Wywiady

Jacek Szwajcowski: Czas na stabilizację akcjonariatu

materiały prasowe
Doszliśmy do momentu, w którym okazało się, że nasze plany rozwoju są ciężkie do sfinansowania poprzez rynek giełdowy. Pelion powinien być spółką prywatną – mówi prezes Pelionu Jacek Szwajcowski.

Rz: Walne zgromadzenie Pelionu zdecydowało o przyjęciu zaproponowanych przez KIPF, czyli spółkę należącą do pana i do Zbigniewa Molendy, założeń cenowych dotyczących wezwania na akcje Peliona. Czy to oznacza, że wezwanie zakończy się sukcesem?

NWZ wyraziło zgodę na finansowanie nabycia akcji do wysokości 50 mln zł. Dzięki temu KIPF mógł podwyższyć cenę o ponad 12 proc. w stosunku do pierwszej ceny, którą zaproponował sześć tygodni temu, czyli do wysokości 59,04 zł.

To bardzo ważna dla nas decyzja. Pelion jest firmą mocno zadłużoną i właściwie samo wezwanie było potężnym zaskoczeniem dla rynku finansowego, gdyż znalezienie finansowania na nabycie akcji w wezwaniu przy tak dużym zadłużeniu było nie lada wyzwaniem dla nas jako założycieli. A przecież jeszcze niedawno – bo w grudniu 2016 r. – przy średnim kursie z całego roku na poziomie 51,32 zł jedna z rekomendacji wydanych przez Trigon rekomendowała „sprzedaj" przy cenie docelowej 35 zł.

Wierzę, że wezwanie zakończy się sukcesem. Cały proces miał dość burzliwy przebieg. Ogłosiliśmy wezwanie, którego nikt się nie spodziewał i którego pierwotna cena została oprotestowana przez niektóre OFE. Zaraz po ogłoszeniu drastycznie zmieniło się otoczenie prawne, w którym działa Pelion, a które ma dla nas niebagatelne skutki. Tego nie mogliśmy przewidzieć. Teraz NWZ Pelion udzieliło zgody na finansowanie nabycia akcji, które zostanie przeznaczone na podwyżkę ceny w wezwaniu.

Czy cena może się jeszcze zmienić?

Ta cena jest już finalna, zgodnie z prawem nie możemy jej już zmienić. Jest to cena wyższa niż średnia cena w 2016 roku, a także w ciągu ostatnich sześciu miesięcy czy trzech miesięcy. A czas na składanie zleceń sprzedaży – odpowiedzi na wezwanie – mija definitywnie 12 maja.

OFE parę tygodni temu zaprotestowały przeciw starej cenie proponowanej w wezwaniu, ich zdaniem była zbyt niska. Wy broniliście się argumentem, że cena jest wysoka, gdyż nowe przepisy, które czekają na podpis prezydenta, uderzają w waszą sieć aptek. Czyli dostaliście do ręki wygodne wytłumaczenie?

Polemizowałbym z tym, czy jest to wygodny argument. Nasza sytuacja stanowi konsekwencję kilku zdarzeń na przestrzeni ostatnich lat. Po pierwsze, jedną z wad rynku giełdowego jest brak możliwości spotkania się z akcjonariuszami i ustalenia wspólnych działań. I tak jeszcze niedawno, bo trzy lata temu, na podstawie wstępnych rozmów z niektórymi funduszami wydawało się nam, że jest możliwe pozyskanie kapitału na dalsze inwestycje. Przygotowaliśmy IPO jednej z naszych spółek – PGF. Wydaliśmy na to ponad 3 mln zł. Niestety, w momencie kiedy zwróciliśmy się do tych samych funduszy z propozycją nabycia akcji, spotkała nas odmowa. Poświęciliśmy wiele miesięcy pracy na przygotowanie naszej spółki, napisanie prospektu, przygotowanie formalności do wejścia na giełdę. Niestety, z powodu braku zainteresowania całą kwotę 3 mln zł spisaliśmy na straty. A gdyby Pelion był wtedy spółką prywatną, wystarczyłyby pewnie dwie godziny ustaleń z udziałowcami, jak finansować dalszy rozwój. Straciliśmy i czas, i pieniądze.

Kolejną zaś sprawą jest zmiana prawa farmaceutycznego. Ogłosiliśmy wezwanie, nie spodziewając się, że nowelizacja ustawy znana pod hasłem „apteka dla aptekarza" będzie aż tak radykalna. Pokazaliśmy cenę. Kilkanaście dni później zostały przegłosowane nowe przepisy w najbardziej niekorzystnej dla nas wersji. Zostaliśmy złapani w pułapkę, bo w nieprzewidywalny i niekorzystny dla nas sposób zmieniło się otoczenie. Zaznaczam jednak, że nie przywiązujemy zbyt dużej wagi do nowej ustawy, gdyż od lat jesteśmy przyzwyczajeni do zupełnie niezrozumiałych zapisów w prawie farmaceutycznym. Od 2004 r. ustawa ogranicza możliwości otrzymania nowego zezwolenia na aptekę, jeśli przekroczy się 1 proc. ilości aptek w województwie.

Innym przykładem jest zakaz reklamy aptek. Efekty chyba widać: reklama preparatów OTC jest najczęstszą reklamą, jaką widać w telewizji, ich spożycie rośnie na potęgę, ale wprowadzenie nowych rozwiązań w aptece jest zabronione, bo taka apteka wyróżniałaby się przecież na tle innych, a to reklama według inspekcji farmaceutycznej.

Dlaczego chce pan wycofać firmę z GPW?

To dla mnie decyzja strategiczna. Jesteśmy na GPW od 20 lat i przez wiele lat na giełdzie nam się doskonale funkcjonowało. Ale doszliśmy do momentu, w którym okazało się, że nasze plany rozwoju są ciężkie do sfinansowania poprzez rynek giełdowy. Muszę dodać, że nie wchodziły w grę scenariusze typu utrata kontroli nad firmą poprzez kolejne emisje akcji czy dalsze zadłużanie. Nie jesteśmy w stanie zapewnić nam dalszego finansowania naszego rozwoju poprzez giełdę.

Dziś jestem przekonany, że Pelion powinien być spółką prywatną – tak jak wszyscy polscy producenci leków czy apteki. Konkurencja między nami będzie bardziej fair. Stąd nasza dzisiejsza decyzja o podwyższeniu ceny w wezwaniu.

Co jednak decyduje, że chce pan opuścić giełdę właśnie teraz?

Do takich decyzji dojrzewa się latami i jest to normalny cykl funkcjonowania spółek. Analizowaliśmy, jakie perspektywy ma przed sobą Pelion, i uznaliśmy, że nadszedł czas na stabilizację akcjonariatu. Istotna jest też jeszcze jedna kwestia. Podjęliśmy wiele lat temu świadomą decyzję, że działamy na rynku ochrony zdrowia. Wiedzieliśmy i nadal wiemy, że jest to rynek niezwykle silnie regulowany. Wierzymy jednak, że potrafimy na nim działać, i chcemy budować firmę, która wpisuje się w plany rozwoju polskiej ochrony zdrowia. Jako spółka prywatna jesteśmy w stanie tę misję lepiej realizować. Dziś dużo mówi się, że np. szpitale powinny działać nie dla zysku. To rodzi dwojaki problem. Po pierwsze, jesteśmy bardzo dużym i tanim dostawcą leków dla szpitali. Ale za te leki potrzebujemy dostać zapłatę. Mam obawę, czy szpital prowadzony nie dla zysku będzie miał tyle pieniędzy, żeby płacić swoim dostawcom. A to się może odbić przez jakiś czas na bieżących wynikach naszej firmy, na co akcjonariusze publiczni są bardzo czuli. I tu dochodzimy do sedna problemu, do pytania, czy akcjonariusze publiczni są w stanie zrozumieć nasze długoterminowe cele i ambicje. Mnie na przykład nie interesują wyniki jednego kwartału, mnie interesuje, jak ta firma będzie wyglądała za 10 czy 20 lat. Chcę też kierować się takimi wartościami jak miejsca pracy, a nie cięcie kosztów. I jeszcze jedno: jesteśmy jedną z dwóch firm w tej branży obecnych na giełdzie. To nie jest komfortowa sytuacja – wszyscy konkurenci znają naszą strategię. My o nich nie wiemy nic.

Czy myśli pan o wyjściu z biznesu aptecznego?

Sytuacja jest kuriozalna. Nowelizacja ustawy zabierze własność aptek zarówno aptekarzom, jak i nam. Apteki przestaną być sprzedawalne – proszę sobie wyobrazić farmaceutę, który prowadził aptekę przez 25 lat. Jeżeli teraz będzie chciał przekazać biznes swojemu dziecku, które nie jest farmaceutą, nie będzie mógł tego zrobić, nie będzie mógł jej sprzedać. Wartość apteki spadnie do zera, gdyż w Polsce z powodu nasycenia rynku większość nowych placówek nie spełni kryteriów demograficzno-geograficznych narzucanych przez przepisy i nikt z nich nie dostanie zezwolenia. Przede wszystkim jednak ta ustawa uderza w pacjentów. I dlatego wierzę, że prezydent jej nie podpisze.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL