Zdrowie

Złe inwestycje w służbie zdrowia

Prof. dr hab. n. med. Paweł Buszman kardiolog, ekspert i Prezes Zarządu Polsko-Amerykańskich Klinik Serca
archiwum american heart of poland
Gdzie się podziało obiecane 8 mld na ochronę zdrowia? Jaka jest przyczyna dodatkowych 16 tys. zgonów w Polsce pomimo tak dużego wzrostu nakładów na służbę zdrowia?

Raporty GUS potwierdzają znaczny wzrost śmiertelności w trakcie roku do poziomu najwyższego od początku lat 90. Co jest przyczyną dodatkowych zgonów? Nie mieliśmy epidemii grypy, katastrof naturalnych zbierających śmiertelne żniwo, nie było wojny ani skokowego zwiększenia śmierci na nowotwory, na które z reguły umiera się powoli. Mamy za to w Polsce jeden z najwyższych współczynnik umieralności na choroby sercowo-naczyniowe w Unii Europejskiej.

Jedną z przyczyn dużej zapadalności na udary i zawały jest pogarszająca się jakość środowiska, w którym żyjemy, w szczególności coraz bardziej zanieczyszczone powietrze. Badania potwierdzają korelację pomiędzy zwiększeniem narażenia na pyły zawieszone, ozon, związki siarki i azotu a wzrostem występowania udarów, zawałów oraz przyspieszonej miażdżycy.

W Polsce notujemy największe przekroczenia norm w tym zakresie nie tylko w Europie, ale też na świecie. Według prognoz GUS („Atlas demograficzny Polski") przełoży się to na wzrost umieralności sercowo-naczyniowej i zmniejszenia populacji o 4 mln Polaków. Nie wolno biernie poddać się tym prognozom, ale należy aktywnie zapobiegać trendom, m.in. poprzez poprawę jakości powietrza, wzrost nakładów i skuteczności wydatkowania pieniędzy w systemie opieki zdrowotnej.

W ostatnich latach (2000–2016) dzięki wysiłkowi ośrodków kardiologicznych udało się uzyskać wyraźne trendy spadkowe, głównie w zakresie umieralności z powodu choroby wieńcowej i zawału serca. Potrafimy zatem ludzi leczyć. Możemy również ograniczyć zapadanie na te choroby, ale kardiologia musi się stać priorytetem Ministerstwa Zdrowia. Również w aspekcie finansowym.

Limity na zdrowie

Na razie tendencja jest odwrotna. „W nagrodę" za skuteczne działania polska kardiologia dostała trzykrotną, dramatyczną obniżkę wycen świadczeń kardiologicznych ratujących życie (nawet o 50–60 proc.), co bezpośrednio wpływa obecnie na dostępność i jakość dostarczanej usługi.

Mamy także limity na zabiegi kardiochirurgiczne, limitowanie leczenia niestabilnej dławicy piersiowej (stanów przedzawałowych), a do tego do tzw. sieć szpitali, w której brak jest poziomu ośrodków sercowo-naczyniowych, choć jest poziom pulmonologiczny, onkologiczny i pediatryczny. Dodajmy, że utworzona sieć szpitali, posiadająca stałe budżety nie jest zmotywowana do efektywnej pracy, a tym bardziej do rozwoju i inwestycji w medycynę sercowo-naczyniową, która przynosi straty lub ledwie się bilansuje.

Dramatycznie obniżone płace kardiologów (kilkakrotnie niższe niż anestezjologów) prowadzą do sytuacji, gdy ten sam kardiolog otrzymuje 2-, 3-krotnie wyższe wynagrodzenie z POZ. Zaczyna więc brakować obstawy na dyżurach kardiologicznych.

Ponadto zapowiadany program KOZ (skoordynowanej opieki pozawałowej) został tylko wprowadzony do nielicznych ośrodków będących w sieci, a te ośrodki kardiologii inwazyjnej, które są poza siecią, nie weszły do tego programu, a to oznacza dramatycznie nierówny dostęp do opieki zdrowotnej chorych po zawale. Program KOZ, który miał wyrównać obniżki cen, nie zadziałał powszechnie, gdyż dopuszczone są do niego głównie duże ośrodki uniwersyteckie i ministerialne, które i tak otrzymały podwyższony wskaźnik wyceny o 10 proc.

Zmiana pilnie potrzebna

Zatem jedyna nadzieja to exposé nowego premiera Mateusza Morawieckiego, który zapowiedział Narodowy Program Zdrowia Kardiologicznego. Czekamy z niecierpliwością na zmiany i poprawę dostępu do usług kardiologicznych.

W walce z prywatnymi inwestorami politycy i decydenci zapomnieli o pacjentach i o tym, jak wiele ośrodki sercowo-naczyniowe dały społeczeństwu, które się ich domaga i których broni.

Dzięki tym ośrodkom, których działalność jest w sposób nierynkowy ograniczana (arbitralne decyzje NFZ), udawało się obniżyć umieralność z powodu choroby wieńcowej o 30 proc., a z powodu zawału – aż o 50 proc.

Powszechne zaś zarzuty dotyczące braku kontynuacji leczenia po zawale serca powinny być kierowane do NFZ, który nie gwarantował odpowiednich środków na dokończenie leczenia, a nie do ośrodków kardiologii inwazyjnej, które miały bardzo ograniczone kontrakty na leczenie planowe i dokończenie terapii po zawale serca.

Alarmujące statystyki

Ograniczenie dostępności do kardiologa w AOS oraz niskie kontraktowanie opieki specjalistycznej, a także ograniczanie kontraktów na hospitalizację planową w kardiologii spowodowało istną epidemię zawałów i udarów (łącznie ok. 200 tys. zachorowań rocznie) i wysoką umieralność z powodu schorzeń układu krążenia. Doprowadzono do sytuacji, w której na serce choruje 5 mln Polaków, w tym milion na niewydolność serca, i to pomimo wzrostu w ostatnim roku nakładów na leczenie o 8 mld zł.

Jak to się stało?

Obniżono o 30 proc. wydatki na leczenie chorób układu krążenia i o ponad 50 proc. wycenę procedur kardiologii interwencyjnej, doprowadzając polskie wyceny do poziomu najniższego w Europie (wyższe są nawet w Albanii!). To powoduje konieczność dalszego zamykania ośrodków kardiologicznych, co dotknęło już m.in. Starachowice, Gdańsk, Nysę czy Myszków.

Problemem staje się brak chętnych lekarzy do pracy na ciężkich dyżurach z powodu niskich płac, które wprost wynikają z obniżenia wycen przez NFZ.

Jedynym sposobem zapobieżenia depopulacji i odwrócenia negatywnych trendów demograficznych jest zwiększenie środków na prewencję i leczenie chorób sercowo-naczyniowych i powikłań do poziomu 15–20 proc. całościowych wydatków na szpitalnictwo i AOS, a więc do poziomu standardowego dla krajów OECD. Obecnie poziom ten to mniej niż 10 proc. Jeszcze gorzej wypada porównanie w wydatkach w wartościach bezwzględnych na mieszkańca. Tutaj w porównaniu z Niemcami czy Francją wydajemy nawet 6–10-krotnie mniej.

Dobry przykład

Program Leczenia Ostrych Zespołów Wieńcowych pokazał, jak bardzo skuteczna potrafi być medycyna sercowo-naczyniowa oraz jak bardzo ważna jest współpraca jednostek publicznych i prywatnych w zwalczaniu chorób sercowo-naczyniowych. Świetne wyniki pracy polskich kardiologów, kardiochirurgów i naczyniowców znów mogą się przekładać na skuteczne ratowanie zdrowia i życia Polaków.

Tylko od polityków i decydentów zależy, czy Polacy będą umierać, czy będą leczeni tak, jak na to zasługują. A odpowiedź na zadane na początku pytanie jest prosta: pieniądze wydano na służbę zdrowia, a nie na ochronę zdrowia, stąd brak efektu. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL