Za odbiór śmieci płacimy więcej niż Niemcy, a ma być jeszcze drożej

aktualizacja: 28.11.2016, 19:38
Foto: Fotorzepa, Sławomir Mielnik

Audyty w samorządach nie pozostawiają złudzeń: opłaty za odbiór odpadów muszą pójść w górę.

REDAKCJA POLECA

Przez błędy ustawodawcy i nieprzygotowanie samorządów do gospodarowania odpadami stawki opłat za odbiór śmieci bywają ponaddwukrotnie wyższe niż np. w Niemczech. Wiele do życzenia pozostawia też recykling odpadów komunalnych. Za wywóz śmieci płacimy dużo, a możemy jeszcze więcej.

– Rodzina z Wrocławia mieszkająca w domu jednorodzinnym płaci ok. 240 euro (1056 zł) za wywóz odpadów na rok. Podobna rodzina w oddalonym ok. 250 km Dreźnie tylko 80 euro – mówi Bernhard Skiba z East Europe Consulting Company. Z audytów przeprowadzonych w kilku samorządach wynika, że jeszcze wyższe opłaty w Polsce to tylko kwestia czasu.

Na wysokie ceny wywozu śmieci wpływ ma m.in. to, że w niektórych regionach firmy śmieciowe po wygraniu przetargu stały się monopolistami i zaczęły to wykorzystywać.

– Znam przykład gminy, w której firma wywozowa opanowała rynek i podniosła ceny o prawie 80 proc. Samorządy nie mogą się przed takimi praktykami bronić, bo nie przygotowały się profesjonalnie od strony zarządzania procesem odbioru i zagospodarowania odpadów – mówi Bernhard Skiba. Dodaje, że samorządy muszą wierzyć w liczby i kalkulacje, które im przedstawiają firmy zajmujące się odpadami na ich terenie. A są wątpliwości, czy te dane odpowiadają rzeczywistości.

20 proc.  ?zaledwie tyle odpadów komunalnych jest obecnie zbieranych selektywnie

W wielu samorządach uchwały związane z gospodarką odpadami powstawały w oderwaniu od planowanych i realizowanych inwestycji dotyczących przetwarzania śmieci. Do tego doszła budowa zbyt dużych instalacji względem potrzeb. W Bydgoszczy np. spalarnia nie pracuje pełną parą, trafia do niej mniej odpadów, niż zakładano. Taki scenariusz spotka zapewne kolejne spalarnie. A to kosztuje.

Wpływ na wysokie ceny ma też nieprecyzyjne prawo, które utrudnia gminom realizację zadań. Problematyczna pozostaje np. kwestia mieszkańca, czyli osoby faktycznie zamieszkującej na danym terenie, która powinna płacić za śmieci. Meldunek często nie pokrywa się z miejscem zamieszkania. Dochodzi migracja zarobkowa. Gminy nie wiedzą nawet, jak ustalić, czy wszyscy zobowiązani płacą. Szacunki mówią, że system gospodarki odpadami obejmuje 85 proc. wszystkich mieszkańców. Ci, którzy płacą, łożą na tych, którzy tego unikają.

– Na to, ile płacimy, wpływa koszt funkcjonowania systemu gospodarki odpadami na danym terenie, a metody ustalania opłat są sposobem podzielenia tego kosztu na właścicieli nieruchomości – mówi Maciej Kiełbus, partner w kancelarii Dr Krystian Ziemski & Partners. Dodaje, że w przepisach nie ma systemu taryfowego obliczania kosztów, tylko ogólne wytyczne. – Każda z metod jest zawodna – twierdzi.

50 proc.  ?odpadów z metali, papieru, szkła i tworzyw sztucznych będziemy musieli kierować do recyklingu w 2020 r.

– Brak w ustawie metody naliczania opłaty zgodnie z produkowaną ilością odpadów to powód małego zainteresowania recyklingiem – uważa Bernhard Skiba. – W 2014 r. realny recykling czterech głównych frakcji (szkło, makulatura, metale, tworzywa sztuczne) wynosił 12 proc. Takie dane podaje Krajowy Plan Gospodarki Odpadami. Obecnie wynosi ok. 15 proc. Nie będziemy w stanie osiągnąć wymaganych 50 proc. do 2020 r. – uważa Skiba.

Dyskusja o wprowadzeniu tzw. metody ilościowej, w której opłaty zależałyby od ilości wytworzonych śmieci, co i raz powraca. Maciej Kiełbus wskazuje jednak, że jej wprowadzenie w gminach musiałoby się wiązać z wyposażeniem śmieciarek w specjalne wagi, co dla wielu samorządów może być zbyt drogie.

– Metoda ta mimo wielu zalet została odrzucona w 2011 r. z obawy, iż wiele osób po to, by zapłacić mniej, może pozbywać się odpadów w nielegalny sposób, np. wyrzucać je do lasu. Można każdego kontrolować, ale to też są bardzo duże koszty – mówi Kiełbus.

POLECAMY

KOMENTARZE