Rachunek sumienia Belgii

aktualizacja: 25.03.2016, 00:04
Czwartek w Brukseli. Siedziba Komisji Europejskiej pod ochroną
Czwartek w Brukseli. Siedziba Komisji Europejskiej pod ochroną
Foto: AFP

Europa oferuje Belgii solidarność oraz pomoc i wstrzymuje się z krytyką. Wyjątkiem jest Polska.

REDAKCJA POLECA

Korespondencja z Brukseli

Nadzwyczajne spotkanie ministrów spraw wewnętrznych UE w czwartek po południu miało być politycznym aktem solidarności z Belgią, pogrążoną w żałobie po zamachach terrorystycznych, które kosztowały życie 31 osób i ciężkie uszkodzenia ciała kolejnych 300.

– Przyjechaliśmy pokazać naszą aktywną solidarność – powiedziała brytyjska minister Theresa May. Obiecała Belgom pomoc. – Zaoferujemy im to, czego potrzebują – obiecała. Spotkanie ministrów odbywało się w dniu, gdy przez media zaczęła się już przelewać fala krytyki pod adresem służ belgijskich.

Wywołał ją prezydent Turcji Recep Erdogan, który stwierdził, że jeden z zamachowców był dwukrotnie zatrzymany na granicy turecko-syryjskiej i odesłany do Belgii w 2015 roku. Nie jest jasne jednak, czy nie został on odesłany do Holandii i czy przypadkiem to nie strona turecka zawiodła, wysyłając zbyt późno informację. Wszystkie okoliczności tego wydarzenia są teraz badane w Holandii i Belgii.

Belgijski minister sprawiedliwości przyznaje, że doszło do błędów i, podobnie jak minister spraw wewnętrznych, zaoferował swoją dymisję. Nie przyjął ich jednak premier Charles Michel. Z braku wystarczających informacji i szacunku dla ciągle świeżej tragedii Belgów ministrowie innych państw UE wstrzymywali się od komentarzy w tej sprawie, podobnie jak unikali wszelkiej krytyki pod adresem Belgów. – Oni nie potrzebują naszych pouczeń – mówił luksemburski minister Felix Braz. – Stoimy murem za Belgią. Atak na nią jest atakiem na Europę – deklarował szwedzki minister Anders Ygeman.

Takich słów solidarności zabrakło w wypowiedzi polskiego ministra. Mariusz Błaszczak powiedział dziennikarzom, że oczekuje wyjaśnień ministra belgijskiego w sprawie doniesień z Turcji. – To są pytania, na które – mam nadzieję – padną odpowiedzi ze strony belgijskiej – stwierdził Błaszczak.

Nastawienie ministra Błaszczaka oddaje chyba ducha myślenia wielu Polaków. Kilka godzin przed spotkaniem ministrów usłyszałam przypadkowo w kawiarni rozmowę dwóch kobiet. Jedna z nich była w szpitalu odwiedzić swoją przyjaciółkę ciężko ranną w zamachu na metro. Mąż przyjaciółki, belgijski dyplomata, jest na liście zaginionych. Kobieta z przekąsem opowiadała, jak to jej polska pani do sprzątania triumfowała, że w Polsce do takiego zamachu by nie doszło, „bo nie ma cudzoziemców".

W tym samym wydaniu dziennika „La Libre", gdzie wśród zdjęć zaginionych osób znajduje się podobizna wspomnianego dyplomaty, wybity jest cytat z premier Beaty Szydło, że Polska nie będzie teraz przyjmować imigrantów. Wszystkie te przekazy kontrastują z reakcją pozostałej części Europy. A przecież w ataku mogło zginąć wielu Polaków. Dziennik „The New York Times" poinformował, że jedna z dwóch bomb na lotnisku eksplodowała przy rzędzie stanowisk odprawy numer 2. To ten rząd, gdzie znajduje się stanowisko LOT. To, że tylko troje Polaków zostało tam rannych, wynika z godziny zamachów. O 8 rano nie było jeszcze wielu pasażerów LOT, bo rejs do Warszawy realizowany jest dopiero o 10.15.

Ministrowie 28 państw UE chcieli się również w czwartek zastanowić, czy podjęte już wcześniej – po atakach w Paryżu – decyzje są odpowiednio szybko wprowadzane w życie. Chodzi przede wszystkim o tzw. PNR, czyli europejski rejestr pasażerów linii lotniczych, o wymienianie się informacjami o tych pasażerach, o restrykcje w handlu bronią.

Niemcy chcą zaproponować rejestr wjazdów i wyjazdów obywateli krajów trzecich do strefy Schengen. Trudno jednak powiedzieć, czy akurat te instrumenty pomogłyby w namierzeniu sprawców. W ostatnim czasie przebywali oni głównie w Belgii i to tam szykowali swoje śmiercionośne ładunki. A po zamachach w Paryżu w listopadzie 2015 roku wrócili do Brukseli samochodami.

W Belgii trwa jeszcze trzydniowa żałoba narodowa, ale media już zaczynają zadawać pytania o skuteczność służb. Poza wątkiem tureckim podstawowe pytanie brzmi, dlaczego na niewielkim przecież terenie belgijskiej stolicy przez kilka miesięcy nie udało się zatrzymać sprawców ataków paryskich, którzy potem przygotowywali ataki w Brukseli. Zamachowcy wynajmowali ostatnio mieszkanie w dzielnicy Schaerbeek. Według doniesień medialnych jeden z sąsiadów uznał, że nowi lokatorzy apartamentu na piątym piętrze budynku przy ulicy Max Roos 5 są trochę dziwni. Poinformował o tym dzielnicowego, ale żadnych następstw nie było. Policja w wewnętrznym dochodzeniu sprawdza teraz, co stało się z tym cennym donosem. Pojawiają się także znaki zapytania odnośnie do warunkowego zwolnienia z więzienia jednego z zamachowców kilka lat temu. Był on co prawda skazany za rozbój, a nie akt terrorystyczny, ale w tym rozboju został ciężko ranny policjant. Mimo protestów związków zawodowych policjantów ówczesny burmistrz Brukseli interweniował w sprawie skrócenia wyroku i warunkowego zwolnienia.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE