Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Lubelszczyzna

Mateusz Luty, bobsleista AZS UMCS Lublin: Trzecie pokolenie w bobie

Mateusz Luty, bobsleista z lubelskiego akademickiego klubu, jest pierwszym od 49 lat mistrzem Polski w tej dyscyplinie. Szykuje się do startu w igrzyskach w Pjongczangu
materiały prasowe
Naszym marzeniem w Pjongczangu jest miejsce w pierwszej dziesištce, o to chcemy walczyć. Trenujemy teraz bardzo mocno – mówi Mateusz Luty, bobsleista AZS UMCS Lublin.

Rz: Czy nie obrazi się pan, jeœli powiem, że bobsleje sš w Polsce dyscyplinš egzotycznš?

Mateusz Luty: Jest w tym trochę prawdy, ale to zależy, w jakich kręgach. Przeciętny kibic może tak jš traktuje, ale jest grono ludzi oddanych tej dyscyplinie; częœć wywodzi się z innych sportów i oni traktujš bobsleje poważnie.

Czym urzeka ta dyscyplina? Pozornie nie jest atrakcyjna, różnice między najlepszymi wynoszš tysięczne sekundy, uprawiajš jš sportowcy z kilku krajów na œwiecie, no i trzeba wydać dużo pieniędzy...

To jest połšczenie kilku dyscyplin. Wymaga przygotowania sprinterskiego jak u lekkoatletów, bo jednym z najważniejszych czynników, decydujšcych o końcowym wyniku jest mocny start. W moim przypadku liczy się umiejętnoœć prowadzenia maszyny. Nie należy to do łatwych zadań. Trzeba obrać właœciwy tor jazdy. Sprawnie pocišgać sznurkami, w odpowiedniej chwili przy dużej prędkoœci. Pilot musi znaleŸć optymalnš linię, żeby jak najszybciej zjechać do mety. Nie przez przypadek bobsleje nazywa się zimowš Formułš 1. Podobieństw rzeczywiœcie jest dużo – liczy się prędkoœć, dobry sprzęt. Każdemu, kto mógłby spróbować, poleciłbym jazdę bobslejem. Doznania i przeżycia sš niesamowite.

Skšd w Polsce biorš się bobsleiœci?

Głównie z lekkiej atletyki. Bobsleje wymagajš treningu i przygotowania, jakie majš lekkoatleci. Tacy sportowcy, zazwyczaj trochę z przypadku, trafiajš do bobslejów, ale ja jestem wyjštkiem. Dla mnie jest to sport rodzinny. Należę do trzeciego pokolenia uprawiajšcego tę dyscyplinę. Moim dziadkiem jest Andrzej Żyła, wielki propagator sportów saneczkowych, a wujkiem Tomasz Żyła – olimpijczyk w bobslejach z Nagano i Salt Lake City. Trudno mówić o mnie, że znalazłem się w bobie z przypadku.

Bobsleje sš pierwszym sportem, który pan uprawia?

To byłoby niemożliwe. Istniejš przepisy okreœlajšce minimalny wiek zawodnika, który może wsišœć do boba. Aby uzyskać takie pozwolenie, trzeba załatwić dużo formalnoœci, mieć zgodę rodziców itp. Najpierw dużo jeŸdziłem na nartach. Bobslejem pierwszy raz zjeżdżałem w wieku 17 lat na torze w Lillehammer.

W Polsce nie ma toru bobslejowego. Gdzie przygotowujecie się do sezonu?

Latem trenujemy w kraju. Mamy wtedy zajęcia sprinterskie z elementami siły, wytrzymałoœci i skocznoœci. Przygotowujemy się podobnie jak sprinterzy, tyle że nasz szczyt formy przypada na miesišce zimowe, a ich na letnie. Jesieniš jeŸdzimy na tory lodowe, by przeprowadzić zajęcia specjalistyczne. W tym roku przygotowaliœmy się na torze w Siguldzie na Łotwie.

Koszt budowy toru sš wysokie. Był pomysł, żeby wybudować taki obiekt w Arłamowie, głównie ze œrodków prywatnych, ale zaporš okazała się cena – 40 mln euro. Czy w ogóle jest sens budować w Polsce tor za takš cenę?

Wszystko zależy, z której strony na to spojrzeć. Jako zawodnik zwišzany od dawna z tš dyscyplinš powiem, że to ma sens. Wszystko zależy od podejœcia organizacyjnego. Najpierw wypada zauważyć, że na takim torze ćwiczyliby nie tylko bobsleiœci, ale również saneczkarze i skeletoniœci. Należałoby się nastawić na stworzenie systemu szkolenia. Wcale nie bylibyœmy bez szans na medale olimpijskie. Łotwa ma medalistów w bobslejach. Taki mały kraj rywalizuje z największymi potęgami. Na tor w Polsce przyjeżdżaliby na treningi zawodnicy z zagranicy, bo u nas jest relatywnie tanio, dużo taniej niż w Austrii, Niemczech czy Norwegii, gdzie jest najwięcej takich obiektów. Jestem przekonany, że wielu amatorów też chciałoby pozjeżdżać komercyjnie, bo ten sport zapewnia ogromnš frajdę. Na razie szans na tor w Polsce nie ma. Miał powstać, gdyby odbyły się igrzyska w Krakowie, teraz nadzieje wišże się z projektem Karkonosze 2030.

W tym roku sukcesem jest zorganizowanie pierwszych od 49 lat mistrzostw Polski. Odbyły się jednak nie w kraju, ale w Siguldzie...

Wymagana jest minimalna liczba pięciu załóg i przez wiele lat trudno było tyle znaleŸć. Po igrzyskach w Soczi Polski Zwišzek Bobslei i Skeletonu oderwał się od saneczkarskiego i działał w tym kierunku, żeby odbudować naszš dyscyplinę. W Siguldzie udało się wystawić pięć załóg. Poziom jest różny, ale najważniejsze, że się udało mistrzostwa przeprowadzić. Małymi krokami idziemy w dobrym kierunku.

Jak się spisujš polskie załogi w rywalizacji międzynarodowej?

W tym roku z Krzysztofem Tylkowskim wygraliœmy zawody Pucharu Europy w dwójce w Altenbergu, byliœmy blisko podium w Lillehammer. Teraz startujemy w Pucharze Œwiata w czwórce.

Jesteœcie już pewni miejsca na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu?

Polskš kwalifikację już mamy, teraz walczymy o międzynarodowš. Trzeba się utrzymać na odpowiednim miejscu w rankingu, ale po ostatnich wynikach jesteœmy o to spokojni. Kwalifikacje kończš się 14 stycznia, można jednak powiedzieć, że jesteœmy prawie na igrzyskach.

Jaki cel stawia pan sobie na Pjongczangu?

Straty do zawodników z czołowej dziesištki mamy niewielkie. Naszym marzeniem jest miejsce w pierwszej dziesištce, o to chcemy walczyć. Trenujemy teraz bardzo mocno, fizycznie czujemy się dobrze przygotowani, mamy doœwiadczonego łotewskiego trenera – Janisa Mininsa. Ale w bobslejach liczy się jeszcze sprzęt. Dwóch pilotów może mieć podobne umiejętnoœci, ale jeden ma gorszš maszynę i wtedy przegrywa. W sezonie olimpijskim bogatsze kraje zawsze przygotujš boba z nowymi technologicznymi rozwišzaniami, chcš zaskoczyć rywali. Dopiero na miejscu w Korei się okaże, jak na tle innych wyglšda nasz sprzęt.

Czy polscy bobsleiœci współpracujš z jakimiœ firmami, oœrodkami naukowymi, żeby poprawić jakoœć sprzętu?

Nasz budżet jest ograniczony, nie możemy sobie na to pozwolić. Choć nasz obecny bob nie jest zły, jesteœmy parę kroków za najlepszymi. Z Niemcami od lat współpracuje firma BMW, majš testy w tunelu aerodynamicznym. Sprzęt na igrzyska dostali przed rokiem, przez ten czas przeprowadzali testy, zmieniali ustawienia i to na różnych torach, w różnych warunkach. Nie zdradzajš się z tym, co wymyœlili. To sš œciœle tajne informacje.

Ile kosztuje bobslej?

Ceny wahajš się od 70 tysięcy za dwójkę do 120 tysięcy za czwórkę. Problem w tym, że z myœlš o igrzyskach teraz takiej maszyny nie można kupić. Zamówienia należy złożyć kilka miesięcy przed zawodami, a potem trzeba boba przetestować. Niektóre firmy nie sprzedajš swoich produktów, bo sš zwišzane na wyłšcznoœć z jednš krajowš federacjš. Do tego trzeba kupić i odpowiednio ustawić płozy. Cena za płozy to 10–20 tysięcy euro.

Jest pan zawodnikiem Klubu Uczelnianego AZS UMCS Lublin, choć wychował się w Karkonoszach, studiował w Katowicach. Skšd ten pomysł, żeby reprezentować Lublin?

Namówił mnie do tego transferu mój kolega Rafał Koszyk. Jest menedżerem naszego klubu i skeletonistš. W ten sposób w Lublinie powstała silna sekcja bobslejowa i skeletonu. Z bobsleistów do niedawna w klubie był Jakub Zakrzewski, nadal barwy AZS reprezentuje Grzegorz Kossakowski. Klub i uczelnia bardzo nam pomagajš. Dzięki nim łatwiej przygotowywać się do igrzysk w Pjongczangu.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL