Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Podkarpacie

Egzotyka podkarpackiej kontrabandy

Konrad Janczura
materiały prasowe
„Przemytnicy" to bodaj pierwsza polska powieœć o szmuglerach od czasów przedwojennego „Kochanka wielkiej niedŸwiedzicy". Ale Polska w 2017 r. jest zupełnie inna od tej z lat 20. XX wieku.

Konrad Janczura w swojej debiutanckiej powieœci odwołał się do tradycji niezbyt bogatej, a jednak bardzo wyrazistej. Bo Sergiusz Piasecki to pisarz legenda. Przemytnik, przestępca, pracownik wywiadu, żołnierz AK i uzależniony od kokainy literat. Urodzony w Lachowiczach przy granicy II Rzeczypospolitej z Sowietami, młodoœć spędził na nielegalnych przeprawach na odcinku Raków–Iwieniec. To fragment graniczny położony na zachód od Mińska, dzisiejszej stolicy Białorusi, a niegdyœ serca Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Zakazana legenda

Piasecki, radykalny antykomunista i awanturnik, stał się zakazanš legendš w PRL. W zwišzku z tym jego ksišżki ukazywały się w drugim obiegu oraz w zagranicznych wydawnictwach. Popularnoœć prozy Sergiusza Piaseckiego odżyła po zniesieniu cenzury w 1990 r., ale awanturnicza historia polsko-sowieckiego pogranicza z II RP była już zamierzchłš przeszłoœciš. Dlatego w nowych czasach, jeœli już opowiadano o przemycie, to raczej ze strony œwieżo otwartej granicy z Niemcami na Odrze. Tam narodziła się legenda nowej kontrabandy, gdzie królowały „młode wilki" jeżdżšce do Reichu po niemieckie auta i na „jumę", czyli bezczelnš kradzież luksusowych towarów w biały dzień ze sklepów. Ten dziki nadodrzański zachód przeminšł wraz z wejœciem Polski do strefy Schengen i zupełnym otwarciu granicy z Niemcami. Od tamtej pory granica wschodnia znowu stała się popularnym rejonem przemytu.

Właœnie o tym opowiadajš „Przemytnicy" 29-letniego pisarza z Podkarpacia. Konrad Janczura imał się w życiu różnych zajęć. Studiował przez pewien czas krytykę literackš na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Pracował w sklepie spożywczym, no i oczywiœcie sam był przemytnikiem. Jak mówi, w jego okolicach trudno znaleŸć kogoœ, kto w mniejszym lub większym stopniu nie miałby na koncie szmuglu. Obecnie mieszka w rumuńskim Bukareszcie, gdzie pracuje w dużej korporacji.

Akcja „Przemytników" rozgrywa się w okolicach Lubaczowa, rodzinnego miasta Konrada Janczury. Para przyjaciół 27-letni Fery i młodszy od niego 21-letni Zola, mieszkajš we wsi Krowica Lisia. Chociaż najbliższe przejœcie graniczne majš w pobliskim Budomierzu, to niechętnie z niego nie korzystajš. Wolš jeŸdzić na Korczowš. „A bo tam kwitł handel. Tym z Budomierza zresztš nikt nie ufa, nawet nie wiadomo, czy to jest czynne. Bo ludzie przywykli, żeby na Korczowš jeŸdzić" – czytamy na stronach powieœci.

Zola i Fery jeżdżš z towarem dla Senseja, miejscowego mafiosa, który ma rozległe kontakty wœród Ukraińców i pracowników Straży Granicznej. Sensej reprezentuje wszystkie wady polskiej prowincji – sobiepaństwo, arogancję i poczucie, że za pienišdze można dostać wszystko.

Chłopaki dla Senseja wożš głównie papierosy i wódkę z Ukrainy, którš potem dostarczajš do lokalnych sklepów. Na wierzch pakujš też keczup czosnkowy, towar na osobiste życzenie szefa, któremu wyjštkowo smakuje ten ukraiński przysmak.

Fery to zwichrowany młodzieniec po studiach. Mieszka z ojcem, byłym solidarnoœciowcem, który coraz bardziej stacza się w samotnoœć i pijaństwo. Gdyby nie on, Fery prawdopodobnie już dawno wyjechałby z Podkarpacia. Matka odeszła wiele lat temu i nie majš z niš kontaktu. Brak perspektyw i nuda przygranicznej wsi potęgujš frustrację 27-latka. Na dodatek zostawiła go piękna Baœka, która mimo rozstania nieustannie drażni wybuchowego chłopaka.

Zola jest dużo spokojniejszy. Letnie dni upływajš mu na kolejnych kursach przez granicę, a także na graniu przy komputerze i paleniu trawy. Czytamy, że „Zola z Ferym już tak prawie trzy lata jeŸdził, od kiedy osiemnastkę miał i prawko zrobił. Na poczštku raz w tygodniu, jak jeszcze szkoła była. Potem coraz częœciej i częœciej. A teraz z niego już rasowy przemytnik. Młody jest, niech się bawi".

Picie wódki i kobiety

Napięcie w „Przemytnikach" jest duże, choć w gruncie rzeczy niewiele się dzieje w życiu bohaterów. Tytułowi szmuglerzy jeżdżš bez większych wpadek i awantur. Noce spędzajš na szukaniu w okolicy kolejnych atrakcji i piciu wódki. Zola poznaje też Karolinę, dziewczynę z dobrego, zamożnego domu, i wszystko w jego życiu nabiera kolorów. Jednak frustracja Ferego uwięzionego w chałupie z wiecznie pijanym ojcem w końcu przekroczy ostatecznš granicę i doprowadzi do tragedii.

Do katastrofy przyczyni się także chciwoœć Senseja, który w poczuciu wszechwładzy będzie wysyłał swoich pracowników na wyjazdy z coraz bardziej niebezpiecznym towarem.

„Przemytnicy" to nie tylko portret lokalny, ale też powieœć sensacyjna, więc należy zdradzać, co wydarzy się na ostatnich kartach. Zaskoczeń nie będzie, bo Konrad Janczura gra według standardowych zasad gatunku. Od typowej powieœci gatunkowej odróżnia jednak literacki sznyt tej powieœci, która ucieka prostym schematom.

Na drugim tle cišgle przewijajš się Ukraińcy. „Szoszony", jak mówiš o nich pogardliwie bohaterowie powieœci. „Gdy wchodzi temat Ukraińców, to zaraz robi się temperatura. Trochę zaczniesz, to zaraz bluzgi lecš. A póŸniej tylko wzdychajš. Że takie czasy. Że nic nie zrobisz. Trzeba żyć w pokoju" – puentuje narrator.

Obraz Ukraińców jest bardzo nieoczywisty. Z jednej strony z ust polskich bohaterów padajš komentarze o „banderowcach" i wpływach Putina. Z drugiej strony pojawiajš się też komentarze neutralne czy wręcz pozytywne o sympatii polsko-ukraińskiej. Także ostateczna wymowa powieœci daleka jest od antyukraińskoœci. Co więcej, trwajš właœnie prace nad tłumaczeniem „Przemytników" na język ukraiński.

Innš kwestię stanowi tło społeczno-cywilizacyjne Podkarpacia. To zdaje się być jednym z głównych tematów, jaki interesuje Konrada Janczurę. „Roboty tu nie ma zbytnio, a jak jest, to na czarno. Na budowlance można zarobić albo kawałek dalej gdzieœ jechać, przy tytoniu pomóc. Ale to tylko jak jest sezon. Tak to nie ma. Tu ino pijš albo się bijš z tymi obok".

„Przemytnicy" napisani sš prostym językiem, w którym pełno kolokwializmów i wulgaryzmów. Ale to nie jest język epatujšcy przekleństwem. Janczura nie egzaltuje się wulgarnš stylizacjš. Ten język jest silnie przypisany do œrodowiska i codziennoœci bohaterów. Narrator raz odwołuje się do regionalizmów i gwary. Kiedy indziej do slangu przestępczego i języka młodzieży. Płynnie porusza się w każdym z nich, bo przecież tak w końcu mówiš młodzi mieszkańcy Podkarpacia – z jednej strony pozostajšcy pod wpływem archaizujšcej mowy dziadków, a z drugiej strony – oficjalnego języka szkoły i mediów. Wszystko to jest podlane slangiem i przestępczš gwarš, które powiela popkultura, a zwłaszcza muzyka hiphopowa.

Obraz prowincji

Młodemu pisarzowi daleko jest do zachwytów nad prowincjonalizmem, który cechuje choćby prozę Andrzeja Stasiuka. Janczura pokazuje pograniczny œwiat, nie upiększajšc go, ani nie romantyzujšc. Jak sam tłumaczy w wywiadach, próbował wymykać się różnym obowišzujšcym narracjom na temat prowincji. Nie chciał pisać ksišżki z pozycji chłopomańskich, ale też tym bardziej z chłopofobicznych i przeœmiewczych. Wydaje się to dosyć uczciwy obraz. Niepiękny, ale też nie rozkoszujšcy się brzydotš. Janczura przyjmuje innš strategię niż popularny Jakub Żulczyk, który podobnie jak Wojciech Smarzowski lubi epatować brudem prowincji. „Jest to powieœć, która ma nadać literackoœć temu, co wydaje się, że literackoœci w sobie nie ma" – mówił w czerwcu podczas Otwartego Pikniku Stowarzyszenia Folkowisko w Warszawie.

Podkarpacie z „Przemytników" to ziemia, na której trudno o pracę i łatwo jest się stoczyć. Młodzi wyjeżdżajš z dala od domu albo idš na zatracenie. Starsze pokolenie narzeka, ale w gruncie rzeczy lubi swój œwiat. Choć majš œwiadomoœć, że jest on mało przyjazny.

Czy to uczciwy obraz pogranicza polsko-ukraińskiego? Urodzony w Lubaczowie Konrad Janczura powinien to wiedzieć najlepiej.

masz pytanie, wyœlij e-mail do autora: m.kube@rp.pl

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL