Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Życie Pomorza Zachodniego

Lubię, kiedy wieje mocno

Agnieszka Skrzypulec
materiały prasowe
Poœwięcę kolejne lata, żeby powalczyć o medal olimpijski, bo chcę spełniać swoje marzenia – mówi Agnieszka Skrzypulec, bršzowa medalistka mistrzostw Europy w żeglarskiej klasie 470.

Rz: Jakš wartoœć ma dla pani bršzowy medal zdobyty na mistrzostwach Europy w Monako? Z jednej strony wywalczyły panie wraz z Jolantš Ogar miejsce na podium na imprezie mistrzowskiej, z drugiej mamy rok poolimpijski, w którym teoretycznie trochę łatwiej o sukces...

Agnieszka Skrzypulec: Dokonałyœmy z Jolantš historycznego wyczynu. W klasie 470 Polki nie zdobyły jeszcze nigdy medalu, czy to na mistrzostwach Europy, czy œwiata. Jestem z tego dumna. Rzeczywiœcie nastšpiła zmiana pokoleniowa, ale to mylšce. Pojawiło się wiele młodych zawodniczek i ponieważ wiał słaby wiatr, wcale nie stały na straconej pozycji. Wprost przeciwnie, takie młode, lekkie załogi były faworyzowane. Trzeba było mieć to na uwadze i szanować rywalki. Prawdš jest, że wiele zawodniczek zrobiło sobie po igrzyskach przerwę, inne nie trenowały jeszcze na 100 procent, ale ja znajdowałam się w podobnej sytuacji. Moja załogantka Irmina (Mrózek-Gliszczyńska – red.) nie zdšżyła wrócić po kontuzji, w poœpiechu poprosiłam o pomoc Jolę, z którš już kiedyœ pływałam. Nie byłyœmy gotowe, ale zdobyłyœmy medal dzięki doœwiadczeniu i własnej mšdroœci.

Wyczuwam w pani głosie pewien niedosyt...

Jestem przekonana, że gdyby był silniejszy wiatr, miałybyœmy ogromne szanse na zwycięstwo. Miesišc wczeœniej w Pucharze Europy szło nam rewelacyjnie, byłyœmy szybkie. Jechałyœmy do Monaco z nadziejami na zwycięstwo. Jest bršz i mimo pewnych przeciwnoœci nie czuję się zrezygnowana, ale zmotywowana. Z niecierpliwoœciš czekam na kolejne zawody, w których będę mogła się poprawić.

Czy z powodu wpływu pogody na wyniki żeglarze nie czujš się pokrzywdzeni?

Każda załoga ma swoje ulubione warunki do żeglowania. Ja lubię, kiedy wieje. Lubię adrenalinę zwišzanš z walkš z żywiołem, wiele frajdy sprawia mi wtedy prędkoœć, jakš można wycišgnšć z łódki. Ale kiedy wieje słabiej, też muszę sobie poradzić i nie narzekać. Musimy korzystać z tego, co dostajemy od natury. Nie budzimy się rano, nie patrzymy w okno i nie sprawdzamy – wieje czy nie. Nie zadajemy pytań, jak sobie poradzimy w takich okolicznoœciach. Wiemy, jakš dyscyplinę uprawiamy.

W Monako nie wiało zbyt mocno, ale może były inne korzyœci dla żeglarzy z rozgrywania mistrzostw w takim miejscu?

W Monako nie odbywajš się zawody Pucharu Œwiata, Pucharu Europy i inne mistrzowskie imprezy. Księstwo robi pierwsze kroki w tej rywalizacji, ale organizatorzy stanęli na wysokoœci zadania. Dawno nie widziałam tak dobrze zorganizowanych mistrzostw. Po wyjœciu z wody zawsze czekał na nas ciepły posiłek. To ważne, bo dużo czasu spędzałyœmy na wodzie, najpierw czekajšc na wiatr, a potem œcigajšc się. Niby zawsze organizator musi zagwarantować zawodnikom posiłek, ale w praktyce bywa z tym różnie. Mieliœmy w Monako dostęp do szatni klubu, który obsługuje te drogie jachty. Mieliœmy gdzie się przebrać, odpoczšć, zregenerować. Brakowało tylko silnego wiatru.

Ksišżę Albert pojawił się zawodach?

Podobno obserwował nasze zmagania przez lornetkę w dniu, kiedy mocno powiało. Ale osobiœcie nie pojawił się na przystani podczas dekoracji.

Reprezentuje pani zawodników klasy 470 i dlatego po mistrzostwach uczestniczyła w zebraniu waszej organizacji w San Remo. Czy to było szczególnie ważne spotkanie?

Dyskutowaliœmy nad przyszłoœciš i rozwojem naszej klasy. Toczy się bój o to, żeby została po igrzyskach olimpijskich w Tokio. O Tokio bitwę już wygraliœmy, ale walczymy dalej. Sš naciski, żeby żeglarstwo reprezentowane było na igrzyskach przez konkurencje bardziej widowiskowe. Pozornie najłatwiejszš drogš jest wybieranie klas szybszych, gdzie zdarza się wiele wywrotek. Ale jeœli chodzi o kwestie czysto żeglarskie, nie tylko moim zdaniem, klasa 470 jest bardziej wymagajšca technicznie i taktycznie. By w niej pływać, trzeba mieć wiedzę ogólnš, doœwiadczenie. To jest wartoœciowa klasa. Do programu igrzysk wchodzš nowe dyscypliny, a jeœli tak się dzieje, to trzeba wyrzucić inne konkurencje, żeby liczba medali się zgadzała. Teraz mocno się lobbuje, żeby w żeglarstwie na igrzyskach pojawił się kitesurfing. Jakieœ klasy trzeba usunšć, walczę o to, żeby nie była to klasa 470.

Od jakiej klasy pani zaczynała?

Tak jak pewnie wszyscy w Polsce od Optimista, na jeziorze Dšbie, w klubie HOM Szczecin, który – z tego co wiem – nie ma już sekcji sportowej. Trafiłam na znakomitego trenera Roberta Wolniewicza. Dojrzał we mnie talent żeglarski, szkolił mnie indywidualnie, dzięki niemu zrobiłam pierwsze duże kroki w żeglarstwie i udało mi się właœciwie mojš karierę poprowadzić.

Mimo wielu akwenów w pobliżu Szczecin nie jest kojarzony z żeglarstwem sportowym...

To się zmienia, od kiedy zaczšł działać skierowany do dzieci program Energa Sailing. Młodzi zawodnicy sš szkoleni nieodpłatnie, to sš dzieci, które nie miały kontaktu z żaglami. Dużo z nich zostaje na dłużej i jeżeli z tej masy zawodnikami zostanie pięciu czy dziesięciu, to wtedy w przyszłoœci możemy liczyć na profesjonalistów.

Trenuje pani w okolicach Szczecina?

Irmina i Jola mieszkajš w Trójmieœcie. Jeżeli jestem w Polsce, to jadę do Gdańska, gdzie stoi nasz sprzęt. Większoœć czasu spędzamy za granicš, najczęœciej w miejscu, gdzie sš rozgrywane najbliższe zawody. Jeżeli mistrzostwa œwiata sš w Grecji, to jesteœmy tam już miesišc przed rozpoczęciem imprezy.

Nadal jest jednak pani zawodniczkš SEJK Pogoń Szczecin.

Reprezentuję ten klub od 16 lat. Przyszłam do niego, żeby się rozwinšć, bo tutaj istniała najsilniejsza sekcja w klasie Optimist w regionie. Trener Pogoni też mnie namawiał, więc zostałam. Jestem nadal w klubie ze względu na sentyment i poczucie lojalnoœci.

Dopłynie pani do igrzysk olimpijskich w Tokio?

Taki mam cel. Poœwięcę kolejne lata, żeby powalczyć o medal olimpijski. Należę do tej grupy wariatów, którzy chcš spełniać swoje marzenia.

Nie miała pani chwil załamania, kiedy nie wychodziło, a to się zdarzało?

Ostatni trudny moment miałam dwa lata temu, kiedy rozstałam się ze swojš załogantkš Natališ Wójcik. Nie dogadywałyœmy się, wyników nie było. Dwa lata pływałyœmy i po tym czasie się zorientowałam, że nic więcej nie jesteœmy w stanie osišgnšć. Podjęłam decyzję, że kończę karierę, ale dzięki temu trudnemu momentowi połšczyłam siły z Irminš. Ona też chciała rzucić pływanie, czuła, że się nie rozwija. Spotkałyœmy się jak dwa wolne elektrony i postanowiłyœmy spróbować. Zakwalifikowałyœmy się na igrzyska.

Jak pani ocenia start w Rio, dziesište miejsce to był szczyt możliwoœci?

Po cichu liczyłam na miejsce w pierwszej szóstce. Ale dwa miesišce przed regatami olimpijskimi borykałyœmy się z chorobami, wypadłyœmy z rytmu treningowego. Cieszyłam się z tej dziesištki, bo mogłyœmy popłynšć w wyœcigu finałowym transmitowanym przez telewizję. Oglšdały nas rodziny, przyjaciele, kibice. Wywalczyłyœmy w tym wyœcigu pište miejsce, pokazałyœmy, że jesteœmy w œwiatowej czołówce.

Ukończyła pani nietypowy jak na kobietę kierunek studiów – budownictwo. Skšd takie zainteresowania?

Gdy zaczynałam studia, na moim kierunku kobiety stanowiły 20 procent studentek, teraz jest pół na pół i radzš sobie dobrze. Jak widać, tendencja się zmienia. Byłam zdolna z matematyki i fizyki. Wiedziałam, że trafię na kierunek techniczny, a ponieważ chciałam kontynuować uprawianie żeglarstwa, wybrałam uczelnię w Szczecinie. Najważniejszym powodem były rady mojego dziadka. On zachęcał mnie do tych studiów, a dziadkowi się przecież nie odmawia.

Po zakończeniu kariery będzie pani budowlańcem czy jednak zaangażuje się w działalnoœć w żeglarstwie?

Kocham żeglarstwo i jeœli będzie taka możliwoœć, to chciałam połšczyć swój zawód z tym sportem. Jak nie wyjdzie, to mam alternatywę, mogę pracować na budowie, w biurze projektowym, ale żeglarstwo jest na pierwszym miejscu.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL