepszego nie będzie w stanie więcej wydobyć. Efektem będzie wzrost cen np. ekogroszku.

Pędzącego pociągu zmian nie da się zatrzymać. Kiedyś czarny Śląsk już dziś jest liderem, jeśli chodzi o instalowanie zielonych mikroźródeł energii. Ogłoszono też program zwalczania smogu przez podłączanie indywidualnych źródeł ogrzewania do sieci ciepłowniczej. Zmiany nastąpią, i to szybciej, niż nam się wydaje.

W takiej chwili bardziej racjonalna wydaje się akcja informacyjna, kto i gdzie ma się zgłosić po dopłatę, ale także taka o skutkach palenia w piecach czym popadnie. W początkowym okresie nie zawadziłyby też zapewne kary za nieprzestrzeganie nowego prawa.

To jednak tylko działania lokalne. Przydałoby się zaś więcej wsparcia z centrali. Takim byłyby wytyczne o normach jakości dla paliw stałych. Ustawowe uregulowanie tej zaniedbanej od dziesięcioleci kwestii wytrąciłoby podnoszone przez lobby sprzedawców węgla nieracjonalne postulaty montowania elektrofiltrów, za które przecież też musiałby ktoś zapłacić.

Ja cieszę się przynajmniej z tych coraz liczniejszych inicjatyw lokalnych. I wyczekuję niecierpliwie dnia, kiedy bez względu na porę roku (smog staje się problemem przy niskiej temperaturze) będę mogła na Śląsku odetchnąć pełną piersią czy zabrać dzieci zimą w nasze ulubione Karkonosze.

POLECAMY

KOMENTARZE