Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wywiady

Jacek Siwicki: Koniunktura przyćmiła politykę

materiały prasowe
Zainteresowanie startupami zaczyna przypominać manię z czasów bańki internetowej – mówi prezes firmy inwestycyjnej Enterprise Investors Jacek Siwicki.

Rz: Zebrali państwo blisko 500 mln euro na nowy fundusz, który ma inwestować w spółki w Europie Œrodkowo-Wschodniej. Kim sš inwestorzy?

Jacek Siwicki: Mówišc żartem: rodzina i przyjaciele. A na poważnie, pienišdze pochodzš od inwestorów, którzy współpracujš z nami od lat, głównie z Europy Zachodniej. Dzięki temu odpowiedniš kwotę zebraliœmy w zaledwie trzy miesišce i to w okresie wakacyjnym. Nie musieliœmy nikomu tłumaczyć, gdzie jest Wisła, Nysa Łużycka czy Odra. Ci ludzie znajš region, przyjeżdżajš tutaj od lat, raz lub dwa razu do roku.

Nowi inwestorzy nie byli zainteresowani naszym regionem czy w ogóle ich nie szukaliœcie?

Tym razem, inaczej niż przy poprzednim funduszu, który zbieraliœmy w 2012 r., nie jeŸdziliœmy po œwiecie i nie szukaliœmy nowych kontaktów. Ale wtedy ostatecznie większoœć pieniędzy też pochodziła od znanych nam już inwestorów, przekonanych o potencjale Europy Œrodkowo-Wschodniej. Założyliœmy więc, że teraz nie będziemy nikogo przekonywać, popytamy najpierw uczestników naszych istniejšcych funduszy i dopiero gdy to nie wystarczy, będziemy podejmowali kolejne kroki. Nie było to jednak potrzebne, co dobrze œwiadczy o zainteresowaniu inwestorów naszym regionem. Tym bardziej że w tym samym czasie pienišdze zbierał też inny fundusz (Abris – red.).

Z czego wynika to zainteresowanie? Jesteœmy atrakcyjnym regionem czy po prostu na œwiecie jest bardzo dużo wolnego kapitału?

Wszyscy widzš, że sytuacja makroekonomiczna Polski, a także np. Rumunii, jest bardzo dobra. Dostrzegajš, że w Europie Œrodkowo-Wschodniej dynamicznie roœnie konsumpcja, ale też rozwija się np. branża motoryzacyjna oraz sektor usług dla biznesu. Pewnym problemem dla inwestorów jest jednak to, że nie wiedzš, czy klasyfikować nas jako rynek wschodzšcy czy dojrzały. O ile w latach 2012–2013 jawiliœmy się już raczej jako częœć rozwiniętej Europy, o tyle teraz – głównie ze względu na ryzyko polityczne – znów jesteœmy postrzegani jako rynek wschodzšcy. Mieliœmy dużo pytań np. o reformę sšdownictwa, więc widać, że polityka napawa inwestorów pewnym niepokojem. Ale najwyraŸniej ostatecznie dochodzš do wniosku, że dobra koniunktura jest ważniejsza niż podwyższone ryzyko polityczne.

Nie widać wœród inwestorów obaw, że ten rok jest dla polskiej gospodarki wyjštkowo udany, ale od przyszłego roku czeka nas już powrót do mało imponujšcego tempa wzrostu rzędu 3 proc. rocznie?

Ważne jest to, że dobrš koniunkturę widać też w Europie Zachodniej, że szybko roœnie gospodarka Niemiec, z którš nasz eksport jest mocno powišzany. Nie jest więc tak, że dynamiczny rozwój polskiej gospodarki to tylko efekt 500+. Spotykamy się natomiast z pytaniami, co się stanie z naszš gospodarkš, gdy po 2020 r. mocno zmniejszy się strumień pieniędzy z UE.

I co pan im odpowiada?

Przede wszystkim, że œrodki z obecnego budżetu UE możemy wydawać do 2022 r. A potem będzie je musiał uzupełnić kapitał alokowany lokalnie.

Inwestorów interesuje nie tyle kondycja polskiej gospodarki, ile to, jak przekłada się ona na wzrost wartoœci spółek. Tymczasem warszawska giełda w ostatnich latach radziła sobie gorzej niż inne rynki wschodzšcych. Stopy zwrotu ze spółek niepublicznych sš wyższe?

Jak się ma w portfelu takš spółkę jak Dino, trudno narzekać (œmiech). My w tym roku zakończyliœmy inwestycje w pięciu podmiotach, a z szóstego – czeskiej Kofoli – wyszliœmy częœciowo. Oprócz Dino był to m.in. Polski Bank Komórek Macierzystych (PBKM). Zwroty z tych transakcji były bardzo dobre i z nawišzkš zrównoważyły sprzedaż Harper Hygienics za 1 euro. W kontekœcie stóp zwrotu inwestorzy pytajš też o przyszłoœć OFE, o to, czy jest ryzyko, że rzšd nie zrealizuje swoich planów i całe aktywa tych funduszy zabierze do ZUS. W takim wypadku funduszom private equity byłoby trudniej sprzedawać spółki z portfela na giełdzie. Ja uspokajam, że OFE to nie jest jedyny inwestor na polskim rynku. Akcje Dino kupowali w dużej mierze inwestorzy zagraniczni, ale i indywidualni. Szybko rosnš też TFI, które dziœ majš aktywa równoważne OFE.

W jakie spółki będzie inwestował państwa nowy fundusz? Czym będzie się różnił od istniejšcych?

Mamy fatalny slogan marketingowy: „Więcej tego samego" (œmiech). Od 2012 r. tłumaczymy inwestorom, że jeżeli jednym z fundamentów wzrostu polskiej gospodarki jest konsument, to należy iœć za jego pieniędzmi. Konsument, który chce poprawić swój dobrobyt, czy to robišc zakupy w Dino, czy kupujšc bardziej wyrafinowanš usługę medycznš w PBKM, to jest motyw przewodni naszych inwestycji w Europie Œrodkowo-Wschodniej i tak będzie nadal. Ta strategia ma też tę zaletę, że konsumenci sš względnie przewidywalni. Nie można tego powiedzieć np. o energetyce odnawialnej, która jest zależna od zmieniajšcych się decyzji rzšdów. Poza tym stawiamy na internacjonalizację polskiej gospodarki. Inwestujemy w firmy zorientowane na eksport, zarówno produkcyjne, jak i usługowe. Stšd mamy w portfelu np. Danwood, producenta domów prefabrykowanych.

Nie obawia się pan konsekwencji starzenia się ludnoœci w naszym regionie? Wydaje się, że będzie to z jednej strony tłumiło wzrost wydatków konsumpcyjnych, a z drugiej ograniczało podaż pracy, uderzajšc w eksporterów oraz firmy œwiadczšce trudne do zautomatyzowania usługi.

Nie kupujemy wszystkiego. Zawsze w decyzjach inwestycyjnych polegamy na ludziach – założycielach spółek albo wykształconych przez nich menedżerach – którzy majš wyczucie branży. Ostatnio zainwestowaliœmy w producenta win, cydrów i innych lekkich napojów alkoholowych (Jantoń – red.). To jest grupa produktowa, której sprzedaż może rosnšć szybciej niż sprzedaż alkoholu ogółem. Krótko mówišc, nie stawiamy na wzrost konsumpcji jako taki, tylko na pewne nisze, trendy. Czasem mogš one nie być widoczne w Warszawie, gdzie np. sieć sklepów Dino jest nieobecna.

Interesujš się państwo startupami? Może we współpracy z Polskim Funduszem Rozwoju, który tworzy w tym zakresie partnerstwa publiczno-prywatne?

Sceptycznie podchodzę do partnerstwa publiczno-prywatnego. Jeœli możemy, trzymamy się z daleka od państwowych pieniędzy i decyzji, a także od nieufnoœci, jakš państwo obdarza partnerów. Innš kwestiš jest, że my inwestujemy w jednš spółkę co najmniej 20–30 mln euro. To jest dla startupów niebotyczny pułap, nawet w drugiej czy trzeciej rundzie finansowania. Mam też wrażenie, że ten rynek jest już mocno zatłoczony, zaczyna mi przypominać szalony entuzjazm z końca lat 90. W takich warunkach łatwo się sparzyć.

Ile czasu zajmie kompletowanie portfela nowego funduszu? Spółki dzisiaj mogš przebierać w Ÿródłach finansowania, mogš nie chcieć wsparcia akurat od funduszu private equity.

Właœnie z tego powodu tylko około 20 proc. naszych œrodków inwestujemy w firmy, które pozyskujš nowy kapitał, żeby się rozwijać. Młodsi przedsiębiorcy z reguły chcš nadal rzšdzić, nie chcš rozstawać się z firmš. Większoœć naszych transakcji jest pochodnš problemów z sukcesjš w firmach. Starzejšcy się właœciciel, którego dzieci nie chcš przejšć interesu, chce zapewnić spółce dobrš przyszłoœć. To jest Ÿródło wielu okazji, ale też doœć problematyczne, bo właœciciele z reguły długo zwlekajš z podjęciem decyzji. Trudno jest więc powiedzieć, ile zajmie budowa portfela. W każdym razie jesteœmy nieustannie na polowaniu.

Czy na państwa celowniku sš też spółki giełdowe?

Mogš być, ale to sš problematyczne cele przejęć ze względu na strukturę akcjonariatu. Łatwiej jest przekonać do sprzedaży firmy wšskie grono osób niż całš rzeszę inwestorów finansowych. A gdy nawet spółka ma jednego dominujšcego udziałowca, to on z reguły nie jest zainteresowany sprzedażš. Poza tym, my oczekujemy mniej więcej trzykrotnego wzrostu wartoœci firmy w cišgu pięciu do oœmiu lat. Niewiele firm giełdowych ma taki potencjał, a jeœli go majš, to on jest zwykle uwzględniony w cenie akcji.

CV

Jacek Siwicki jest prezesem firmy inwestycyjnej Enterprise Investors w Europie Œrodkowo-Wschodniej. Jest z niš zwišzany od 1992 r. Wczeœniej pracował w branży IT oraz doradztwie biznesowym. W 1991 r. był wiceministrem przekształceń własnoœciowych.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL