Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opolszczyzna

Niezgoda na nienawiść

„Œmierć przyjeżdża w œrodę” Agaty Dudy-Gracz. W roli głównej Grażyna Misiorowska (trzecia od prawej).
materiały prasowe, Grzegorz Gajos Grzegorz Gajos
Spektakl „Œmierć przyjeżdża w œrodę" Agaty Dudy-Gracz to jedna z najważniejszych premier sezonu w Opolu.

Agata Duda-Gracz ostatni czas może uznać za niezwykle udany. Jej „Kumernis" z Teatru Muzycznego w Gdyni zwyciężyła Festiwalu R@port, otrzymała też zaproszenia na dwa inne prestiżowe festiwale – Interpretacje w Katowicach i Boskš Komedię w Krakowie.

W Opolu przygotowała spektakl „Œmierć przyjeżdża w œrodę", koprodukowany przez dramatyczny Teatr im. Kochanowskiego oraz Opolski Teatr Lalki i Aktora im. A. Smolki.

To kolejna w krótkim czasie koprodukcja dramatycznej sceny w Opolu. Wczeœniejsza – „Œlub" Witolda Gombrowicza w reżyserii Anny Augustynowicz, zrealizowana wraz ze szczecińskim Teatrem Współczesnym – zwyciężyła ostatniš edycję Festiwalu Gombrowiczowskiego w Radomiu.

Tolerancja

„Œmierć przyjeżdża w œrodę" jest przedstawieniem autorskim. Agata Duda-Gracz napisała scenariusz, zaprojektowała kostiumy, scenografię. Kompozytorem muzyki jest Sambor Dudziński. Za ruch sceniczny odpowiada Tomasz Wesołowski.

Jak powiedziała nam reżyserka, to będzie spektakl skupiony na kilku myœlach i tematach, ale jak zawsze u niej, łšczy je jedna głowa, w której rodzi się refleksja. Tym razem chodzi o głowę pewnej bibliotekarki, która żyje w naszej, a nie innej rzeczywistoœci i przed niš zamyka się w domu. Wszystko, co zobaczymy na scenie jest jej wyobrażeniem i niezgodš na to, co się dzieje za oknem: na nietolerancję, nienawiœć, głupotę, dzielenie ludzi na lepszych i gorszych. Bohaterka nie godzi się również na to, co jest od ludzi niezależne: na umieranie, przemijania, starzenie się i brak miłoœci.

Główna bohaterka jest bibliotekarkš szkolnš, a postaci z niš współgrajšce wzięte sš z bajek. Agata Duda-Gracz zreinterpretowała te postaci.

Czerwony Kapturek nie chodzi po lesie i nie szuka drogi do babci, tylko kršży wokół szpitalnego łóżka, ma 80 lat i potwornie cierpi, ponieważ nie odwiedza go syn, zaœ wilkiem, który przychodzi jest œmierć. Z tš œmierciš Czerwony Kapturek rozmawia, kłóci się, upierajšc się, że nie odejdzie z tego œwiata, ponieważ sš ludzie, którym jeszcze trzeba pomóc, których trzeba odwiedzić. Poza tym, ma jš przecież odwiedzić syn! Walczy więc o życie.

Reżyserka podkreœla, że zawsze jednš z najważniejszych opowieœci była dla niej bajka o Małej Syrence, napisana przez Andersena.

Wydawało jej się, że to jedna z najbardziej wstrzšsajšcych historii, dlatego nigdy nie uważała, że to bajka dla dzieci. Nie odważyła się jej przeczytać synowi. Jednoczeœnie jest to najwspanialsza historia o miłoœci, jakš pamięta z dzieciństwa. Reżyserka nie chciała mówić, w jakiej sytuacji widzowie poznajš Małš Syrenkę, ale będš to warunki bardzo dotkliwe.

Inne bajki, do których nawišzała reżyserka, też sš okrutne. To ich bohaterowie zaludniajš wyobraŸnię głównej bohaterki: Jażynowy Ksišże, Cukrowy Pajšk, Mrówka, Pajšk.

Reżyserka ma nadzieję, że nie wszystkie historie i postacie sš dramatyczne, częœć z nich jest œmieszna, zabawna. Taki zresztš był zawsze œwiat postaci Agaty Dudy-Gracz. To jest dokładnie tak jak z nami: trochę jesteœmy œmieszni, a trochę smutni, bo nie potrafimy się zdystansować od tego, co nas otacza. Choć byœmy bardzo chcieli – nie umiemy udawać, że tego nie ma. Pomimo tego, że jako ludzie się różnimy, boimy się tych samych rzeczy. Te wszystkie lęki i fobie reżyserka zawarła w spektaklu: strach przed wojnš, chorobš, samotnoœciš, tyraniš oraz niemożliwoœciš bycia sobš.

Z jednej strony „Œmierć przyjeżdża w œrodę" jest opowieœciš kolażowš, a z drugiej układa się w jeden ludzki los. Pokazany subiektywnie, bo nie mamy monopolu na racje. Jesteœmy niedoskonali, tak jak œwiat.

Pierwsza scena, bardzo ważna, jak się potem okazuje dla narratorki całej historii, odbywa się w teatrze lalkowym. Ma formę rytuału. Druga scena, kontynuacja tego rytuału, jest marszem, korowodem, przejœciem z jednego teatru do drugiego – z Teatru Lalki i Aktora do Teatru im. Kochanowskiego. Aktorzy œpiewajš, grajš na instrumentach, dosłownie prowadzš widzów z jednej sceny do drugiej. Publicznoœć jest ich goœciem. Zapraszajš widzów, tak jak zaprasza się rodziny na urodziny, imieniny, chrzciny i pogrzeby. Na pogrzebach też nie wszyscy się znajš, ale potem już się rozpoznajš. Aktorzy częstujš widzów szarlotkš, której ważne, ukryte znaczenie – poznajš w trakcie spektaklu.

Czułoœć i okrucieństwo

Czas akcji rozgrywanej w Teatrze im. Kochanowskiego się cofa. Tak jak w bajce wszystko, co się w życiu wydarzyło – zostało unieważnione i mogło rozpoczšć od poczštku. Reżyserka nie kryje, że jest okrutna dla postaci, ale jednoczeœnie bardzo czuła.

Agata Duda-Gracz coraz częœciej posługuje się autorskimi scenariuszami. Mówišc dosłownie: zaczyna w nocy. Zaczyna pisać, kiedy powinno się już œnić. Zaznacza, że musi wiedzieć, jakš chce opowiedzieć historię. Kiedy ma wybranych aktorów – pisze rolę pod nich. Przyjeżdża na próby, majšc gotowe dwie-trzecie scenariusza. Resztę, w tym finał, dopisuje na miejscu. Zawsze pisze rodzaj apokryfu, który jest osadzony w naszej obyczajowoœci, tradycji. To jest jej punkt wyjœcia.

Tak było, poczynajšc od pierwszego jej tekstu, czyli „Ojca" i „Ja, Piotr Riviere". Często rozmawia z klasycznymi autorami. Czyta Szekspira i dialoguje z nim cztery wieki po jego œmierci. Tak było w przypadku „Każdy musi umrzeć Porcelanko" czy „Po Burzy Szekspira". Podkreœla, że to nie bierze się z potrzeby mšdrzenia się, ale z potrzeby rozmowy o najważniejszych sprawach. Nawet jeœli monolog jest ułomny, autorka nie chce ferować wyroków. Chce rozmawiać.

Dlatego bohaterowie Agaty-Dudy Gracz bywajš tożsami z niš samš. Postać bibliotekarki kształtowała się w niej chyba 42 lata. Reżyserka nie potrafi robić rzeczy, które jej nie dotyczš. Dlatego nie pisze na zamówienie, tylko to, co jej w duszy gra.

Czasami jeden spektakl wynika z innego. Opolska „Œmierć" łšczy się z wrocławskim „Po Burzy Szekspira" w Capitolu, opowieœciš o inteligencie z pokolenia naszych ojców, który nie odnalazł się w nowej dobie przemian i jest sam. Wszystkie postaci biorš się z jego głowy. Agata Duda-Gracz nie broni tego bohatera. Jest, co prawda, niedoceniony, sfrustrowany, ale też nie wiadomo, co zaproponował œwiatu. Może nic? Przeczytał wszystko, co było do przeczytania, widział wszystko, co trzeba było zobaczyć, ale nie godzšc się ze œwiatem – na tym œwiecie się mœci. Wyspa, podobna do tej, jakš wykreował Szekspir w „Burzy" – mieœci się w jego głowie. Każdy z nas ma w głowie takš wyspę. I żyje na niej. Na kimœ się mœci, coœ usiłuje poprawiać.

Punktem wyjœcia do wrocławskiego spektaklu był szekspirowski Prospero, ale również ostatni autoportret ojca reżyserki – Jerzego Dudy-Gracza: ten ze starym mężczyznš siedzšcym samotnie na kanapie, odbijajšcym się w ekranie zgaszonego telewizora, z pustš szklankš na stole. Zgaszony telewizor był jedynš rozmówcš starszego mężczyzny. Oczywiœcie, nie odpowiada, ale można się na nim wyładować. Na postaciach, które pojawiajš się na ekranie – na tych, którzy mówiš nam, jak żyć albo na producentach szamponu.

Opolska bibliotekarka jest kontynuacjš wrocławskiego Prospera, ale ma inne potrzeby. Prospero jest egoistyczny, bibliotekarka – nie. Ona też przegrała, ale zarówno z rzeczywistoœciš, jak i z samš sobš. Jednoczeœnie jest wrażliwsza i ma więcej do siebie dystansu. Potrafi się z siebie œmiać. Prospero – nie potrafi. Bibliotekarka jest młodsza od wrocławskiego bohatera. Ale być może za chwilę się do niego upodobni. Tak naprawdę Duda-Gracz mogłaby najpierw zrobić „Œmierć przyjeżdża w œrodę", a potem „Po Burzy".

Głównš rolę w Opolu gra Grażyna Misiorowska.

Nie tylko plastyka

Czy to ze względu na ojca-malarza, czy projekty scenograficzne, a także rodzaj prowadzenia aktorów w konwencji marionet – teatr Agaty Dudy-Gracz lokowany był przez częœć recenzentów w obszarze teatru plastycznego. Reżyserka się na taki opis nie zgadza. Mówi, że nigdy nie wiedziała o co chodzi w takim szufladkowaniu. Od poczštku idzie jednš, tš samš drogš. Nigdy nie miała poczucia, że robi teatr plastyczny. Robi sobie tylko sama scenografię i kostiumy.

Teraz mówi się wiele o „Kumurnis", ale dla niej każde przedstawienie jest ważne.

– Z każdym zespołem mocno się zwišzuję emocjonalnie. I kiedy wracam do teatru, w którym już pracowałam – wracam jak do rodziny – powiedziała nam Agata Duda-Gracz.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL