Wywiady

Jozsef Varadi, Wizz Air: Będziemy latać po Polsce

Jozsef Varadi
Bloomberg
Dynamika wzrostu liczby pasażerów na polskim rynku nie ma sobie równych. Od Polski zaczynamy wprowadzanie do eksploatacji naszych największych maszyn, airbusów 321 ceo – mówi Danucie Walewskiej prezes linii Wizz Air Jozsef Varadi.

Rz: Czy Polska jest dzisiaj dla Wizz Aira najważniejszym krajem z operacyjnego punktu widzenia?

Polska jest i była zawsze największym krajem, jeśli chodzi o liczbę przewiezionych pasażerów. I, jak widać z naszych kolejnych deklaracji zwiększenia liczby połączeń, chcemy aby tak było również w przyszłości. Od Polski właśnie zaczynamy też wprowadzanie do eksploatacji naszych największych maszyn – Airbus 321 ceo. Oczywiście nie robimy tego charytatywnie, po prostu wzrost liczby pasażerów na polskim rynku nie ma sobie równych.

Wprowadzenie airbusów 321 oznacza dla Wizz Aira niższe koszty przy większej liczbie przewożonych pasażerów. Czy mogą oni liczyć również na tańsze bilety?

Zdecydowanie mamy zamiar, żeby tak było. Z pewnością będzie więcej promocji, bo chcemy latać pełnymi samolotami. Działamy w myśl zasady: z każdego obniżenia kosztów skorzysta pasażer.

Czas potrzebny Wizz Airowi na rozładunek i załadunek samolotu to zazwyczaj około 30 minut. Czy w takim porcie jak lotnisko Chopina obsłużenie 460 wysiadających i wsiadających z A321 pasażerów w tak krótkim czasie jest możliwe?

30–35 minut postoju w zupełności wystarcza A320. W wypadku A321 potrzebujemy 4–5 minut więcej. I staramy się, aby wszystkie loty odbywały się punktualnie. Oczywiście dla załogi to całkiem nowe doświadczenie, ale na razie wszystko idzie gładko.

W połowie roku Wizz Air zaczął latać na mazurskie lotnisko w Szymanach. Jak z perspektywy minionego sezonu ocenia pan tę decyzję?

Nie zamierzamy zawieszać naszych połączeń na okres zimowy, bo cały czas zwiększa się wypełnienie samolotów. W tej chwili w Polsce doszliśmy już do 89 procent, czyli samoloty latają praktycznie pełne. Jednocześnie jest to o 1 punkt procentowy więcej niż w roku 2015.

Z analiz wynika, że LOT i Wizz Air są jedynymi przewoźnikami, którzy byli w stanie zwiększyć swój udział rynkowy w Polsce. Liderem pozostaje Ryanair. Czy widzi pan Wizz Aira na drugim miejscu w Polsce?

Oczywiście, że jest to prawdopodobne, ale nie patrzę na udział w rynku, bo liczy się odpowiedzialność wobec naszych udziałowców. Z drugiej strony staramy się zrobić wszystko, żeby lepiej zrozumieć naszych pasażerów. Na razie taka właśnie strategia zapewniła nam 15–20-procentowy wzrost rok do roku przez kolejne lata. I nie sądzę, żeby cokolwiek mogło zmienić tę tendencję, oczywiście jeśli nie zaistnieją jakieś nieprzewidziane okoliczności.

Czy będziemy numerem jeden, czy też numerem dwa - nie wiem. Każda sytuacja jest dla nas satysfakcjonująca. To co się liczy, to wzrost liczby pasażerów i odpowiedzialność wobec akcjonariuszy.

Czy pana zdaniem lotnisko Chopina w Warszawie jest zatłoczone?

Jeśli spojrzymy na londyński Gatwick, gdzie odprawianych jest 35 milionów pasażerów rocznie, gdzie jest tylko jeden pas startowy, jedyna refleksja jest taka: jeśli Gatwick jest w stanie to zrobić, to czemu nie lotnisko Chopina? Przecież dzisiaj w warszawskim porcie odprawia się nie więcej niż 13 milionów, no może w przyszłym roku będzie to 14 milionów pasażerów.

A nie obawia się pan, że Wizz Air jako linia niskokosztowa będzie zmuszony przenieść się do Modlina, gdyby stołeczny port okazał się zbyt ciasny?

Nie, w żadnym wypadku. Podjęliśmy już decyzję i nie zamierzamy jej zmieniać.

A czy planuje pan w takim razie krajowe rejsy w Polsce?

Nie wykluczam takiej możliwości w przyszłości. Na razie próbujemy lotów wewnętrznych w Rumunii i w Bułgarii. Następna będzie Polska. Na razie te połączenia są na etapie analiz.

Połączenia do Wielkiej Brytanii są silną stroną Wizz Aira. Czy bardzo obawia się pan skutków Brexitu?

Najbardziej doskwiera nam spadający kurs funta brytyjskiego, który osłabił się już o 20 procent. Mimo że jesteśmy firmą na wskroś europejską i naszą księgowość prowadzimy w euro, to jednak kwoty, jakie otrzymujemy w funtach, są o 20 procent niższe niż rok temu. Ale w związku z tym podjęliśmy kilka decyzji „zracjonalizowania" podaży na naszych brytyjskich trasach, w efekcie nie tracimy więc tak dużo, jak mogłoby wynikać ze słabego funta. Zresztą reszta naszego biznesu z nadwyżką równoważy straty związane ze słabością rynku brytyjskiego. I jesteśmy dzisiaj jedną z niewielu linii, które nie ostrzegły w tym roku, że ich wyniki finansowe mogą być słabsze od prognozowanych.

Jak jest to możliwe, że np. Ryanair musiał informować, że będzie miał gorsze wyniki finansowe, a Wizz Air nie ma z tym problemu?

Po prostu mamy dzisiaj najniższe koszty w Europie, naprawdę niższe niż Ryanair. Po drugie jesteśmy skoncentrowani na naszym modelu biznesowym, nie rozważamy rozwoju na przykład poprzez dodanie lotów długodystansowych, nowych typów samolotów. Jesteśmy wierni Airbusowi i serii A 320/321.

W Wizz Airze doszło w tym roku do poważnych zmian, także personalnych. Jak zmieniły one linię?

Rzeczywiście było sporo zmian, także w zarządzie. Niektóre z osób, które przepracowały z nami siedem–dziesięć lat, uznały, że zeszłoroczne wejście na londyńską giełdę było momentem, po którym można było poszukać nowych wyzwań. Nie dziwię się, bo pracowali wyjątkowo ciężko, a życie im umykało. Nie narzekam i uważam, że należy im się największy szacunek, więc jeśli postanowili rozstać się z Wizz Airem, to mieli do tego pełne prawo. Jednocześnie do linii napłynęła „świeża krew", co zawsze jest korzystne, a dzisiejszy zarząd jest przynajmniej tak mocny, jak ten przed rokiem.

CV

Jozsef Varadi ma 51 lat. Jest absolwentem Uniwersytetu Nauk Ekonomicznych w Budapeszcie. Przez kilka lat był prezesem węgierskiego przewoźnika Malev, który upadł w lutym 2012 roku. Varadi założył Wizz Air w 2003 roku. Od tego czasu jest prezesem linii, a do czerwca 2016 odpowiadał także za finanse przewoźnika.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL