Coldplay, Sting i Depeche Mode w Warszawie w Hali Torwar oraz na PGE Narodowym

aktualizacja: 28.12.2016, 14:02

Warszawę czekają w przyszłym roku występy Stinga, Depeche Mode, Coldplay. Dwa koncerty odbędą się na PGE Narodowym.

REDAKCJA POLECA

Jako pierwszy zagra w Hali Torwar 27 marca Sting. Jeden z najbardziej utytułowanych muzyków świata, były lider The Police, wydał 11 listopada pierwszy od 13 lat rockowy album „57th & 9th".

Kameralny kontakt

– Nie do mnie należy ocenianie mojej pracy. Tym razem jednak muszę zrobić wyjątek: to naprawdę dobra płyta – powiedział „Rzeczpospolitej". – Myślę, że odwzorowuje moje muzyczne DNA, na które składają się rock and roll, folk, etno i jazz. Teksty powstawały w spontaniczny sposób. Naprawdę nie miałem zamiaru pisać o uchodźcach czy zagrożeniu dla naszej planety. Okazało się jednak, że to sprawy głęboko zakorzenione w mojej podświadomości. Oczywiście codziennie czytam gazety i wkurzam się tym, co złego dzieje się na świecie zarówno w wielkiej polityce, jak i w sprawach społecznych. Dlatego wcale nie jestem zaskoczony wydźwiękiem moich piosenek. To najbardziej gitarowy album, jaki nagrałem w życiu. Wciągnąłem rockową banderę na maszt i przyglądam się, jak działa.

Trzon zespołu stanowili perkusista Vinnie Colaiuta, gitarzysta Dominic Miller oraz Jerry Fuentes i Diego Navaira z teksasko-meksykańskiej grupy Last Bandoleros.

Sting przyjeżdżał do studia bez gotowego materiału i komponował na miejscu z muzykami. Muzyk, który skończył 65 lat, nie ukrywa, że w jego życiu coraz większe znaczenie ma temat śmierci.

Mam to ciągle z tyłu głowy dodaje. Bezpośrednim impulsem do napisania ballady „50,000" była śmierć Prince'a. To opowieść w formie nekrologu, który przypomina wielkie czasy sukcesów, a kończy się smutną refleksją.

– To mój komentarz do takich szokujących wydarzeń, jak śmierć Prince'a, Davida Bowiego, Glenna Freya, Lemmy'ego – powiedział. – Wydawali się być naszymi bogami. Wielkie światło, jakie było wokół nich, tworzyło też sferę mrocznego cienia. A kiedy zmarli, tym mocniej dopadła nas myśl o naszej śmiertelności. Takie sytuacje doskwierają szczególnie dotkliwie, bo obnażają złudzenia, jakie funduje nam pycha. Śmierć dopadnie każdego z nas.

Koncert Stinga będzie wyjątkowy również z tego powodu, że odbędzie się w nietypowej jak na niego przestrzeni ani na stadionie, ani w dużej hali, lecz na Torwarze, co zapewni dobry kontakt z artystą.

Zaskakująca zmiana

18 czerwca wystąpi na PGE Narodowym Coldplay. Losy tej grupy to jedna z najbardziej zadziwiających w showbiznesie ostatnich dekad. Zespół Chrisa Martina zaczynał jako grupa, której dokonania porównywano z art rockiem Pink Floyd, Genesis albo też z U2. Rozbudowane kompozycje nosiły piętno brytyjskiej melancholii. Jednym z najistotniejszych momentów w karierze kwartetu była rywalizacja z U2 oraz niesnaski Martina z Bono, który niezwykle nerwowo reagował na rosnącą popularność swojego konkurenta.

To był okres, kiedy Coldplay sprzedawał więcej płyt niż U2 oraz więcej biletów na koncerty – fakt, że tańszych, ale jednak. To była konsekwencja przełomowego albumu „Viva La Vida or Death And All His Friends" z 2008 roku. Brzmienie stało się lżejsze, zaś teksty urosły do rangi manifestu pozytywnych stron życia, dialogu i kompromisu w kontrze do wojowniczych, depresyjnych zachowań i ducha wojny.

Każda kolejna płyta – „Mylo Xyloto" (2011) i „Ghost Stories" (2014) oraz „A Head Full Of Dreams" (2015) – wywoływała rosnące zdziwienie u części starszych fanów. Martin za każdym razem upraszczał bowiem muzykę, sprawiał, że jest coraz bardziej melodyjna, optymistyczna i przebojowa. W duetach pojawiła się Rihanna, co było ewidentnym sygnałem skierowanym do młodych odbiorców wychowanych na nowych gwiazdach pop.

Ostatnią płytą zespół ostatecznie pożegnał się z rockiem. Piosenki lidera zespołu Chrisa Martina opowiadają o wychodzeniu z depresji wywołanej rozstaniem z aktorką Gwyneth Paltrow po dziesięcioletnim związku, z którego narodziło się dwóch synów.

– Zależy mi na pogodzeniu się z losem, z tym, co się nam przydarza, a czego często nie potrafimy zaakceptować. Można powiedzieć, że to hipisowska płyta – powiedział muzyk. – Znaczącym sygnałem była obecność w studiu norweskiego duetu producenckiego Stargate, firmującego przeboje Rihanny i Beyoncé.

Ulubionym utworem Martina jest „X Marks the Spot".

– Większość instrumentów, jakich użyliśmy w nagraniu, nie istniała w czasie, kiedy powstał nasz pierwszy album – mówi lider. – Fani, którzy chcieliby, żebyśmy byli zespołem rockowym, mogą się czuć zawiedzeni. Chcieliśmy pożenić wszystkie rodzaje muzyki, które lubimy, poczynając od Oasis, a kończąc na Drake'u. Czuję się komfortowo, mając świadomość, że nasza muzyka nie jest dla każdego. Zależało nam na muzyce barwnej, która sprawi, że słuchaczom nogi same ruszą do tańca.

Strategia Coldplay przyniosła sukces. Zespół nie tylko nie traci fanów, lecz zyskuje nowych, grając na wypełnionych po brzegi stadionach oraz w halach. Od marca prezentował „A Head Full Of Dreams Tour" w Ameryce Łacińskiej, Stanach Zjednoczonych i Europie. Łącznie na te koncerty sprzedano 2,5 miliona biletów, w tym na cztery występy na londyńskim Wembley Stadium. Równie dobrze szła sprzedaż albumu „A Head Full Of Dreams", który rozszedł się już w ponad czterech milionach kopii. Piosenki „Adventure Of A Lifetime", „Hymn For The Weekend" oraz „Up&Up" mają obecnie łącznie ponad miliard wyświetleń na YouTubie. Poprzedni koncert Coldplay na Narodowym w 2012 roku należał do najlepszych na tym stadionie, również dlatego, że udało się pokonać problemy z nagłośnieniem. W Warszawie 18 czerwca powinno być tak samo.

Specjalne pozdrowienia

W 2013 roku na Narodowym wystąpiło Depeche Mode. Trio dało niezwykle mocny koncert, który odbiegał od electro-popowej stylistyki zespołu i był bardzo rockowy. Niedawno grupa ogłosiła przyszłoroczne koncerty w Europie. Polska znalazła się na trasie muzyków. Depeche Mode zagrają na PGE Narodowym 21 lipca. Wiadomo już, że show będzie związany z nową płytą „Spirit', która ukaże się wiosną. W specjalnym pozdrowieniu wideo nagranym przez Dave'a Gahana, który zyskał niezwykle nobliwy wygląd dzięki eleganckim wąsom i okularom, wokalista stwierdził, że nie może się już doczekać spotkania z fanami w Warszawie.

Nowa płyta jest nagrywana od kwietnia i, jak ujawnił Martin Gore, kompozytor większości piosenek tria – swój wkład w repertuar zespołu będzie miał również Gahan. Grupa buduje dramaturgię oczekiwania na premierę. W listopadzie ukazał się album „Video Singles Collection", doszło też do pierwszego spotkania zespołu z Antonym Corbijnem, znanym fotografem i reżyserem, który będzie odpowiadał za formę przyszłorocznych występów.

Wiadomo również, że producentem najnowszej płyty będzie John Ford, który ostatnio współtworzył sukcesy albumów „How Big, How Blue, How Beatiful" Florence And The Machine, a także najnowsze płyty Arctic Monkeys i Mumford And Sons.

– Potrzebowaliśmy zmiany – powiedział Dave Gahan na temat zmiany za konsoletą w studio nagrań. – Wszystko układa się świetnie. James Ford zaproponował nam nową wizję nagrań. To świetny producent, a także muzyk. Odnalazł w piosenkach to, z czego nie zdawaliśmy sobie sprawy, a to wprowadziło je na wyższy poziom.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE