Prof. Marek Szczepański: docelowym rozwiązaniem powinien być elastyczny wiek emerytalny

aktualizacja: 29.03.2016, 12:39
Foto: Archiwum

Docelowym rozwiązaniem powinien być elastyczny wiek emerytalny powiązany z odpowiednim stażem - mówi Prof. Marek Szczepański Kierownik Katedry Nauk Ekonomicznych Politechniki Poznańskiej.

REDAKCJA POLECA
05.04.2016
EY: Wzrost bezgotówkowych transakcji to mniejsza szara strefa i miliardy dla budżetu
31.03.2016
Szydło: obniżenie wieku emerytalnego po wakacjach
Kariera.pl
Kiedy mam prawo do pierwszego urlopu?
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Rz: Czy obniżenie wieku emerytalnego oznacza mniejsze emerytury w przyszłości?

Marek Szczepański: Po pierwsze, zamiast terminu „obniżenie" wieku emerytalnego proponuję używać określeń zgodnych z intencją projektu prezydenckiego, czyli „przywrócenie" wieku. Warto zaznaczyć, że proponowany poziom to minimalny wiek uprawniający do emerytury, ale niezmuszający do przejścia na nią. Osoby zainteresowane będą miały wybór: przejść ma emeryturę w wieku 60 lat (kobiety) lub 65 lat (mężczyźni) lub pracować dłużej. Zgodnie ze znowelizowanym Kodeksem Pracy samo nabycie uprawnień emerytalnych przez pracownika nie może być wyłączną przyczyną wypowiedzenia umowy o pracę (potwierdził to stosowną w 2009 r. uchwałą Sąd Najwyższy). Być może należałoby już w samej ustawie emerytalnej wskazać na konkretne sankcje wobec pracodawców, którzy chcieliby zwalniać pracowników nabywających prawa emerytalne w wieku 60 lat (panie) oraz 65 lat (panowie) zdolnych i chętnych do dalszej pracy.

Po wtóre – wiek nabywania uprawnień emerytalnych to tylko jeden z najistotniejszych parametrów funkcjonowania systemu emerytalnego, ale także kwestia o fundamentalnym znaczeniu dla milionów obywateli oraz dla finansów publicznych. Powinna być rozpatrywana kompleksowo, w uwzględnieniem aspektów ekonomiczno-finansowych, demograficznych, ale także społecznych i polityczno-prawnych. Idealnej odpowiedzi na pytanie, jaki powinien być ustawowy wiek emerytalny, nie ma. Coraz więcej naukowców i praktyków na co dzień zajmujących się problematyką emerytalną skłania się ku koncepcji elastycznego wieku emerytalnego, dla którego ustawowy wiek emerytalny stanowi tylko dolną granicę. Osobiście także jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. W tej sprawie należy poszukiwać consensu społecznego, arbitralne rozwiązania (wszyscy muszą pracować dłużej albo wszyscy krócej) nie powinny być stosowane.

Po trzecie – jest sprawą oczywistą, że w przyjętym w 1999 r. w ramach systemowej reformy systemie naliczania świadczeń emerytalnych według formuły zdefiniowanej składki, która uzależnia wysokość emerytury od wartości składek wpłaconych do systemu emerytalnego w okresie aktywności zawodowej oraz przeciętnej statystycznej liczby miesięcy pobierania świadczenia po przejściu na emeryturę, emerytura naliczona w wieku 60 lat będzie odpowiednio niższa, niż byłaby dla tej samej osoby np. w wieku 67 lat (ten sam kapitał uprawnień emerytalnych podzielony przez większa liczbę miesięcy da w efekcie niższą sumę). Tyle tylko, że wiele osób może wybrać niższą emeryturę, gdyż ma dodatkowe oszczędności może sobie na to pozwolić albo z innych względów (np. opieka nad wnukami lub niedołężnymi rodzicami w sędziwym wieku).

Jeśli formuła naliczania świadczenia emerytalnego (zdefiniowana składka) się nie zmieni (a wprowadzenie innej, bardziej hojnej jest nierealne), to istotnie przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego oznaczać będzie odpowiednio niższe świadczenie. Dlatego osoby podejmujące taką decyzję powinny dokonywać świadomego wyboru, a instytucje publiczne odpowiedzialne za wypłatę świadczeń (ZUS, KRUS) przedstawić możliwie najbardziej precyzyjne symulacje wysokości świadczenia stosownie do okresu przejścia na emeryturę (np. 5 lat do przodu). Może się okazać, że liczna grupa uczestników systemu emerytalnego zdecyduje się pracować dłużej.

Demografia i tak wymusi stopniowe wydłużanie wieku emerytalnego?

W przyszłości zapewne tak. Ale danie obywatelom wyboru i potraktowanie ustawowego wieku emerytalnego jako dolnej granicy nie jest rozwiązaniem, które należałoby a priori odrzucać. Docelowym rozwiązaniem powinien być elastyczny wiek emerytalny powiązany z odpowiednim stażem.

Czy rzeczywiście proponowane przez prezydenta zmiany uderzają szczególnie w kobiety?

Kobiety ze względu na swoje role społeczne i odmienny cykl aktywności zawodowej, przerywanej opieką nad dziećmi, a często też nad sędziwymi rodzicami, z reguły nie są w stanie zgromadzić takiego „kapitału" emerytalnego jak mężczyźni, co przekłada się na niższe świadczenia. W wielu krajach wprowadza się rozwiązania, które przynajmniej częściowo niwelują to zróżnicowanie w zabezpieczeniu emerytalnym. Tym bardziej że zwiększenie dzietności w starzejących się społeczeństwach krajów rozwiniętych gospodarczo (także w Polsce) jest ze wszech miar pożądane, także z punktu widzenia finansów systemu emerytalnego.

Jestem przekonany, że nasze panie, na których barkach z reguły spoczywa prowadzenie budżetu domowego, same będą w stanie najlepiej ocenić, czy akceptują niższe świadczenie wcześniej, czy też chcą i mogą dłużej pracować. Trzeba tylko zapewnić bardzo silne prawne zabezpieczenia przed dezaktywizacją zawodową ze względu na samo nabycie uprawnień emerytalnych tym wszystkim paniom, które wybiorą dłuższą pracę.

Czy zmniejszona w wyniku proponowanych zmian liczba ludzi na rynku pracy może być zrekompensowana np. większą wydajnością pracy?

Na rynek pracy, podobnie jak na stan systemu emerytalnego, bardzo silnie oddziałuje proces demograficznego starzenia się społeczeństwa. Stanowi on konsekwencję obserwowanego od końca lat 80. XX w. spadku dzietności przy jednoczesnym wydłużaniu średniej długości życia mieszkańców Polski. W efekcie zmienia się proporcja między liczebnością pokolenia w wieku produkcyjnym a pokolenia w wieku poprodukcyjnym. Wprowadzenie ustawowego wieku emerytalnego co najmniej 60 lat dla kobiet i co najmniej 65 lat dla mężczyzn oczywiście zmniejszy zasób osób w wieku produkcyjnym na rynku pracy. Wskutek demograficznego starzenia się populacji w okresie od 2015 do 2020 r. liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie o ok.1 194,4 mln osób, a osób w wieku poprodukcyjnym (65+) wzrośnie o 917,5 tys. osób. Stanowić to będzie dodatkowe obciążenie dla i tak już deficytowego i dotowanego z budżetu państwa Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Wprowadzane od 2013 r. stopniowe wydłużanie i docelowe zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat mogłoby jedynie nieco odłożyć w czasie część skutków finansowych demograficznego starzenia się populacji, ale i tak nie zapobiegnie utrzymywaniu się trwałego deficytu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Średniookresowa prognoza wpływów i wydatków nawet przy założeniu utrzymania podwyższonego wieku emerytalnego wskazuje na trwałość deficytu FUS-u: ujemne saldo w 2020 r. na poziomie od -62 mld zł (-2,6 proc. PKB) w wariancie podstawowym prognozy do -79 mld zł (-3,6 proc. PKB) w wariancie pesymistycznym.

Te prognozy można różnie interpretować. Z jednej strony, nie ulega wątpliwości, że przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego jeszcze pogłębi nierównowagę w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i zwiększy dopłaty do emerytur. Z drugiej strony, samo wydłużenie wieku emerytalnego zapoczątkowane w 2013 r. nie rozwiązuje problemu trwałej nierównowagi w FUS, na którą wpływa demografia, ale także inne czynniki, np. nieopłacanie składek na ubezpieczenia społeczne przez część pracodawców i pracowników, szara strefa itp.

Co do załatania tej wyrwy przez rosnącą wydajność pracy, to zdania wśród ekonomistów są podzielone. Jedną z możliwości zapełnienia tej luki jest zastąpienie części odchodzących na emeryturę migrantami.

Odpowiednia polityka imigracyjna jest w stanie zniwelować nasz „deficyt" demograficzny i co za tym idzie – rozwiązać problem wydolności systemu emerytalnego?

Według szacunków, już dziś legalnie pracuje w naszym kraju ok. 400 tys. Ukraińców. Prawdopodobnie drugie tyle robi to nielegalnie. Otwarcie się na imigrantów może częściowo zapełnić lukę na rynku pracy w przypadku prostych prac, ale nie zrekompensuje ubytku pracowników o wyższych kwalifikacjach i doświadczeniu zawodowym. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby te prace przejmowały osoby młode, ze średnim i wyższym wykształceniem, należące do zasobu pracy, ale bezrobotne.

Wzrost produktywności pracy, związany m.in. z postępem technologicznym i organizacyjnym, a także wymianą międzypokoleniową na rynku pracy, też przynajmniej częściowo skompensuje ubytek w zasobie siły roboczej związany ze zmianą ustawowego wieku emerytalnego.

Niezbędne wydaje się zapoczątkowanie poważnej dyskusji nad kompleksowymi zmianami nie tylko jednego parametru zabezpieczenia emerytalnego, jakim jest minimalny ustawowy wiek uzyskiwania uprawnień emerytalnych. Potrzebna jest dyskusja nad całym systemem emerytalnym, zwłaszcza rozwojem dodatkowych systemów emerytalnych wspieranych przez państwo oraz zakresem solidaryzmu społecznego w systemie emerytalnym. W wielu krajach wprowadzanie istotnych zmian w systemach emerytalnych poprzedzane było publiczną debatą z udziałem ekspertów i reprezentantów różnych grup społecznych. Powoływano nawet specjalne niezależne od polityków komisje ekspertów, którzy przygotowywali kilka wariantów poddanych publicznej dyskusji. Przypomnę, że poprzedni rząd wprowadził istotną zmianę polegającą na stopniowym wydłużaniu od 2013 r. i docelowym zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 67 lat po zaledwie miesiącu prac parlamentarnych. Tym razem na dyskusję nad projektem prezydenckim, który znalazł się w Sejmie, będzie więcej czasu. Warto by ten czas dobrze wykorzystać i poszukiwać consesnsu co do kształtu systemu emerytalnego realizującego swoje funkcje społeczne (zapewnienie adekwatnych, możliwych do sfinansowania świadczeń emerytalnych w sposób efektywny ekonomicznie i społecznie akceptowany) zamiast jałowych sporów politycznych.

POLECAMY

KOMENTARZE