Życie Kujawsko-Pomorskiego

Festiwal, który łączy Europę

Fotorzepa, Jerzy Dudek
O tym, co warto zobaczyć na Międzynarodowym Festiwalu Kontakt 2016, który odbędzie się w Toruniu od 22 do 28 maja, mówi jego konsultant programowy Bartosz Zaczykiewicz.

Rz: Od czasu, gdy powstał Kontakt w Toruniu, Polskę zalała festiwalowa fala. Co dziś wyróżnia Kontakt na mapie kraju?

Bartosz Zaczykiewicz: Krystyna Meissner, projektując Kontakt, przyjęła jako zasadę premierowe prezentowanie zagranicznych spektakli w Polsce, wyszukiwanie nowych zjawisk teatralnych znanych w swoich krajach, ale dopiero odkrywanych na arenie międzynarodowej. Po ćwierćwieczu istnienia Festiwal zarówno prezentuje nowe dzieła debiutujących tu dzisiejszych mistrzów sceny europejskiej, jak i stara się wyszukiwać ich następców. Myślę, że „Kontakt" w dalszym ciągu w jakimś stopniu „zszywa" Europę, Wschód z Zachodem i Północ z Południem, ale główna rola ideowa festiwalu, a na pewno tej edycji, to próba zrozumienia, wspólnie z widownią, współczesnego świata oraz autokrytyczna postawa wobec rzeczywistości.

Festiwal rozpocznie 22 maja „Wróg ludu" z Berlina. Czym ten spektakl różni się od głośnego wystawienia Klaty? Jak Niemcy patrzą na dzisiejsze perturbacje demokracji, mediów?

Niestety, nie widziałem wersji Jana Klaty, natomiast przedstawienie berlińskiej Schaubuehne to poniekąd wzorcowy przykład uwspółcześnienia klasycznego tekstu, które nadając mu doskonałą aktualność, pozostawia nienaruszony duch pierwowzoru. Spektakl Ostermeiera jak w soczewce pokazuje między innymi współczesny mechanizm kreowania opinii publicznej, ale przede wszystkim stawia mnóstwo pytań o funkcjonowanie demokracji w naszym świecie, o jej ułudę i ukryte w niej pułapki, w które nieświadomie wpadamy na każdym kroku. Reżyser zostawia nas z tymi znakami zapytania, zmuszając do fundamentalnej refleksji o współczesności. Mimo oczywistych sympatii autora racje antagonistów są prezentowane równoważnie i jako widzowie zostajemy głęboko wciągnięci w spór bohaterów. Paradoksalnie, możemy nawet przyznawać jakiejś stronie rację wbrew sobie. Wydaje mi się, że nie sposób nie identyfikować się z istotą przedstawionego konfliktu, więc powinien być to emocjonujący wieczór. Choć spektakl powstał w 2012 roku, coraz mocniej dialoguje z rzeczywistością.

Co kryje się za tytułem „Mein Kampf" Rimini Protokoll?

Od końca ubiegłego roku ta może najsłynniejsza książka, której z założenia prawie nikt nie czytał, nie jest chroniona przez prawa autorskie. Stała się ona częścią domeny publicznej, od stycznia dostępne jest oficjalne niemieckie wydanie opatrzone obszernymi komentarzami naukowymi. Grupa Rimini Protokoll, programowo realizująca zaangażowane spektakle o tematyce ważnej dla współczesnej Europy, wzięła na warsztat ten zakazany tekst, zanim został on uwolniony, starając się zrozumieć i wyjaśnić aurę, jaka otacza propagandowe pisma Adolfa Hitlera. Helgard Haug i Daniel Wetzel razem z aktorami badają, jakie właściwie treści są zawarte w „Mein Kampf", pytają, w czym ta książka nadal może nieść zagrożenie.

Co mówią nam o współczesnej Polsce krajowe propozycje „Bramy raju" i „Car Samozwaniec"?

Prezentowane poza konkursem „Bramy raju" wg Jerzego Andrzejewskiego są, jak sądzę, odkryciem tego tekstu na nowo, bez balastu kontekstu politycznego, który przez lata ciążył na jego interpretacji. Reżyser Krzysztof Rekowski bardziej zajął się istotą rodzenia się miłości, odkrywaniem przez nastolatków relacji zmysłowych, niejako przy okazji opisując podstawy fanatyzmu religijnego towarzyszącego średniowiecznej krucjacie dziecięcej, której figurą Andrzejewski tłumaczył także fascynację komunizmem. Z kolei spektakl Jacka Głomba w ogóle przywraca do życia ów zapomniany dramat Nowaczyńskiego, studium „politycznej rzeźni", której charakter właściwie nie bardzo się zmienił w ostatnich stu latach i jakże aktualnie opowiada o źródłach polsko-rosyjskich zbliżeń i antagonizmów, przed wiekami i dziś.

Jakie aspekty Czechowa odsłania islandzka „Mewa" i belgijski „Wiśniowy sad"?

Oba przedstawienia rozgrywają się współcześnie, przy czym wersja Yanny Ross jest bardzo konkretnie osadzona w dzisiejszym krajobrazie kulturowym i mentalnym Islandii. Na pierwszy rzut oka tekst wydaje się mocno przepisany, ale w rzeczywistości to tylko kontekst uległ zmianie, a spektakl jest bardzo wierny oryginałowi. Belgijska interpretacja wydaje się na tym tle znacznie bardziej tradycyjna, choć i tam znajdziemy nieoczekiwane przesunięcie akcentów interpretacyjnych.

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę widzów, którzy chcieliby się wybrać na toruński festiwal?

Na pewno słoweńską „Iliadę" oraz chilijski „Dostęp" Pablo Larraína i Roberta Faríasa. Kreacja Faríasa jest wstrząsająca, dla mnie to murowany kandydat do nagrody aktorskiej, a samo przedstawienie kompletnie wymyka się kategoriom estetycznym. Szokujący obraz upadku duchowości w cywilizacji Zachodu, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Przejmująca i oparta na wybitnym aktorstwie jest również minimalistyczna, bardzo wysmakowana muzycznie inscenizacja Homera, z zapierającym dech w piersi finałem. Tak magnetyczne przełożenie starożytnej epopei na scenę pokazuje, dlaczego Jernej Lorenci uchodzi za wschodzącą gwiazdę europejskiego teatru.

—rozmawiał Jacek Cieślak

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL